Menu

Walking The Line

czyli opowieści człowieka, którego nie było...

Wiech prawdę Ci powie...

flisak1900

Na początku lipca minęły dokładnie trzy lata od dnia, kiedy - jak to kiedyś ładnie określił najlepszy koszykarz współczesnej NBA, LeBron James - "przeniosłem swoje talenty" do Warszawy. Przez ten czas zdążyłem całkiem nieźle zaaklimatyzować się w stolicy, poznałem dość dobrze jej topografię oraz odkryłem prawie wszystkie związane z nią blaski i cienie. Od pewnego czasu staram się także bardziej pogłębić wiedzę o samym mieście, szczególnie pod kątem historycznym. A jeśli poznawać historię to tylko przez ludzi, opowieści i wspomnienia. I w tym ostatnim względzie znalazłem najlepszego przewodnika z możliwych - Stefana "Wiecha" Wiecheckiego, Homera warszawskiej ulicy.

Stefan_Wiechecki_20113
Wracając z rodzinnych uroczystości miałem (jak zwykle zresztą) przymusowe "międzylądowanie" w Krakowie. Korzystając z chwili wolnego czasu wstąpiłem do jednego z antykwariatów w okolicach Rynku, żeby poszukać czegoś ciekawego dla mojej A. i innych zaznajomionych ze mną fanów starych książek. Traf chciał, że sensownych propozycji dla nich nie znalazłem, ale za to sam chapnąłem pod pachę dwa zbiory przedwojennych opowiadań Wiecha zatytułowanych "Jesień na Kercelaku" i "Wytworny Rzeźnik". Zadowolony z zakupów udałem się na dworzec, a już po umoszczeniu się w pociągu zacząłem czytać pierwszą z książek. I od razu przepadłem na dobrą godzinę.

Stefan_Wiechecki_w_rozmowie_z_dorokarzem1
Styl pisania autora, jego inteligentne poczucie humoru i umiejętność fantastycznego odmalowania w detalach atmosfery warszawskiej ulicy całkowicie mnie uwiodły. Nie mogłem oderwać się od czytania, a na dodatek w wielu momentach ciężko było mi powstrzymać się od śmiechu. A poza tym między wierszami wyłapywałem wszystkie smaczki związane z Warszawą, której już nie ma. Miastem z niepowtarzalną gwarą, miejscami z których wiele już nie istnieje lub tylko prowizorycznie nawiązują do dawnych czasów czy specyficznymi wydarzeniami, ludźmi, sytuacjami nadającymi klimat łotrzykowskiej metropolii.

IMG_11451
Żeby dłużej nie zanudzać, na konkretnych przykładach spróbuję zaprezentować humorystyczny geniusz Wiecha i jednocześnie jego umiejętność przemycania ponadczasowych prawd poprzez jak najbardziej zwykłe obrazki życia codziennego z przedwojennej Warszawy.

Bo tak generalnie warto czytać Wiecha, żeby...

1. Wiedzieć, dlaczego po ogórkach nie ma co iść na karuzelę

Muzyka gra. Stołeczki zawieszone na łańcuchach wirują w powietrzu. Pan Teoś jest uszczęśliwiony, pokrzykuje wesoło. Dzieci również. Za to Pani Teosiowa zbladła strasznie kurczowo trzyma się łańcuchów i krzyczy:

- Teoś, każ zatrzymać maszynę, bo będzie nieszczęście. Ogórki mnie zemglili.
- Julcia, nie można, trzymaj się mocno i rzygaj z wiatrem, tylko nie na publikie, bo się kto obrazi.

Jednak pani Julia nie mogła widać zastosować się do wskazówek męża, bowiem z dołu podniosły się głosy protestu, karuzelę zatrzymano i zdjęto nieszczęsną kobietę z fotela tortur.

2. Przez brak odpowiedniego słownictwa nie pojechać przypadkiem do kostnicy

Po krótkim spacerze wytworny Pan trąca dorożkarza laską w plecy i rozkazuje:

- Do prosektorium!
- Na Chałubińskiego?
- Do prosektorium na muzykie.
- Ano to chiba na Okolnik do koncertratorium pan dziedzic każe, tam jest muzyka. W prosektorium - nieboszczyki. Mała różnica, ale jest.

3. Znać rodowód żeńskich imion klaczy należących do dorożkarzy

- Pańska klacz nazywa się Fela?
- Tak, to dla uczczenia mojej żony, która tyż nazywa się Fela i jest straszna cholera. Tamtej nic zrobić nie mogie, bo baba jest jak piec i pysk ma od ucha do ucha, to na tej się odgrywam.

4. Nie zapomnieć zacerować gaci swojemu ślubnemu

Totyż nawijam jeden wałek, nawijam drugi, a do końca ciągle daleko, bo tam i mężowska bielizna była. A ta Baliszewska stoi i czeka. Żółć się w niej przewraca, jak się patrzy na te moje wyprawę, bo sama posiada półtorej powłoczki i trzy stare skarpetki. W końcu wytrzymać nie mogła i powiada do mnie, żebym guzik mężowi gdzie się należy przyszyła, bo gówno zgubi.

5. Wiedzieć, co jest prawdziwym wyczynem dla magika

Na przykład co pan powie o niezwykłych wyczynach słynnego indyjskiego fakira Blacamana, bawiącego niedawno w Warszawie? Przecież ten zadziwiający człowiek połykał żywe ryby, usypiał zwierzęta, pozwolił żywcem zakopać się w ziemi!
- No i co jeszcze? Skończyłeś już pan?
Blacaman jest dla mnie beduin z karakułowem łbem, nie widowiskowy fachowiec. Rybki połykał? To każden potrafi, ale półtora metra kija od szczotki w żołądek sobie zasunąć, tego nie umie, a ja na każde jedne żądanie zawsze uskutecznić to mogie.

6. Nie próbować zjadać fragmentów wielkanocnej palmy

Pamiętam, raz byłem u wuja Wężyka w Grochowie. Po jajeczku bierze wujo palmę, największego kotka odrywa i łyka. Ale nie wiadomo, czy kotek był za duży, czy też, że wujo na czczo się znajdował, dosyć na tem, że mu w gardle stanął i ani w te, ani w te nie idzie. Zrobił się wujo czerwony jak pomidor, oczy na wierzch mu wyleźli i zaczyna się prawidłowo dusić. Skoczyliśmy na pomoc, ja mu piwa szklankie daje, żeby popił, ciotka z kawałkiem placka doskakuje na przepchnięcie, a wujo piwo rozlał, ciotkie za kok złapał i razem z plackiem wont pod ściane, a sam nic tylko dusi się na całego, rękamy macha i wszystko ze stołu zdruca, babki na ziemię poszli, a jemu nic nie lepiej. Nogi w kołtun sobie zaplątał i zaczyna wierzgać, tylko patrzeć, jak obrus z całą zastawą ściągnie.

To ja widzę, że krewa, człowiek nie tylko życie postradać może, ale jeszcze w świątecznych artykułach, w szkle i także samo fajansie szkody narobi. Wziąłem za szyjkie butelkie piwa i trzask wuja w ciemie, żeby go ogłuszyć. Z miejsca się uspokoił, bo ma się rozumieć przytomność stracił.

I co pan powiesz, jakby ręką odjął - kotek przez gardło przeleciał, przyszedł felczer, dał wujowi amoniaku powąchać, łeb mu gulardową wodą opatrzył i wszystko w porządku.

P.ES: Rozmowy Onego i Onej w czasach kanikuły. Odcinek 1,2,3.

#1 Odcinek Muzyczny

Dzień 5 rocznicy śmierci Amy Winehouse. Kieliszek wina na balkonie.

Ona: Za Amy Winehouse!
Ona (rezolutnie, z angielską wymową, choć nieświadomie): Łajnem!
(śmiech)

#2 Odcinek Higieniczny

Wieczór przy otwartym balkonie. Ona pisze na komputerze.

Ona: Coś mi tu śmierdzi...
On: To może moje nogi?
Ona: Nie, chyba coś innego...
Ona (po dłuższej chwili milczenia, ale żywo): A może pójdziesz się kąpać?
On i Ona (śmiech)

#3 Odcinek Kulturofizyczny

Ona (nieśmiało na koniec rozmowy): Jeszcze jedno. Mam do Ciebie pytanie, jako do eksperta.
On (pewny siebie, bo zostało połechtane jego ego): Jasne, śmiało.
Ona: Czy dzisiaj zaczyna się ta paraolimpiada?
On (konsternacja, a później tylko śmiech)

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • ciotkaeliza

    ...uśmiałam się zdrowo aż córka pyta czy dobrze się czuję.

  • flisak1900

    Bardzo dziękuję, że moje przypomnienie twórczości Wiecha tak potrafiło ubawić :)

© Walking The Line
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci