Menu

Walking The Line

czyli opowieści człowieka, którego nie było...

Audioidiotele. Słowo na niedziele

flisak1900

Trudno jest pisać o sobie. Po raz kolejny przedstawiać swoje zainteresowania, ulubione książki czy filmy. Przedstawiać fakty z własnego życia, o których wiedzą już wszyscy twoi znajomi. Tym niemniej, grzeczność tego wymaga, by zaczynając działanie na nowym polu (taki ma być ten blog) dać szansę poznać siebie innym – często nieznajomych, wręcz obcym osobą. Dlatego też poniżej popełniłem krótką charakterystykę swojej osoby. Przepraszam za jej chaotyczność, niespójność i ogólną „pierdolnikowatość”, ale jaki pan, taki kram.

Mam na imię Piotrek. Nie Piotr, bo to zbyt oficjalnie. Urodziłem się w 1988 roku. Dokładnie 13 czerwca. Roku Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Calgary, Letnich Igrzysk Olimpijskich w Seulu, Mistrzostwo Europy w piłce nożnej rozegranych w Niemczech Zachodnich i zniesienia kartek na benzynę. Być może przez ten natłok imprez sportowych stałem się wielkim miłośnikiem kultury fizycznej w każdym wydaniu. Zresztą sam przez kilka ładnych lat grałem w piłkę nożną. Przez splot niekorzystnych sytuacji (kłopoty zdrowotne, nauka i przede wszystkim brak prawdziwego talentu) zakończyłem swoją przygodę z piłką (karierę to miał Boniek) w wieku 16 lat. Obecnie grywam jedynie rekreacyjnie w okresie letnim. I nawet pomimo upływu lat, rosnącego z każdym dniem brzucha zwanego czasem „Maćkiem” i mało sportowego trybu życia, który prowadzę na studiach potrafię jeszcze całkiem żwawo hasać po zielonej trawce.

Teraz będzie ciut poważniej. Od 2007 roku mogę z nieodpartą, nieograniczoną i niezwykła dumą chwalić się tym, że posiadam wykształcenie średnie. Uzyskałem je w I Liceum Ogólnokształcącym w Tarnowie, jednej z najstarszych polskich szkół, do której w przeszłości uczęszczali m.in : Tadeusz Kantor, Roman Brandstaetter i Józefa Oleksego. Akurat ten ostatni to żaden powód do dumy, ale to już inna historia. Na koniec tego wątpliwej jakości wstępu, kilka informacji z cyklu : „Co, kto, jak”. Mam dwoje rodziców (nie tej samej płci – uff ), dwie siostry (o losie … Choć z drugiej strony już się przyzwyczaiłem) i psa (5-letnią suczkę Alfę, na cześć greckiej litery, nie marki samochodu). Do tego jednego przyjaciela, kilku dobrych kolegów, kilkudziesięciu znajomych. Posiadam również zbiór kilkunastu książek, kilkaset par skarpet z obowiązkowymi dziurami na piętach i kilka milionów roztoczy w pokoju, rzadko ostatnio sprzątanym.

Poniżej przedstawiam w krótkich blokach swoje preferencje kulturalno-społeczne, że pozwolę je tak sobie nazwać.

Książki

Od kilku lat w tej dziedzinie niepodzielnie rządzą kryminały, lub jak ktoś woli - powieści kryminalne. Szczególnie te z inklinacjami historycznymi. Ulubieni autorzy – Marek Krajewski, Boris Akunin (Izwienitie, że ostatnio opuściłem się w przygodach Erasta Pietrowicza), Agatha Christie.

Film

Na początek muszę się przyznać z pewnej mojej słabości. Otóż, nie mam ulubionego aktora czy aktorki. Za to mam swoich ulubieńców wśród reżyserów. I celowo użyłem liczby mnogiej, bo jest ich dwóch. Choć właściwie stanowią jedno, bo to Joel i Ethan Coenowie. I właśnie filmy tego duetu należą do moich ulubionych. A już „Big Lebowski” szczególnie. Poza tym, jak na mężczyznę (duże słowo) przystało byłem zachwycony „Ojcem Chrzestnym” i wojennym „O jeden most za daleko”.

Muzyka

Za wyjątkiem techno, słucham właściwie wszystkiego. Ale jest kilka zespołów i wykonawców, których cenie bardziej niż innych. Wśród nich znajdą się na pewno Depeche Mode – za fantastyczne teksty i niepowtarzalną atmosferę niepokoju wywołaną elektronicznymi brzmieniami, The Police – za kawał dobrego, ale nie natrętnego rocka i znakomity wokal Stinga (nawet jeśli czasem trudno go zrozumieć). Do tego od kilku lat wyjątkowe miejsce w moim muzyczny świecie odgrywa amerykańska legenda, Johnny Cash. I w tym miejscu pragnę sprostować – Johnny Cash nie grał tylko country ! Grał rock and rolla, bluesa, a nawet poezję śpiewaną. Był człowiekiem renesansu. Grał na gitarze, ale i harmonijka nie była mu obca. Śpiewał o morderstwa i byciu za kratami, ale również o miłości i Bogu. Przebył drogę od wielkiego sukcesu do dna i z powrotem. Wielki człowiek – tyle.

Natura społeczna obywatela

Nie lubię dużych skupisk ludzkich, a wręcz mam do nich wstręt. Jestem wielbicielem herbat ziołowych. Za to nie jestem abstynentem, choć pijam stosunkowo niewiele (zazwyczaj). Jestem kibicem pewnego klubu zaczynającego się na A, z pewnego miasta też na A, który gra na stadionie o inicjałach AA. Interesuję się historią wojen napoleońskich i II wojny światowej. Chcę wystartować w „Jednym z Dziesięciu”. Uważam, na przekór większości, że Agnieszka Radwańska jest ładna. Jestem wielbicielem twórczości Henryka Sawki. Moim fetyszem są kobiece rajstopy i pończochy. Zdarza mi się pisać wiersze, zresztą bardzo marnej jakości.

I może na tym zakończmy. Za dużo tych okropności na dziś … Zresztą nutka tajemnicy musi pozostać nienaruszona … Byłby do tego świetny rym, ale gryzę się w język.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • nosiciel_dura

    słowo na niedzielę a dziś wszak piątek dopiero więc albo złamałeś zasady zdrowej abstynencji, albo zdrowo przepiłeś organy zaczynające się na W i M. ale z drugiej strony nie ma tego złego...

    niełatwo pisać jest o sobie dlatego ja zawsze pomijam ten temat gdzie tylko mogę, choć czasami się cholera nie da i wtedy jest dramat. dlatego pokłony biję jak 100 zdrowych mężczyzn na placu cesarza, bo dobre to było i daje zachęca do dalszej pracy i czytania!

© Walking The Line
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci