Blog > Komentarze do wpisu
Program na licencji - 50 niezapomnianych chwil futbolu (czê¶æ 2)

Obieca³em, wiêc s³owa dotrzymuje. Drugi, nieco krótszy od poprzedniego odcinek, ale nie mniej fascynuj±cy/nudny (wybór i ocenê pozostawiam Wam). 50 niezapomnianych chwil futbolu, czê¶æ 2. Zapraszam !

29. Sir Alex-wieczny-Ferguson
W tym punkcie nie bêdê siê m±drzy³ i rozwodzi³, bo o klasie jego bohatera ¶wiadcz± liczby. 25 lat pracy w jednym klubie, a w tym czasie - dwa zwyciêstwa w Lidze Mistrzów, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy, Puchar Interkontynentalny, Klubowe Mistrzostwo ¦wiata. Na krajowym podwórku - 12 tytu³ów mistrza Anglii, 5 Pucharów Anglii, 4 wygrane w Pucharze Ligi, 10 razy Tarcza Dobroczynno¶ci. Sir Aleksie ¿yczê jeszcze wielu lat pracy i sukcesów. I niech doci±gnie Pan do 80-tki (¿ona Kathy na pewno o to zadba).

A co ! Niech bêdzie przynajmniej jeden constans w tym wiecznie zmieniaj±cym siê futbolowym ¶wiecie.

28. Gest dla frajerów ?
Pojêcie fair play, w ¶wiecie pi³ki no¿nej, a tak¿e sportu w ogóle, mocno siê zdewaluowa³o. Z boiska wieje coraz wiêkszym chamstwem i d±¿eniem do okre¶lonego celu za cenê oszustwa. Szczytne idee sprzed lat s± coraz czê¶ciej krytykowane, za¶ w niektórych krêgach odsy³ane nawet do lamusa. Tak jest, chocia¿by z tzw. Gestem Garrinchy. W 1960 roku podczas meczu Botafogo-Flamengo, wybitny technik ruszy³ samotnie na bramkê przeciwnika. Kiedy spostrzeg³ kontuzjowanego rywala zatrzyma³ siê i wybi³ pi³kê na aut. Po zniesieniu z boiska kontuzjowanego pi³karza, przeciwnicy oddali pi³kê dru¿ynie Garrinchy. W ten sposób narodzi³ siê znany na ca³ym ¶wiecie zwyczaj d¿entelmeñskiego zachowania w momencie, kiedy na murawie le¿y kontuzjowany zawodnik.
Niestety od czasów Garrinchy futbol mocno siê zmieni³, a sam gest coraz czê¶ciej wykorzystywany jest niezgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem. W koñcu ile¿ to razy widzieli¶my zwijaj±cych siê z bólu pi³karzy, którzy po wybiciu pi³ki przez przeciwnika poza boisko, nagle wstawali z murawy niczym Zmartwychwsta³y. Gest Garrinchy sta³ siê narzêdziem dla boiskowych oszustów i symulantów pragn±cych wykorzystaæ szlachetn± zasadê do osi±gniêcia partykularnych celów.
Na ³amach blogów i polskiej prasy znalaz³em opinie, ¿e Gest Garrinchy jest "gestem frajerów". Osobi¶cie uwa¿am to za nadu¿ycie. Szlachetno¶æ i uczciwo¶æ nie s± cechami frajerów. "Frajerami" s± ci, którzy wykorzystuj± gest i obni¿aj± jego znaczenie. Dlatego zamiast krytykowaæ ca³a idee, potêpiajmy jedynie ludzi, którzy j± wypaczaj±.



27. OM ¶wiête, OM przeklête
Ranking moich preferencji kibicowskich (zagranicznych) jest niezwykle przejrzysty. Absolutny numer 1 to Ajax. Potem d³ugo, d³ugo nic i Glasgow Rangers. Dalej Olympique Marsylia, Roma i Arsenal. Ale ¿eby nie by³o niedomówieñ - z tymi klubami jedynie sympatyzuje. A ju¿ z Marsyli± szczególnie...
Klub z po³udnia Francji ceniê za jego sukcesy na pocz±tku lat 90-tych. Sukcesy, których nie powstydzi³yby siê najlepsze kluby Europy. Najwiêkszy z nast±pi³ w 1993 roku, kiedy OM wygra³o pierwsz± edycje Ligi Mistrzów. Zespó³, który zdoby³ ten tytu³ by³ kopalni± talentów. Boksiæ, Voller, Abedi Pele, Waddle, Deschamps, Desailly - i tak dalej, i tym podobne. Marsylczycy prezentowali futbol ofensywny i mi³y dla oka. Taki, który pamiêta³oby siê latami. Ale...
Niestety, w ¶wiadomo¶ci kibiców, Olympique Marsylia przede wszystkim kojarzy siê z korupcj± i dwuznacznymi dzia³aniami pozaboiskowymi. We wspomnianym 1993 roku klub zosta³ zdegradowany za dzia³ania korupcyjne, a dziennikarze publikowali listy spotkañ w które na podejrzane sposoby ingerowali dzia³acze Marsylii (np. mecz z Lechem Poznañ w PM, kiedy kilku pi³karzy Kolejorza mia³o zostaæ podtrutych nie¶wie¿ym sokiem pomarañczowym). Po latach pojawi³y siê te¿ kontrowersje wokó³ kwestii czysto¶ci dopingowej pi³karzy OM. Frank Edyllie, który gra³ w Marsylii w pamiêtnym 1993 roku napisa³ w biografii i potwierdza³ na ³amach prasy, ¿e przed fina³em w Monachium, on i jego koledzy otrzymali tajemnicze zastrzyki.
Pomimo tej z³ej s³awy, OM zawsze bêdzie - przynajmniej dla mnie - wielkim klubem. Choæ trzeba przyznaæ, ¿e móg³ byæ jeszcze wiêkszym...  

26. Du the Dudek or Grobbelaar
Polacy cierpi± na brak sportowych herosów. Ka¿dy wiêkszy sukces polskiego sportowca sprawia, ¿e naród g³upieje. Ma³ysz, Kubica, Radwañska w innym kraju byliby jednymi z wielu. U nas s± traktowani jak tytani nios±cy w ¶wiat kaganek z szowinistycznym napisem : Wielka Polska. Ka¿dy ich sukces jest wyolbrzymiany, przeceniany, za¶ pora¿ki traktuje siê w kategoriach narodowej klêski i debatuje nad nim nie mniej zaciekle ni¿ nad projektem przysz³orocznego bud¿etu.
W 2005 roku bohaterem Polski by³ Jerzy Dudek. Bramkarz zosta³ bohaterem fina³u Ligi Mistrzów, kiedy w barwach Liverpoolu pokona³ Milan. Na dodatek w rzutach karnych, gdzie Polak wykaza³ siê nie lada przebieg³o¶ci±. Za pomoc± s³ynnego "Dudek dance" zdekoncentrowa³ wiêkszo¶æ graczy Milanu, którzy nie trafiali w bramkê, b±d¼ psuli swoje uderzenia u³atwiaj±c interwencje Dudkowi. Co ciekawe te wygibasy w bramce podczas karnych nie by³y autorskim pomys³em Dudka. 21 lat przed fina³em w Stambule podobnie zachowywa³ siê w bramce Liverpoolu, Bruce Grobbelaar. Golkiper z Zimbabwe tak rozproszy³ swoim tañcem gracza Romy, Francesca Grazianiego, ¿e ten przestrzeli³ i da³ tym samym Liverpoolowi kolejny Puchar Mistrzów.
W ka¿dym razie wracaj±c do Dudka, jako jeden z niewielu polskich sportowców odniós³ wielki sukces i po¿ytecznie go skonsumowa³, pozostaj±c przy tym normalnym, porz±dnym cz³owiekiem. Zosta³ w koñcu pi³karzem Realu Madryt (mniejsza, ¿e pe³ni³ tam tylko rolê maskotki) i niejednokrotnie pomaga³ w szczytnych akcjach charytatywnych (np. "Szlachetna Paczka"). Niedawno pi³karz og³osi³ zawieszenie kariery (a pewnie de facto jej zakoñczenie) i wydaje siê, ¿e nie bêdzie mia³ czasu na nudê. Pogra w golfa, zacznie kurs trenerski, wychowa dzieci, a w wolnych chwilach przy kominku i szklaneczce dobrego alkoholu pos³ucha piosenki o swoich wyczynach i przypomni sobie te wszystkie znakomite lata kariery.

25. Naro¿nik im. W³odzimierz Smolarka
Dla 23 reprezentacji narodowych bior±cych udzia³ w mundialu 1982 roku, turniej ten mia³ wy³±cznie wymiar sportowy. Dla dru¿yny numer 24, reprezentacji Polski zmagania w Hiszpanii by³y okazj± do sprawienia rodakom odrobiny rado¶ci i dania nadziei, o któr± by³o tak trudno zaledwie pó³ roku po og³oszeniu stanu wojennego. Pocz±tek turnieju by³ toporny w wykonaniu bia³o-czerwonych. O ile bezbramkowy remis z W³ochami uznano za sukces, tak ten sam wynik z Kamerunem by³ traktowany jako klêska. Trzeci mecz grupowy z Peru te¿ nie przebiega³ po my¶li pi³karzy prowadzonych przez Antoniego Piechniczka. Do przerwy by³o 0:0, co mog³o nie wystarczyæ do awansu. Po zmianie stron nast±pi³o niespodziewane odrodzenie. Polacy strzelili piêæ bramek, stracili tylko jedn± i z pierwszego miejsca awansowali do drugiej fazy turnieju. Tam nast±pi³ prze³omowy mecz z Belgi± wygrany 3:0 po hat-tricku Boñka. Nie mniej wa¿ny by³ mecz z ZSRR. Wystarczy³o w nim zremisowaæ, aby cieszyæ siê z awansu do pó³fina³u. Zadanie uda³o siê zrealizowaæ. Wielka by³a w tym zas³uga W³odzimierza Smolarka, który w ostatnich minutach umiejêtnie przytrzymywa³ pi³kê w naro¿niku boiska, co skutecznie wybi³o z uderzenia radzieckich zawodników. Bezbramkowy remis ze znienawidzonym rywalem i "dobrodziejem", którego konsekwencj± by³o jego wyeliminowanie z mistrzostw, rodacy przyjêli z ogromn± rado¶ci±, a Smolarek sta³ siê symbolem tamtej remisowej wiktorii. Nieco inaczej wygl±da³o to w prasie, która mia³a zwyczaj cenzurowaæ, b±d¼ przynajmniej ograniczaæ informacje o pora¿kach sportowców ze zwi±zku republik "mlekiem i miodem p³yn±cych".

24. Czarny król pola karnego
"Papieros w szatni na uspokojenie nerwów, a potem mocny alkohol na rozlu¼nienie miê¶ni." - tak brzmia³a dewiza Lwa Jaszyna t³umacz±ca sekret jego gry. Radziecki bramkarz jest wyj±tkow±, a przy tym barwn± postaci± w historii futbolu. Ca³± swoj± karierê spêdzi³ w jednym klubie (Dynamie Moskwa), co patrz±c z perspektywy obecnych czasów zakrawa na szczyt heroizmu i mêczeñstwa. W koñcu jak mo¿na ponad 20 lat graæ w jednym miejscu. Jaszyn w ka¿dym meczu ubiera³ siê ca³kowicie na czarno, a czêsto zak³ada³ na g³owê tak¿e robotnicz± czapkê. W trakcie swojej kariery obroni³ 150 karnych, a w 75 spotkaniach dla dru¿yny narodowej przepu¶ci³ jedynie 70 goli. Daje to niewiarygodn± ¶redni± 1,07 bramki na mecz ! Do tego w 1963 roku otrzyma³ Z³ot± Pi³kê, jako jedyny bramkarz w historii nagrody. Osobi¶cie nie ma w±tpliwo¶ci, ¿e Lew Jaszyn by³ najlepszym bramkarzem swoich czasów i jednym z najwiêkszych w ca³ej historii pi³ki no¿nej. Dlatego tym wiêksz± satysfakcje musi czuæ Gerard Cie¶lik (u My jako Polacy), który Jaszyna potrafi³ pokonaæ dwa razy w pamiêtnym chorzowskim meczu z ZSRR w 1957 roku.



23. Kapitan co siê (nie) zowie
Nawi±zuj±c do poprzedniego punktu i wspominaj±c godne podziwu przywi±zanie Lwa Jaszyna do jednych barw klubowych, nale¿y wspomnieæ, i¿ we wspó³czesnych czasach takie oddanie to rzadko¶æ. A poza Angli±, Hiszpani± i W³ochami w szczególno¶ci. W tym ostatnim kraju symbolami wierno¶ci ci±gle s± Francesco Totti i Alessandro Del Piero. Dwa lata temu zakoñczy³ karierê inny gracz-symbol jednoznacznie kojarzony z jednym klubem. Tym kim¶ by³ Paolo Maldini. Pi³karz wystêpowa³ w Milanie przez ponad 20 lat i pobi³ w tym czasie wiele klubowych rekordów (w tym pod wzglêdem ilo¶ci rozegranych spotkañ, gdzie pozostawi³ w tyle inn± legendê ACM, Franco Baresiego i... w³asnego ojca, Cesare. By³ z Milanem na dobre i na z³e. W magicznym okresie pocz±tku prezesury Berlusconiego, w chudej koñcówce lat 90-tych, a tak¿e okresie odrodzenia, które nast±pi³o w latach 2003-2007. Wydawa³o siê, ¿e po¿egnanie Maldiniego bêdzie wspania³ym i godnym wydarzeniem. Niestety tak siê nie sta³o. Po zakoñczeniu ostatniego meczu na San Siro z udzia³em Maldiniego, ultrasi Milanu z trybuny Curva Sud wygwizdali wieloletni± podporê defensywy i wywiesili transparent g³osz±cy, i¿ jedynym prawdziwym kapitanem by³ Franco Baresi. Powód zachowania fanów dru¿yny z Mediolanu by³ prozaiczny. Maldini kilkukrotnie skrytykowa³ zachowanie najzagorzalszych fanów, nazywaj±c ich najemnikami i ¶mieciami. Z tego powodu fanów by³a taka, a nie inna. Za to niezwykle elegancko potraktowali Maldiniego fani Interu, którzy wnie¶li siê ponad animozje miêdzy klubowe i w trakcie derbów Mediolanu wywiesili transparent : "Przez 20 lat nasz rywal, ale w ¿yciu zawsze lojalny.". Widaæ czasem tylko wrogowie potrafi± doceniæ czyj±¶ wielko¶æ...



22. Holenderska lokomotywa na San Siro
Nie jestem jasnowidzem, ale przypuszczam, ¿e na has³o - Silvio Berlusconi - wielu siê obruszy. Korpulentny ³ysiej±cy W³och to dla wielu wcielenie z³ego smaku, szalej±cej komercjalizacji i oble¶no¶ci. Bunga-Bunga, videokracja, nieprzyzwoite ¿arty, wpadki w ¿yciu politycznym i nieudolno¶æ w kierowaniu - by³o nie by³o - pañstwem nale¿±cym do elitarnego grona o¶miu najbardziej wp³ywowych krajów ¶wiata (G8) - to tylko podstawowa lista zarzutów wobec Silvia B. wystosowywana przez media. Gdyby jednak oceniaæ Berlusconiego tylko poprzez to, co zrobi³ w Milanie nale¿a³oby uznaæ, ¿e to futbolowy wizjoner i geniusz. W 1986 roku sytuacja w Milanie by³a nie do pozazdroszczenia. Klub ledwo otrz±sn±³ siê po aferze korupcyjnej "Totonero" i nie mia³ funduszy pozwalaj±cych realnie my¶leæ o utrzymaniu sie w czo³ówce Serie A. I wtedy zupe³nie znik±d, niczym dobra wró¿ka pojawi³ siê Berlusconi. Rzuci³ na stó³ miliardy lirów, ale równocze¶nie potrafi³ je rozs±dnie rozdysponowaæ. W 1987 roku ¶ci±gn±³ do Mediolanu, Marco van Bastena i Ruuda Gullita. Rok pó¼niej do³±czy³ do nich Frank Rijkaard. Kiedy holenderska trójka by³a ju¿ razem, Milan wyruszy³ na podbój Europy. W finale Pucharu Mistrzów roku 1989 (4:0 ze Steau± Bukareszt) po dwa gole zdobyli Van Basten i Gullit. W kolejnym sezonie bramkê na wagê tego samego trofeum zdoby³ Rijkaard. Ogólnie ACM z holenderskimi gwiazdami z sk³adzie zdoby³ 7 trofeów !
Kto¶ mo¿e powiedzieæ, ¿e w tamtym zespole by³y te¿ inne gwiazdy - Costacurta, Donadoni, Baresi, wiêc dlaczego tak przeceniam rolê Holendrów. Otó¿ dlatego, ¿e ¿aden w³oski klub nic nigdy nie wygra³ bez zagranicznego wsparcia. Nawet reprezentacja W³och nie zdoby³aby Pucharu ¦wiata w 1934 i 1938 roku, gdyby nie Oriundi czyli gracze z Ameryki Po³udniowej maj±cy w³oskie korzenie (co w wiêkszo¶ci przypadków by³o mocno w±tpliwe). Dlatego, gdyby nie Van Basten, Gullit i Rijkaard najwiêkszym europejskim zespo³em pocz±tku lat 90-tych by³by barceloñski Dream Team dowodzony przez Johana Cruyffa. A przynajmniej tak mogê sobie przypuszczaæ...

21. Koniec wieñczy dzie³o
Wychowa³em siê w domu, gdzie Holendrzy byli niezwykle lubian± nacj±. Trudno by³o siê zreszt± temu dziwiæ. Tata pracowa³ w NL przez d³u¿szy czas, aby zarobiæ na ziemiê pod budowê domu. Przy okazji przez wiele lat po jego powrocie do Polski, holenderska rodzina u której mieszka³ przesy³a³a do niego paczki, a w nich rarytasy spo¿ywcze o których w pierwszych, chudych latach demokracji mo¿na by³o pomarzyæ. I choæby tylko z tego powodu bierze siê moja sympatia do "Pomarañczowych". Kiedy dodam, i¿ w roku mojego urodzenia (1988) Holendrzy wywalczyli Mistrzostwo Europy, a pierwszym fina³em Ligi Mistrzów, jaki obejrza³em by³o zwyciêskie starcie Ajaksu z Milanem, to wtedy jednoznacznie mo¿na zrozumieæ, dlaczego jestem jaki jestem.
Holendrzy rozpoczêli tamten turniej z 1988 roku od pora¿ki. 12 czerwca (kilkana¶cie godzin przed moim pojawieniem siê na ¶wiecie) przegrali 0:1 ze Zwi±zkiem Radzieckim. By³a to pierwsza i zarazem ostatnia pora¿ka dru¿yny Rinusa Michelsa. Po zwyciêstwach nad Angli±, Irlandi± i Niemcami, w finale znów los skojarzy³ Oranje i ZSRR. Tym razem niespodzianki nie by³o. Zwyciêstwo 2:0 da³o reprezentacji Holandii pierwszy tytu³ Mistrza Europy.
Sam fina³ zapewne zgin±³by w odmêtach historii, gdyby nie wydarzenie z 54 minuty. Po g³êbokim do¶rodkowaniu Arnolda Muhrena z lewej strony boiska, Marco van Basten odda³ fenomenalny strza³ z woleja i zaprzeczaj±c prawom fizyki umie¶ci³ pi³kê w siatce. Wiele lat pó¼niej g³ówny bohater zapytany, dlaczego w tak trudnej sytuacji zdecydowa³ siê na strza³ odpowiedzia³, ¿e by³ za bardzo zmêczony na próbê innego rozwi±zania akcji. Pomy¶la³, ¿e strzeli i zobaczy co z tego wyniknie. Z perspektywy czasu mo¿na uznaæ decyzje "£abêdzia z Utrechtu" za jedyn± s³uszn±. Dziêki niej zdoby³ cudownego gola i przypieczêtowa³ równocze¶nie tytu³ dla swojej reprezentacji.

20. D³ugowieczny jak Roger Milla
Polska to zdecydowanie nie jest kraj dla sprawnych ludzi. Czêsto bywa tak, ¿e po opuszczeniu murów szko³y czy uczelni, statystyczny Polak (istniej±cy tylko w spisach GUS-u) porzuca na dobre aktywno¶æ fizyczn±. Bie¿nie i rower, bez cienia zastanowienia nad mo¿liwymi konsekwencjami, zamienia na kanapê i pilota. Dlatego zawsze mam tym wiêkszy szacunek, kiedy w meczach ni¿szych lig widzê dziarsko poruszaj±cych siê panów po 50-tce z mniejszym lub wiêkszym brzuszkiem, którzy staraj± siê dorównaæ m³odzie¿y. W takich chwilach my¶lê sobie, ¿e wzorem dla tych wci±¿ czynnych oldboyów musi byæ tylko jeden cz³owiek. Roger Milla.
Kameruñski napastnik jest fenomenem. W wieku 38 lat nieomal zosta³ królem strzelców M¦ w 1990 roku (4 bramki w 5 spotkaniach), a cztery lata pó¼niej kolejny raz uczestniczy³ w mundialu i tak¿e wpisa³ siê na listê strzelców ! Zosta³ w ten sposób najstarszym strzelcem bramki w fina³ach M¦ i zapewne d³ugo nikt nie odbierze mu tego miana. I co zaskakuj±ce Milla podczas obu wielkich imprez nie mia³ przynale¿no¶ci klubowej ! Trenowa³ indywidualnie, gra³ w spotkaniach pokazowych, a mimo to by³ w doskona³ej formie.
Milla to swoisty pi³karski wybryk natury. Zawodnik, który nie mia³ prawa ju¿ wiêcej zaistnieæ w wielkim futbolu. Sta³o siê jednak inaczej i Kamerun mo¿e byæ diabelnie dumy z takiego obywatela. A na pewno bardziej ni¿ z rozkapryszonego, egoistycznego i chciwego, choæ równie genialnego - Samuela Eto'o.

pi±tek, 26 sierpnia 2011, flisak1900