RSS
poniedzia³ek, 13 lutego 2012
Bosko i zgo³a przyziemnie

Zosta³em kinomanem. To znaczy nie tyle zosta³em, co jestem tak postrzegany. Schlebia mi to, a jednocze¶nie niezwykle bawi. W koñcu do¶æ specyficzne wra¿enie pozostaje, kiedy kto¶ podchodzi do mnie i pyta, czy dany film jest dobry, godny obejrzenia. Przepraszam, czy ja jestem wyroczni± delfick± albo trzymaj±c siê tematu - Tadeuszem Sobolewskim ? Czy jak co¶ podoba siê mnie to od razu musi siê podobaæ tak¿e wszystkim dooko³a ? Osobi¶cie nie traktuje siebie, jako kogo¶ wiêcej ni¿ widza kinowego. Owszem ogl±danie filmów sprawia mi przyjemno¶æ. Lubiê tak¿e o nich czytaæ, o czym ¶wiadcz± narêcza miesiêcznika "Kino" walaj±cego siê na moich pó³kach. Do kina chodzê czê¶ciej ni¿ przeciêtny Polak - zgoda. Tylko czy to czyni ze mnie kinomana z krwi i ko¶ci ?

Korzystaj±c z umownego okresu ferii (w tym roku mniej beztroskiego z poprawk± w tle i prac± magistersk± na karku) nadrobi³em w trybie ekstensywnym zaleg³o¶ci filmowe. Wiadomo... Co kinoman to kinoman (phi!). Sporo tytu³ów mam na koncie, aczkolwiek tylko dwa z nich pozwolê sobie uczyniæ bohaterami tej notki - "Drzewo ¿ycia" i "G³ód"

Terrence Malick, rocznik 1943. Amerykañski re¿yser, scenarzysta, producent. Cz³owiek niezwyk³y. Zacz±³ karierê pod koniec lat 60-tych, lecz do tej pory wyre¿yserowa³ zaledwie 11 filmów. Trudno siê dziwiæ takiej marnej statystyce, je¶li zauwa¿ymy, ¿e pomiêdzy filmem nr.7 ("Niebiañskie dni") a nr.8 ("Cienka czerwona linia") Pan Malick zrobi³ sobie bagatela 20-letni± przerwê ! Z powodu swojej twórczo¶ci, specyficznego podej¶cia do zawodu filmowca i aury tajemniczo¶ci, która go otacza premiera ka¿dego kolejnego tytu³u sygnowanego jego nazwiskiem staje siê ¶wiatowym wydarzeniem artystycznym. Nie inaczej by³o z "Drzewem ¿ycia". Filmem, który zosta³ okrzykniêty arcydzie³em i otrzyma³ presti¿ow± Z³ot± Palmê podczas festiwalu w Cannes.



Sam mam problem z "Drzewem ¿ycia". Jestem pod wra¿eniem strony wizualnej filmu. Ka¿de ujêcie jest perfekcyjne i dopracowane w najmniejszych szczegó³ach. Efekty specjalne wykorzystane do wstawek o "powstaniu ¶wiata", choæ skrajnie manieryczne te¿ mog± siê podobaæ. Ale im d³u¿ej ¶ledzi³em historiê rodziny O'Brianów z wiod±c± w niej rol± ojca (wiêcej ni¿ przyzwoity Brad Pitt) tym bardziej zgadza³em siê ze stwierdzeniem jednego z polskich krytyków, i¿ Malick w swojej wizji pytañ o Absolut, Boga, wiarê, a tak¿e sens stworzenia i ¿ycia popad³ w filmow± grafomaniê. Utwierdzi³em siê w tym po przejrzeniu filmu jeszcze raz, ale na przyspieszeniu. Zobaczy³em dobrze zmontowan± seriê ³adnych obrazków, które jednak nie nios³y ¿adnej tre¶ci. Albo te¿ ta tre¶æ jest trudna do uchwycenia, co koreluje z tematem nieodgadniono¶ci Boga i ¶wiata, jaki stworzy³. Dlatego staram siê odrzucaæ my¶lenie o "Drzewie ¿ycia", jako o filmie fabularnym. Bo jako film zupe³nie siê nie sprawdza. Jest obrazem przeciêtnym, nakrêconym wed³ug zasady "sztuka dla sztuki". Traktuj±c natomiast dzie³o Malicka jako obrazkowy traktat humanistyczny wpisuj±cy siê w rozwa¿ania o kondycji wspó³czesnego cz³owieka i jego relacji z Bogiem oraz ¶wiatem otwieramy sobie zupe³nie inny horyzont poznawczy. Czujê, jak pompatycznie to brzmi, ale w³a¶nie takie nieco idealistyczne wra¿enia nasunê³y mi siê po seansie.

Steve McQueen (nie aktor), rocznik 1969. Brytyjski artysta, twórca sztuki wspó³czesnej. Obecnie re¿yser i scenarzysta. Na koncie fabularny debiut, za który otrzyma³ nagrodê BAFTA i kilkana¶cie nominacji. Nadzieja ¶wiatowego kina. Wspomniany debiut to "G³ód". Film przedstawiaj±cy historiê strajków bojowników IRA i INLA (Irish National Liberation Army) w pó³nocnoirlandzkim wiêzieniu Maze. Pocz±tkowo protesty wobec represyjnego systemu wiêziennictwa i nie uznania bojowników IRA za wiê¼niów politycznych mia³y charakter tzw. brudnego strajku. Objawia³ siê on w odmówieniu noszenia wiêziennych uniformów, mycia siê, a tak¿e wydalaniu ekskrementów wewn±trz celi, a nastêpnie ich rozprowadzaniu na ¶cianach czy pod³odze. Drug± form± strajku by³a g³odówka. Bezkompromisowa i nieodwo³alna, co poch³onê³o ¿ycie 10 wiê¼niów, w tym Bobby'ego Sandsa - jednego z najwiêkszych bohaterów Irlandziej Armii Republikañskiej.



Obraz McQueena jest przera¿aj±cy i do bólu prawdziwy. Widz±c usmarowane ka³em ¶ciany niewielkiej celi jeste¶my sobie wyobraziæ potworny smród, jaki w niej panuje. Obserwuj±c pe³zaj±ce bia³e robaczki obok zapuszczonych, nagich, brodatych wiê¼niów pojawia siê ochota by zatrzymaæ film i pój¶æ obejrzeæ "Kocham Ciê Polsko". Ale nie jest tak ³atwo oderwaæ siê od ekranu. ¦wiat "G³odu" zbudowany zarówno z wymownych detali, jak i d³ugich, wydawa³oby siê przeci±gniêtych ujêæ - np. w fantastycznej scenie rozmowy Sandsa z pastorem - jest fascynuj±cy. Jest swoist± filmow± dziurk± od klucza przez któr± mo¿emy podgl±daæ, co dzieje siê z ludzkim cia³em poddanym ekstremalnej sytuacji. Cierpienie g³oduj±cego Sandsa po pewnym czasie staje siê naszym cierpieniem. Ka¿da jego rana, odle¿yna, wychudzony miêsieñ boli tak¿e nas samych. W tym aspekcie McQueen osi±gn±³ absolutne mistrzostwo. Tylko i wy³±cznie za pomoc± filmowych ¶rodków wyrazu sprawi³, ¿e w centrum sytego i bogatego ¶wiata naprawdê poczu³em g³ód. Prawdziwy, wielodniowy, wyniszczaj±cy g³ód, przy którym post w ¦rodê Popielcow± to ma³e miki. I wszystko by³o ¶wietne, a nawet cudowne, tylko re¿yser powieli³ standardowe potkniêcie debiutanta - skupiaj±c siê na warstwie wizualnej po macoszemu potraktowa³ warstwê fabularn±. O ile mo¿na wybaczyæ i zrozumieæ gloryfikowanie bojowników IRA w opozycji do których Anglicy jawi± siê jako pozbawione rozumu zwierzêta z przewodz±c± im Margaret Thatcher - wcieleniem wszelkiego z³a, tak trudno przej¶æ obojêtnie wobec do¶æ s³abego przedstawienia ca³ego kontekstu spo³ecznego konfliktu Londynu z irlandzkimi, by³o nie by³o, w ¶wietle prawa terrorystami. A no i jeszcze co¶. Mo¿e mniej powa¿nego, ale nie mogê o tym nie wspomnieæ. Czy absolutnie konieczne by³o krêcenie sceny "tasowania siê" jednego z wiê¼niów pod kocem ? Takich rzeczy mo¿na by³oby siê spokojnie domy¶liæ, wiêc epatowanie nimi wydaje siê w tej sytuacji zbêdnym, efekciarski (jakkolwiek w tym kontek¶cie to brzmi) zabiegiem.

"Drzewo ¿ycia" i "G³ód" nie s± filmami wybitnymi. Zabrak³o w nich dla mnie iskry i czego¶ co spowodowa³oby, ¿e po skoñczeniu ogl±dania móg³bym zakrzykn±æ z pe³n± stanowczo¶ci± - WOW ! Natomiast s± zdecydowanie filmami odwa¿nymi, ³ami±cymi konwencje i poruszaj±cymi tematy, których wspó³czesne kino albo siê boi ("G³ód") albo je z premedytacj± odrzuca ("Drzewo ¯ycia"). Dlatego te¿ z ca³ego serca trzymam kciuki za weterana Malicka i ¿ó³todzioba McQueena. Wiele ich dzieli, ale jednocze¶nie co¶ ³±czy. Poczucie bycia szarlatanami ekranu. Bezkompromisowymi szaleñcami z w³asn± wra¿liwo¶ci±. Takich ludzi nigdy za wiele w tym do bólu przewidywalnym ¶wiecie i kinie...

P.ES: Si³a sugestii znów mnie zaskoczy³a. Tym razem w sposób pozytywny.

P.ES 2: Cytat roku w polityce i szansa na Top 10 w kategorii open - "Kto wybra³ dru¿yny do tego meczu ?". Autorstwo: po¶linka Joanna Mucha. Kontekst: mecz o Superpuchar Polski, Legia-Wis³a.

P.ES 3: Trzej najlepsi przyjaciele cz³owieka w zimie - ko³dra, we³niane skarpetki i kubek gor±cej herbaty. Kolejno¶æ uszeregowania dowolna. 

10:56, flisak1900
Link Dodaj komentarz »
¶roda, 01 lutego 2012
Dziennik kalendarzowy 2011 - cz.2

Pierwsza cze¶æ dziennika wywo³a³a nie ma³e poruszenie. By³y obawy, ¿e co poniektórzy siê poobra¿aj± do grobowej deski, a mury Jerycha na dobre upadn±. Ca³e szczê¶cie wszelkie nie¶cis³o¶ci zosta³y wyja¶nione i ciemne chmury przegna³ wiatr. Ale za spraw± drugiej czê¶ci mog± powróciæ. Wpisów jest wprawdzie mniej, ale niektóre z nich naprawdê jad± po bandzie. Có¿ jak mówi± nasi zamorscy przyjaciele i sojusznicy - No pain, No gain.

13 lipiec
Na ka¿dym kroku w swoim ¿yciu by³em i jestem porównywany z w³asnym dziadkiem. I naprawdê mamy wiele ze sob± wspólnego. Zaczynaj±c od sposobu bycia poprzez poczucie humoru na odruchach i zachowaniach koñcz±c. I najwa¿niejsze – obaj lubimy pi³kê no¿n±, co w naszej rodzinie ca³kiem powszechne nie jest. Dlatego te¿ niezwyk³± przyjemno¶æ sprawi³a mi mo¿liwo¶æ wspólnego obejrzenia meczu Wis³y ze Skonto. Poziom by³ taki sobie, ale niewa¿ne. Liczy siê samo wydarzenie. Pamiêtam sprzed lat swoje pierwsze obejrzane transmisje sportowej (IO w Atlancie). Oczywi¶cie w towarzystwie dziadka i w jego domu. Teraz nast±pi³ odwrót ról i miejsca.

15 lipiec
Korzystaj±c z okazji spêdzi³em noc poza domem. Spokojnie… nic wa¿nego, ani ekscytuj±cego siê nie wydarzy³o. Po prostu dosta³em zadanie pilnowania mieszkania siostry na czas jej nieobecno¶ci. Bardzo by³o mi to na rêkê, gdy¿ przez jeden wieczór mog³em siê poczuæ jakbym nadal by³ w Lublinie. Chillout, herbata i w koñcu jaki¶ seans filmowy z prawdziwego zdarzenia. Dlatego fajnie, ale jest pewien niesmak. Dobrze, niesmaczek. Tu¿ przed 22 zadzwoni³a moja rodzicielka i tonem z pogranicza troski ze zdziwieniem stwierdzi³a, ¿e zachowuje siê jak samotnik. A mnie zadziwia w tym wszystkim to, i¿ zauwa¿y³a to dopiero teraz.

17 lipiec
Seks to s³owo (wyraz?) chyba najczê¶ciej wymieniany i odmieniany w mediach. S³usznie ? Fakt, to istotna czê¶æ ludzkiego ¿ycia, kto wie czy nie fundamentalna, ale po co ca³y ten zgie³k ? W koñcu i tak na koniec wszystko sprowadza siê do (nie) jednostajnego ruchu posuwistego, na zasadzie w³ó¿-wyci±g. A to „wielka filozofia”…

27 lipiec
Zrobi³em sobie sentymentalny spacer po WDC. Ile wspomnieñ wróci³o, ohoho ! Mecze rozgrywane w wyimaginowanych dru¿ynach na terenie ogródków kolegów. Wystarczy³ kawa³ek trawy, dwie zbite z drewnianych bali bramki i mo¿na by³o toczyæ zaciête pojedynki. A ju¿ po wszystkim emocjonowaæ siê i tworzyæ pierwsze gazetki. Spacer obok niektórych domostw przypomnia³ mi te¿ kilka innych wydarzeñ. Pierwszy sylwester poza domem z którego wróci³em o 4 rano, pierwszy kieliszek wódki wypity w wakacje pamiêtnego 2005 roku, nagrywki hip-hopowe i próby tworzenia sk³adu. Przypomnia³em sobie, ni mniej ni wiêcej tylko to, ¿e kiedy¶ by³em m³ody. A teraz zdziadzia³em i o…

28 lipiec
¦wiat siê koñczy ! Mama ogl±da MTV. Oficjalnie po to, ¿eby dowiedzieæ siê, jak bawi siê m³odzie¿. Nieoficjalnie, ¿eby zobaczyæ, jak mogê bawiæ siê ja. Ale prawda jest taka, ¿e „Moje supers³odkie urodziny” przy rzeczywi¶cie moich urodzinach to przedszkole. Zreszt±, jakiego nastolatka w Polsce staæ na imprezê z celebrytami czy pool party. Zapewne jaki¶ nieprawdopodobny margines. Innym pozostaje zastawiony stó³, muzyka z laptopa i ¿o³±dkowa DA LUX w lodówce. Proza ¿ycia, nie ¿adne tam liryki.



30 lipiec
Nigdy specjalnie nie narzeka³em na to, ¿e mieszkam na wsi. Aczkolwiek jest jedna rzecz, która bardzo nie podoba mi siê w ¿yciu na wsi. Gry i zabawy ludowe, czy lepiej festyny, zawody stra¿ackie, pikniki i ch… wie co jeszcze. Darcie ryja i disco polo do pó¼nych godzin nocnych. Dzisiaj, prosto pod moimi oknami…

31 lipiec
Piêkno i brzydota s± nierozerwalnie przeplataj±c± siê sk³adow± naszego ¿ycia. Czym¶ w rodzaju odwiecznego Ying i Yang. Czym¶ tak wzajemnie od siebie odleg³ym i bliskim zarazem, jak piêkna kelnerka zupe³nie niespodziewania zauwa¿ona w restauracji i wymiotuj±cy, spocony mê¿czyzna po ca³onocnej zabawie weselnej.

3 sierpieñ
Mê¿czy¼ni maj± kompleks Lolity. Przynajmniej takie odnoszê wra¿enie z rozmów (przeprowadzonych i pods³uchanych), a tak¿e obserwacji. Facetów ci±gnie nie do tego co piêkne, lecz do tego co w jaki¶ tam sposób zakazane, tajemnicze i co nie mniej wa¿ne – niewinne. O to ostatnie teraz odrobinê trudniej. Gimnazjalistki, szczególnie w lecie, raczej oszczêdzaj± na ubraniu, za to wprost przeciwnie, je¶li chodzi o makija¿. Gdy dodamy do tego szybsze dojrzewanie fizyczne „dziewcz±t” w obecnych czasach, to wszystko bêdzie uk³ada³o siê w logiczn± ca³o¶æ. Nabokov, czwana bestia, mia³ jednak ³eb do przewidywania przysz³o¶ci.



10 sierpieñ
Coraz mocniej przyzwyczajam siê do my¶li, ¿e ostatni rok studiów bêdzie bezp³ciowy. Jeszcze pierwsze 2-3 miesi±ce bêd± w porz±dku. Schody zaczn± siê od lutego. Zacznie siê wtedy gor±czkowe pisanie pracy magisterskiej (choæ mam nadziejê, ¿e zrobiê to wcze¶niej), a wtedy wszystkie plany, sprawy i kwestie mog± zej¶æ na zdecydowanie dalszy horyzont. Najgorzej jednak bêdzie od czerwca 2012 roku. Skoñczy siê pewien mi³y okres, a zacznie siê… Oby wielka przygoda…

13 sierpieñ
Najprawdopodobniej po raz ostatni w swoim ¿yciu uczestniczy³em w 18-stce. Oczywi¶cie ostatni jako go¶æ, a nie cz³onek rodziny. Jak by³o ? Trochê dziwnie prawdê mówi±c. Drêtwo, choæ alkohol la³ siê strumieniami. A skoro nikt nie potrafi³ rozruszaæ imprezy to musia³em wzi±æ sprawy w swoje rêce. Zacz±³em od tañców, skoñczy³em na pijackim be³kocie. Po raz pierwszy zarejestrowanym. Humor raczej niemiecki, ale bywa zabawny.

20 sierpieñ
Doczeka³em czasów kiedy muszê p³aciæ, ¿eby obejrzeæ mecz dru¿yn m³odzie¿owych. A gdzie has³o Against Modern Football ? Gdzie zwi±zana z nim inicjatywa oddolna ? Je¶li ta z³otówka nie idzie na op³acenie sêdziów, tylko do kasy lokalnego „dobrodzieja” to ja dziêkuje. Obejrzê mecz zza p³otu lub przyjdê w drugiej po³owie. Taki bêdê harpagan i kontestator.



25 sierpieñ
Chyba potwierdza siê teza, ¿e mam zadatki na „agenta gumowe ucho”. Podczas wieczornej chwili z koszykówk± pods³ucha³em mimochodem rozmowy dwóch nastolatek. Tak na oko wnoszê, ¿e mia³y nie wiêcej ni¿ 15 lat – a) pi³y Pysie, nie piwo; b) na ich klatce piersiowej nie dosz³o jeszcze do wypiêtrzenia alpejskiego; c) rozmawia³y o gimnazjum. W ka¿dym razie obie dziewczynki opowiada³y sobie o ró¿nych grach i zabawach w których uczestniczy³y. O s³oneczku nie mówi³y, za to poruszy³y kwestie gry w „butelkê”… w wersji rozbieranej. I to nie takiej, gdzie ¶ci±ga siê najwy¿ej sweter, skarpetki i zegarek. Odrobinê siê zmiesza³em, a z drugiej strony pomy¶la³em : „Szkoda, ¿e za moich czasów dziewczyny by³y a¿ tak porz±dne.”

3 wrzesieñ
Co¶ jest ze mn± nie tak. Chyba… Bo czy czym¶ zupe³nie normalnym jest fakt, i¿ zupe³nie nie krêc± mnie wypicowane kobiety? Takie doskonale ubrane, wymalowane, jak (tu porówanie seksistowske) prosto z salonu. Bynajmniej nie fryzjerskiego. Uwielbiam kobiety zmêczone, w dresach, bez makija¿u. Kobiety naturalne, nie sil±ce siê na ozdoby, kwiaty we w³osach, fiku¶ne pantofle. Kobiety w bluzach z kapturem i trampkach. Wielka szkoda, ¿e zobaczyæ tak± z roku na rok trudniej. Nawet przez okno.

10 wrzesieñ
Walka stulecia… Tia, jasne. Jeden wielki ch³op wali drugiego nieco mniejszego z regularno¶ci± karabinu maszynowego, a ten drugi nic na to nie mo¿e poradziæ. Kpina i oszukiwanie kibiców. Gdybym zap³aci³ 40 z³ za Pay-Per-View tej po¿al siê Bo¿e walki, to osobi¶cie nada³bym sobie tytu³ „Frajera roku”.

14 wrzesieñ
Jestem miêkki. Mo¿e nie w sensie dos³ownym, choæ to te¿. Otó¿ ka¿dy facet bêd±cy na moim miejscu po miesi±cu od styczno¶ci z dziewczyn± podczas imprezy i s³abym zaprezentowaniu siê tam¿e, raczej nie zawraca³by sobie g³owy pisaniem do niej. A ju¿ tym bardziej przepraszaniem. Ale ja jestem inny i powtarzaj±c za bohaterem filmu Jean-Luca Goddarda – jako „ka¿dym mê¿czyzna za du¿o przepraszam”. Czasem jest to przyjmowane dobrze, ale czê¶ciej ¼le. Mo¿e kiedy¶ siê tego oduczê i zacznê byæ twardym, nie-przepraszaj±cym. Czas poka¿ê… Na razie jednak fakty s± nieub³agane.

25 wrzesieñ
Ko¶ció³ jest instytucj±, która trwa ju¿ ponad 2000 lat. Ale zawsze w swojej historii by³y momenty, kiedy ludzie zra¿ali siê do niej. Ja tego nie robiê, ale wola³bym, ¿eby ksiê¿a jako przedstawiciele Ko¶cio³a nie mieszali siê do polityki… Bo mog± zostaæ „zra¿eni” przez owieczki.

22 pa¼dziernik
Zawsze zastanawia³em siê co muszê zrobiæ, aby ludzie naprawdê traktowali mnie powa¿nie. Okazuje siê, ¿e specjalnie wiele nie trzeba. Czasem wystarczy siê nie ogoliæ i ubraæ elegancki p³aszcz. Dlatego te¿ od dzisiaj moim idolem i wzorem doros³o¶ci bêdzie Micha³ Probierz.

3 listopad
Wspó³lokator wyci±gn±³ mnie na clubbing. Ja ? Clubbing ? To nie mog³o siê dobrze skoñczyæ. I tak zaiste siê sta³o. Za kupê kasy i morze przelanego alkoholu zyska³em kilka godzin zaledwie niez³ej zabawy w gronie ludzi, którzy raczej nigdy nie mogliby zostaæ moimi znajomymi. Dodatkowo zaliczy³em zaledwie dwa „densy” w uk³adzie ch³opiec/dziewczynka i tylko za pierwszym razem by³o mi³o. Najgorsze jednak nast±pi³o ju¿ po powrocie do bazy. Streszczaj±c i upraszczaj±c sprawê – zosta³em brzydko olany przez Kirsten. Osobê, która wydawa³a siê byæ przyja¼nie nastawiona. Widaæ nie, a¿ tak przyja¼nie.

5 listopad
Wyst±piê w telewizji ! Nie w „Rozmowach w Toku”, ani innym „W-11”. Przeszed³em pomy¶lnie eliminacje do „1 z 10” i zakwalifikowa³em siê do nagrania. I wszystko by³oby ¶wietnie, ale niektóre braki w wiedzy trochê bol±. Szczególnie te geograficzne (po³o¿enie Bajkonuru) i literaturoznawcze (Co by³o po romantyzmie). Ale fakt jest faktem. Bêdê mia³ swoje 5 minut w TVP 2.

6 listopad
Utrecht – Ajax 6:4. Bilans strat: d³ugopis (sztuk: 1). Korzy¶ci: umycie naczyñ. Perspektywy: z³e. Samopoczucie: Bardzo z³e. Kiedy bêdzie lepiej: Ju¿ by³o…

11 listopad
„Polska nie jest ani brunatna, ani kolorowa. Polska jest bia³o-czerwona.” – ten komentarz wyg³oszony przez dziennikarkê Polsatu relacjonuj±c± zaj¶cia na ulicach Warszawy najtrafniej oddaje moje marzenie o przysz³o¶ci Polski. Marzê o kraju otwartym, lecz zachowuj±cym tradycje wielu wcze¶niejszych pokoleñ. Marzê o kraju przyzwoitych, wykszta³conych i wierz±cych w idea³y. Marzê o miejscu, gdzie bezsensowne polemiki i walki zast±pi szczery dialog. Marzê, czekam i z nadziejami (naiwnymi na razie) wypatruje lepszego jutra ojczyzny.

13 listopad
Pora¿ka nie jest nigdy czym¶ hañbi±cym. Jest zazwyczaj zwyk³ym sygna³em, ¿e w jakim¶ elemencie s± braki lub umiejêtno¶ci w danym momencie nie s± na tyle du¿e, by walczyæ o zwyciêstwo. Trochê inaczej jest w boksie.  Tam pora¿ka bywa wypadkow± polityki, nacisków medialnych i sponsorskich, a tak¿e popularno¶ci. I tylko dlatego Marquez przegra³ z Pacquiao. A naprawdê wcale nie musia³...

17 listopad
Jako wielki fan filmu „Big Lebowski” po mojej dzisiejszej grze w krêgle powinienem zapa¶æ siê pod ziemiê. Pierwsze trzy kolejki – same pud³a. Potem, chwa³a niebiosom, by³o ju¿ zdecydowanie lepiej. Wystarczy³o to na niezbyt korzystne 5 miejsce. Ogólnie jednak wypad do Fantasy Park by³ ze wszechmiar udany. No mo¿e portfel trochê ucierpia³, choæ tu swoje zrobi³a te¿ ARENA, gdzie musia³em wys³upaæ talary na szatnie i dwa piwa. Za to w tej promocyjnej cenie mog³em ca³kiem dobrze wybawiæ siê z dwoma ol¶niewaj±cej urody paniami B. i J.



18 listopad
Do miana osobistej niedorzeczno¶ci urasta fakt, i¿ najbardziej elokwentny, wygadany i b³yskotliwy jestem wtedy, kiedy mam kaca lub jestem bardzo niewyspany. Dzi¶ sytuacja siê powtórzy³a. Bêd±c na zajêciach u zdaniem wielu super-laski JM, odezwa³em siê (z sensem) co najmniej 3 razy i koniec koñców dosta³em plusa za aktywno¶æ. Id±c na zajêcia zupe³nie siê tego nie spodziewa³em. A wieczorem – „Niebezpieczna metoda” w Bajce. Film ¶wietny, muzyka jeszcze lepsza. Je¶li Shore nie dostanie nominacji to zjem ogromn± michê flaków.

21 listopad
Akurat dzisiaj zachcia³o mi siê biegaæ. To o tyle g³upie, ¿e w ostatnich kilku minionych tygodniach mia³em ku temu zdecydowanie lepsze warunki pogodowe, a jako¶ nie zak³ada³em sneakersów i nie rusza³em gdzie mnie oczy ponios±. Za wiele KM nie zrobi³em, ale s± ma³e powody do satysfakcji. Wieczorem – kino z AB. „Passione” przypad³o mi do gustu, ale jej zdecydowanie bardziej, co uznaje za swój osobisty sukces. Szczególnie, ¿e naprawdê j± lubiê. Oczywi¶cie tylko lubiê. Nie – lubiê, lubiê…

30 listopad
Po losowaniu fazy grupowej Ligi Europejskiej by³em pewny, ¿e zobaczê „na ¿ywo” przynajmniej jednego przedstawiciela Eredivisie. Pad³o na PSV, które przylecia³o na mecz z Legi±. Organizacja przebieg³a sprawnie i ostatecznie wraz z dwoma towarzyszami zasiedli¶my na stadionie przy £azienkowskiej 3. Legia zaczê³a odwa¿nie, ale szybko zosta³a pozbawiona z³udzeñ. PSV nie zagra³o wielkiego meczu. Zaprezentowa³o jednak prawdziwie piêkne i do bólu skuteczne oblicze holenderskiej pi³ki. To co wyrabiali Mertens, Strootman, Lens, Labyad, Derijck czy Wijnaldum momentami ociera³o siê o rzemie¶lnicz± perfekcje. Znakomity wieczór, w dobrym towarzystwie za jedyne 46 z³.



4 grudzieñ
A to ja my¶la³em, ¿e jestem niedojrza³y. Jednak ludzie z mojego roku (tak 65 %) to zupe³ni ignoranci, idioci i nieodpowiedzialne bêcwa³y dzia³aj±ce wed³ug zasady, ¿e NAM siê nale¿y BEZ wzglêdu na obowi±zki. Panie redaktorze, wspó³czujê i przepraszam.

6 grudzieñ
¦w. Miko³aj to mocno przereklamowany kole¿ka. Niby kocha wszystkie dzieci, ale jak przychodzi co do czego to prezenty rozdaje tylko malutkim. Trochê to niesprawiedliwe . Mo¿e w Laponii czy Konstantynopolu maj± ma³e zasoby i kryzys nie pozwala na rozrzutno¶æ ? Jedyny prezent widzialny i odczuwalny, przekazany przez brodatego, to gêsto padaj±cy, mokry ¶nieg. Dziêkuje za takie gifty ! Jakby Miko³aj pochodzi³ w dziurawych butach i cienkich skarpetkach to ¶nieg zobaczyliby¶my dopiero w lutym… na tydzieñ.

8 grudzieñ
Od czasu rozpoczêcia studiów praktycznie ograniczy³em ogl±danie telewizji do minimum (imprezy sportowe, informacje, 1z10). Ale, ¿e w przyrodzie musi byæ równowaga, mocno wci±gn±³em siê w ogl±danie amerykañskich seriali czyli… produktu telewizyjnego. Wiele tego by³o, a teraz doszed³ kolejny. Glee to z pozoru typowy serial m³odzie¿owy. Sztampowy a¿ piszczy. Ot typowe amerykañskie liceum, a w nim przystojni futboli¶ci, gor±ce i oczywi¶cie wredne chirliderki, a tak¿e spore grono kujonów, odmieñców i ró¿nej ma¶ci nauczycieli. Ale jest w tej produkcji co¶ ¶wie¿ego, intryguj±cego i przyjemnego. Po pierwsze du¿o muzyki i ¶piewu (w tym wiele coverów starych, dobrych kawa³ków). Po drugie natomiast sporo wa¿nych, a zarazem trudnych tematów spo³ecznych przewijaj±cych siê w kolejnych odcinkach. Tak w³a¶nie wygl±da i na tym opiera siê wielko¶æ – GLEE.

13 grudzieñ
Ten powoli koñcz±cy siê rok naznaczony by³ przez kilka istotnych wydarzeñ. Najbardziej medialnym z nich by³a kwestia M. Po kilku miesi±cach euforii przysz³o w tej sprawie kilka dni przygnêbienia. Jeszcze ostatnio ³udzi³em siê i my¶la³em o próbie ponownego ogrania sprawy, ale dzi¶ mówiê: Koniec, The End, Fin… Po otrzymaniu pewnych informacji znów okaza³o siê, ¿e nie zosta³em potraktowany powa¿nie. Kto¶ tylko bawi³ siê mn± i moimi uczuciami, dobrze o ich istnieniu zdaj±c sobie sprawê. Dlatego (tu pada imiê i nazwisko), niniejszym, przesta³a¶ dla mnie istnieæ.

15 grudzieñ
Zawsze uwa¿a³em, ¿e studia s± etapem ¿ycia przys³uguj±cym wy³±cznie powa¿nym ludziom. Nie w sensie literalnym, ale jednak. Niestety od czasu rozpoczêcia studiów magisterskich przekonuje siê, i¿ na uczelniach oprócz inteligentnych, aktywnych, odpowiedzialnych i interesuj±cych ludzi jest te¿ banda imbecyli bez pasji, wielkie grono pozerów oraz pewna ilo¶æ wiecznych studentów aka „Piotrusiów Panów”. Ok, pod±¿aj±c za „Why so serious” Jokera, we wszelkich prezentacjach mo¿na sobie pozwoliæ na dawkê humoru, ale niech to nie bêdzie nachalne ! Wpis jest wynikiem mojego za¿enowania popisami Old Canadian Toilet Paper Club Gay i jego poczuciem humoru, które mi zupe³nie nie odpowiada. Ju¿ Terrence i Philip bardziej mnie ¶mieszyli.

19 grudzieñ
Zawsze powtarza³em, ¿e je¶li mia³bym mieszkaæ gdzie¶ poza Polsk± to najpewniej by³aby to Holandia lub Belgia. Po obejrzeniu filmu „Boso,ale na rowerze” ten drugi kierunek wyprawy mieszkaniowej nieco straci³ na atrakcyjno¶ci. Belgia zosta³a ukazana jako kraj smutny, przepe³niony gorycz± i beznadziej±. Ludzie szukaj± pociechy w alkoholu, jedzeniu (fryty z majonezem) i kolarstwie. No i g³upich zabawach ludowych. A tak naprawdê chcieliby prostego ¿ycia przypominaj±cego ugrzecznione piosenki Roya Orbisona. Chc± by³ porz±dni, dobrze wychowani i opiekuñczy. Ale tacy byæ nie potrafi±. Do czasu, którym jest wymiana pokoleñ. ¦wietny, pobudzaj±cy do my¶lenia film, który nie móg³by powstaæ w Ameryce. I znów mo¿na powiedzieæ – Europa gór± !

30 grudzieñ
Symbolicznie zakoñczy³em sprawê mojej najbardziej przykrej pora¿ki tego roku. Zrobi³em to w jedyny s³uszny sposób. Poprzez zniszczenie. Mianowicie przedar³em wszystkie kartki, jakich mia³em (i chcia³em) u¿yæ w czerwcowym performancie „Love Actually” skierowanym od M. Ul¿y³o mi, choæ wcale nie tak bardzo jak s±dzi³em. Jednak fakt siê dokona³ i nie da siê go ju¿ odwróciæ. Jestem nowym cz³owiekiem z uczuciowym carte blanche.



31 grudzieñ
Koniec roku uczci³em znów skromnie. W domu, z jednym marnym drinkiem w rêku. Nie ogl±daj±c przy tym ¿adnego Sylwestra z Dwójk±, Trójk±, Polsatem itd. Zupe³nie nie ruszy³a mnie ta ca³a szopka. Zreszt±, dlaczego by mia³a ? Jestem starszy o rok, a kto wie czy nie bardziej rozgoryczony.

P.ES: Polecam uwa¿ne przyjrzenie siê ostatniemu zdjêciu. Warto, choæby dla Keiry Knightley...

P.ES 2: Kandydat do cytatu roku - "Co mi tu Pani tak sapie ? Co Pani my¶li, ¿e ma 19 lat ?" - doktorska riposta w walce z procederem ¶ci±gania na egzaminie i jego nieudolnym t³umaczeniem.

P.ES 3: Liga NBA niszczy idea³y. Tylko tam Mi³o¶æ (Minnesota Timberwolves) walczy ze ¦wiatowym Pokojem (Los Angeles Lakers).  

11:33, flisak1900
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 stycznia 2012
Dziennik kalendarzowy 2011 - cz.1

Wiele ciekawych, dziwnych, zwyk³ych i niezwyk³ych rzeczy przydarzy³o mi siê w minionym roku. Wszystko (w miarê skrupulatnie) stara³em siê zapamiêtywaæ i zapisywaæ w dzienniku, który uprzedmiotowi³ siê w kalendarzu sygnowanym przez najwiêkszy polski zak³ad ubezpieczeñ. Nie chc±c upychaæ kilkudziesiêciu najlepszych wpisów tylko w jednej notce, postanowi³em, i¿ "dziennik kalendarzowy" bêdzie mia³ swoje dwie, oddzielne czê¶ci. Jedna bêdzie dotyczyæ pierwszego pó³rocza (styczeñ-czerwiec). Druga, co chyba logiczne, drugiego 6-miesiêcznego okresu (lipiec-grudzieñ). Czas na pierwsz± ods³onê. Autor zachowa³ pisownie oryginaln±. Wszelkie b³êdy s±... prawdopodobne.
Viewer discretion is advised & Parental Advisory. Explicit Content

1 stycznia
„Poniedzia³ek: JA. Wtorek: JA. ¦roda: JA. Czwartek: JA…” Witold Gombrowicz
Co to za Nowy Rok, kiedy nie ma siê kaca. Prawie ca³a butla wina posz³a rach-ciach i nic. Mo¿e to dlatego, ¿e 2010 rok by³ godny i zas³uguj±cy na opicie ?

4 stycznia
Uwielbiam wszelkie porównania. Dlaczegó¿by wiêc nie spróbowaæ u¿ywaæ porównañ w stosunku do mojego ¿ywota. Otó¿ bardzo chcia³bym, aby moje ¿ycie opiera³o siê o zasadê: „wszed³ na ring i dosta³ w ryj”. Bo lepiej jest spróbowaæ i dostaæ konkretn±, jasn± odpowied¼ ni¿ wiecznie siê czaiæ i przybieraæ postaæ strachliwego boksera, który niby chcê wyj¶æ z szatni, ale nie mo¿e, nie chce, albo siê boi *. A ona wiecznie na wyci±gniêcie rêki nie bêdzie. Po_PATRZY w LAS i bêdzie z tego wielki CHUJ.
*- niepotrzebne skre¶liæ

5 stycznia
Wizyta u niedosz³ej okaza³a siê bezbolesna. Wszystkie emocje miêdzy nami wygas³y tamtego kwietniowego wieczoru. W momencie kulminacyjnym. Teraz wszystko jest oddzielone grub± kresk±. Có¿, tê szansê, któr± ja kiedy¶ mia³em wykorzysta³ kto¶ inny. I wcale nie jestem z tego powodu zasmucony. Wrêcz, bez fa³szywej ironii, cieszê siê jej szczê¶ciem. Pomimo kilku ma³ych wad jest kim¶ wyj±tkowym. Kim¶, kto zas³uguje na obdarowanie szczerym, mocnym uczuciem. Tylko tych wspania³ych nóg szkoda…

9 stycznia
Wszyscy wielcy naukowcy i my¶liciele, albo musieli byæ lud¼mi niezwykle szczê¶liwymi, albo wrêcz przeciwnie – nieszczê¶liwymi. Tylko tacy s± w stanie wymy¶laæ tak zaowalone, wydumane teorie.

10 stycznia
Czy to ju¿ spisek ? Czy ju¿ wszyscy mnie otoczyli i próbuj± powiedzieæ: „Ju¿ czas. To ten moment !”. Nie tylko ta rozmowa w czwartkowy wieczór. Nie tylko subtelne, nazwijmy to, sygna³y popkulturowe. Teraz do tego doszed³ wyk³ad uniwersytecki. Jego tematem by³a niby asertywno¶æ, ale s³uchaj±c dr. F czu³em siê jakby chodzi³o o gotowo¶æ do zrobienia pierwszego kroku. W ka¿dej jednej sytuacji, co muszê przyznaæ, rzeczywi¶cie nie jest moj± mocn± stron±. I jeszcze to nag³e, zagadkowe zainteresowanie ze strony pewnej osoby. Miêta czy zwyk³a uprzejmo¶æ ? Ale wiem na pewno, ¿e i z jednego i z drugiego bêdzie siê ciê¿ko wyt³umaczyæ. A i bez ofiar siê nie obêdzie.

13 stycznia
Duch w narodzie nie ginie. Kiedy na horyzoncie pojawia siê wspólny wróg, mobilizacja do zdecydowanego czynu jest czym¶ tak naturalnym jak podhalañski oscypek. Nowy etap studiów (szumny SzUM), a po zaledwie 4 miesi±cach ju¿ 2 AFERY ! Tym razem sprawa jest powa¿na, bo i przeciwnik godny. Z granatami nie ma ¿artów. Jak na ca³± sprawê siê zapatruje ? Z jednej strony kilka kurw rzuci³em ze z³o¶ci w przestrzeñ publiczn±, ale z drugiej, szczerze, mam na to, jak ¶piewa³a FIRMA, wyjebane. A w¶ród ca³ego zgie³ku, przekleñstw, ¿ali, trosk i dyskusji najja¶niejsze wra¿enie zrobi³a bojowniczka M. Chêtnie kroczy³bym za ni± na barykady. Szczególnie, je¶li by³aby w stroju z obrazu Delacroixa.



15 stycznia
„To alkohol ! Najgorsza trucizna !” – tak As z „Hydrozagadki” zareagowa³ kiedy spróbowa³ napoju podanego bohaterowi przez Wies³awa Go³asa. Dlaczego o tym wspominam ? Bo znów podda³em siê sile trunków wszelakich. Ale nie ma co hamletyzowaæ. By³o sympatycznie, kulturalnie i zabawnie. Lublin in Las Vegas way. This is It !

16 stycznia
Ka¿dy dobry wieczór zwiastuje trudny poranek. Kac, Hangover, Kater, Babbelas, Kocovina, Resaca, Guele de bois, Mamurluk, Másnaposság, Bakrus, Krapula, Baktylla, Tømmermænd, Postuni dell’ubriachezza.

17 stycznia
Dzi¶ wypad³ ponoæ jaki¶ „Niebieski Poniedzia³ek” w którym ka¿dy z automatu mia³ poczuæ ogarniaj±c± depresje. No to mnie depresja mêczy³a do 14.00, choæ tak w³a¶ciwie bardziej chodzi³o o zmêczenie. Zesz³ej nocy przespa³em niewiele ponad 2h. Na dodatek ten krótki czas okrasi³em sobie, zdecydowanie nie celowo, dosyæ specyficznym snem z g³ównym udzia³em niezwyk³ej uczestniczki programu „Benelux Next Top Model”. Pieprzona pe³nia ! Po 14.00 by³o ju¿ lepiej. Wprawdzie kolejny raz ca³e popo³udnie i wieczór spêdzi³em z notatkami w rêkach, aczkolwiek pocieszam siê faktem, ¿e nied³ugo ten maraton siê zakoñczy. Oby z sukcesem…

18 stycznia
Zwyciêstwo ! Okaza³o siê, ¿e nawet taki paskudny GRANAT mo¿na w porê zabezpieczyæ. Co wy¿sza instancja, to wy¿sza instancja. Ka¿de zwyciêstwo nale¿y uczciæ, wiêc jako tradycjonalista spe³ni³em ten obowi±zek serwuj± sobie czerwone wino. Kolor: okropny/ smak: s³aby/ cena: nieadekwatna. ¯ycie, tak generalnie, nie jest jednak pasmem zwyciêstw. Jest raczej ci±giem nieustannych remisów.
My¶la³em o : zwi±zkach miêdzyrasowych, jedzeniu, pogodzie, bilardzie, Ajaksie, seksie, irytuj±cych ludziach, konwenansach, jeszcze bardziej irytuj±cych ludziach, alkoholu, reggae, przyjacio³ach, krêconych w³osach, ulicach, polonistkach, pi³ce no¿nej, ¶piewaniu.

22 stycznia
Te moje osobiste wypociny powinny siê zwaæ „Nocnikiem kalendarzowym”. Na zegarze minuta po wpó³_do_drugiej w nocy. Za oknami w kuchni, co zaskakuj±ce, nie przeje¿d¿aj± masowo kolumny taksówek. A powinny, bo to jedna z ostatnich karnawa³owych nocy. Ciszê przebija tykanie budzika i ruch na korytarzu. Zakas³a³em. Bêdê chory ? Prawdopodobne. Mo¿liwe. Niewykluczone. Teraz, azymut na ³ó¿ko. Czas spaæ ! 1:39

23 stycznia
Wykraka³em. Co¶ mnie z³apa³o. G³owa puchnie, gard³o drapie, a w ko¶ciach – co nie jest niespodziank± – ³amie. W ramach walki z chorob± zastosowa³em wszelkie szeroko dostêpne metody naturalne. Mleko, miód, czosnek, cytryna, herbata. Liczê na was !

24 stycznia
Choroba nigdy nie jest stanem przyjemnym. Za to jest stanem fajnym, kiedy kto¶ siê tob± interesuje, zajmuje, ¿eby nie powiedzieæ troszczy. Kiedy samemu walczy siê z chorob± jest jako¶ inaczej. Nie masz komu ponarzekaæ, ¿e boli ciê to czy tamto. Nie masz z kim pogadaæ o pierdo³ach. Komputer, radio, telewizja s± tylko tymczasowymi przerywnikami. I choæby w³a¶nie przez pryzmat tego, ¿e kiedy¶ mogê byæ powa¿nie chory bojê siê samotno¶ci. Zgin±æ na grypê, tylko dlatego, ¿e nikt w porê nie pomóg³ ? Idiotyczna ¶mieræ. To ju¿ chyba lepiej byæ potr±conym, choæ to te¿ niewyobra¿alne frajerstwo.

28 stycznia
„Sny, nawet gdy s± z³e to siê budzisz. Mo¿esz w nich kochaæ lub mordowaæ ludzi.” Tak kilka lat temu rymowali Panowie z WWO. Przypomnia³a mi siê ta fraza w zwi±zku z filmem „Incepcja”, który obejrza³em wczoraj (znów notka opó¼niona, sooory !). Dzie³o Chrisa Nolana mogê skomentowaæ tylko tak: WOW, WOW i jeszcze raz WOW. Majstersztyk, nie tylko pod wzglêdem efektów specjalnych. Zreszt± czegó¿ innego spodziewaæ siê po twórcy „Memento”. Nolan znakomicie omin±³ ¶cie¿kê stereotypowego my¶lenia o S-F i stworzy³ film z g³êbokim, ludzkim odniesieniem. Bo kto wie, czy za 10,15,20 lat kradzie¿e z pod¶wiadomo¶ci nie stan± siê czym¶ powszechnym. Nierzeczywisto¶æ z dnia na dzieñ i na naszych oczach, staje siê rzeczywisto¶ci±.



1 luty
Czy to rzeczywi¶cie jeszcze ¿ycie ? Czy tylko jego dobra imitacja ? Budzê siê codziennie rano i zmierzam w kierunku nieokre¶lonego, ale jak wszyscy powtarzaj±, niezwykle istotnego celu. Jakiego, ja siê pytam ? Zdobyæ pracê, za³o¿yæ rodzinê, ¿yæ, ¿yæ, ¿yæ. Posadziæ drzewo, postawiæ dom, ¿yæ, ¿yæ, ¿yæ. Cieszyæ siê powierzchowno¶ci± i obojêtno¶ci± w relacjach miêdzyludzkich, ¿yæ, ¿yæ, ¿yæ. Zachorowaæ, jeszcze bardziej zachorowaæ. Umrzeæ. Wiem to nieub³agane, ale zastanawiam siê, gdzie tu jest ten wspania³y moment iskrzenia o który chodzi w ludzkiej egzystencji. Która chwila daje prawdziw± rado¶æ ? W którym czasie czuje siê, ¿e ¿yjesz pe³ni± ¿ycia ? Chcia³bym to wiedzieæ. Przynajmniej mia³bym mniej zgryzot.

4 luty
Nie wiem sk±d mi siê to wziê³o, ale sk±d¶ musia³o. Otó¿ uwielbiam podgl±daæ. I od razu prostuje, ¿e w wiêkszo¶ci przypadków nie ma to nic wspólnego ze ¶wintuszeniem. Po prostu cieszy mnie mo¿liwo¶æ ogl±dania ludzi w sytuacjach jak najbardziej naturalnych. Kiedy gotuj±, ¶pi±, jedz±, ogl±daj± telewizjê i nie wiedz±, ¿e s± przy tym obserwowani. Ju¿ nie mówi±c o podgl±daniu telefonów w trakcie pisania sms-ów. Ile cz³owiek mo¿e siê dowiedzieæ o danej osobie, tylko dziêki temu to g³owa ma³a. „Every breath you take, Every move you make, Every bound you break, I will be watching you !”.

5 luty
Wojna polsko-polska dotar³a nawet do kinowych sal. Mo¿e nie w sensie ideologicznym, ale spo³ecznym na pewno. Otó¿ podczas seansu filmu „Jak zostaæ królem” (magia Oskarów wci±¿ dzia³a, czytaj: pe³na sala) starsze ma³¿eñstwo w zdecydowany sposób zwróci³o uwagê „pani± po 30-stce), ¿e nie do¶æ, i¿ siê spó¼ni³y to jeszcze szeleszcz± chipsami. Na pohybel skurwysynom. A nie pro¶ciej i skuteczniej by³o siê u¶miechn±æ i skupiæ na filmie ?

7 luty
Nigdy specjalnie nie frapowa³a mnie my¶l o starzej±cym siê polskim spo³eczeñstwie. Có¿, taka kolej rzeczy – my¶la³em i oddala³em od siebie niewygodne fakty. Ale dzi¶ zauwa¿y³em pewien niepokoj±cy sygna³. Otó¿ im wiêcej starszych ludzi, tym d³u¿sze kolejki. Im d³u¿sze kolejki, tym wiêcej czasu potrzeba na za³atwienie konkretnych spraw w urzêdach, na poczcie czy nawet w sklepie. A wszystko to zebrane do kupy powoduje: a) frustracje, b) irytacje, c) zniechêcenie. Je¶li z jakiego¶ powodu mia³aby w Polsce wybuchn±æ wojna domowa to w pierwszej kolejno¶ci starliby siê starzy z m³odymi. Bo ile¿ mo¿na czekaæ przy pocztowym okienku ?

8 luty
Piæ trzeba umieæ – to wiadomo od lat, jak nie od wieków. Wydaje siê jednak, ¿e w trakcie picia wa¿ne jest równie¿ zachowanie. Nie mówiê tu, broñ Bo¿e, o kamiennej twarzy i têpym podnoszeniu kolejnych kieliszków. Tak siê nie da. Alkohol rozwi±zuje jêzyk, nogi i …wiadomo co. Z tym ostatnim czasem niektórzy mocno przesadzaj±. A kiedy jeszcze zamiast czynów, jedynie werbalizuj± swoje fantazje to tworzy to niezwykle ¿enuj±cy spektakl. Dlatego, je¶li kiedy¶ w telefonach komórkowych zostan± zainstalowane blokady anty-alkoholowe to w ¿adnym razie nie bêdê siê oburza³. Wrêcz bêdê zadowolony, gdy¿ bêdê mia³ pewno¶æ, ¿e nikomu nie powiem: „Chcia³bym wyruchaæ ciê analnie”. Nigdy !

15 luty
Kontakt. Wyczekany kontakt – krzycza³ Rafa³ Rutkowski w reklamie Castoramy. Dzisiaj mog³em zrobiæ to samo. Wreszcie zamieni³em wiêcej ni¿ jedno zdanie z M. Choæ tak w³a¶ciwie ¿adna w tym moja zas³uga, bo to ona pierwsza zagadnê³a. By³o sztampowo – o studiach – ale zawsze, dlatego trzeba siê cieszyæ. Troszeczkê. Tyci, tyci. Maluteñko. W ka¿dym razie jest to jaki¶ krok. Nawet je¶li w³a¶ciwie ca³y czas jestem w tym samym miejscu. To be continued.

18 luty
Cieszê siê, ¿e jestem katolikiem. Cieszê siê, ¿e wierzê w niebo, piek³o i czy¶ciec. W innym wypadku po obejrzeniu „Enter the Void” móg³bym stwierdziæ, ¿e ludzka egzystencja jest bezsensem prowadz±cym donik±d. Samoczynnie napêdzaj±cym siê generatorem pustki. Ubranej w kolory i doznania, ale jednak pustki. A tak mam swoje, dla niektórych staro¶wieckie wierzenia i wci±¿ widzê ¶wiate³ko w tunelu. Oby wyj±tkowo d³ugim…

21 luty
Facet ogl±daj±cy komedie romantyczne albo jest bardzo zdesperowany, albo po prostu lubi ten gatunek filmowy. Ja jestem ciekawym przypadkiem, gdy¿ i za to i za to lubiê romantic movies. Jednym z moich ulubionych tytu³ów s± „Igraszki losu” z Kate Beckinsale i Johnem Cusackiem. Dzi¶ prze¿y³em w³asne igraszki. Niespodziewanie spotka³em na przystanku M. i zyskali¶my kolejn± okazjê do kontaktu. Potem jeszcze jedn±, przy okazji powrotu. Za du¿o wra¿eñ, jak na jedne 24 h. Szczególnie, ¿e rozmowa ca³kiem siê klei³a, choæ wci±¿ trudno mi stwierdziæ i odczytaæ, jaki M. ma stosunek do mojej osoby. Subtelne wyra¿enie zaczynaj± siê pojawiaæ i z ka¿d± sekund± wzrasta moja ciekawo¶æ, jaki bêdzie ci±g dalszy.



22 luty
Moi drodzy, opuszczamy trzy krateczki i piszemy temat lekcji. Instytucja g³upiej pipy jako polskie zjawisko spo³eczne. Temat jest o tyle istotny, ¿e drogie dzieci, prêdzej czy pó¼niej siê z nim zetkniecie. Zaczynamy od pauz. Definicja. G³upia pipa to osoba, której iloraz inteligencji jest tak niski, ¿e nie ma sensu go mierzyæ. Charakteryzuje siê kulturowym dyletanctwem. Np. z seansów filmowych pamiêta jedynie zarys fabu³y. Czasem g³upia pipa mo¿e odznaczaæ siê nieprzeciêtn± urod±, ale to wyj±tki. Stasiu, powiedz klasie, co nale¿y zrobiæ w wypadku konfrontacj z GP ? – Albo j± trzeba zignorowaæ panie psorze, albo pierdoln±æ m³otkiem w ³eb. Ewentualnie, wyj¶cie ryzykowne, spróbowaæ zaakceptowaæ i tolerowaæ. Oj Stasiu, Stasiu z tym ostatnim to przesadzi³e¶. Na IGP najlepszy jest m³otek. Ot, filozofia.

2 marzec
Na pocz±tek bêdzie m±dry, ¿yciowy cytat z A.PR – „…¿ycie mê¿czyzny krêci siê zawsze wokó³ jednej jedynej kobiety, w której zawieraj± siê wszystkie kobiety ¶wiata, szczyt wszelkich tajemnic i klucz do wszystkich odpowiedzi.”. £adne, prawda ?
Nigdy specjalnie nie by³em aktywny, je¶li chodzi o wszelkie konkursy, dzia³ania, projekty czy zajêcia dodatkowe. Nie lubi³em siê wychylaæ przed szereg oraz ba³em siê udzielaæ w sferach, gdzie nie czu³em siê mocny. Teraz powinienem to zmieniæ. Spróbowaæ swoich si³ na ró¿nych frontach zawsze mo¿na. To mo¿e kosztowaæ niewiele, a przynie¶æ owoce. Jakie ? Ró¿norakie!

6 marzec
¯ubrówka i sok pomarañczowy to kiepskie po³±czenie. Cvitanich w ataku Ajaksu to te¿ nie to. Zbyt du¿o makaronu z twarogiem, pomimo ca³ej swej smakowito¶ci powoduje rozwolnienie. Gdyby p³acili za narzekanie… Ju¿ dzi¶ by³bym milionerem !

7 marzec
Tu¿ przed Dniem Kobiet do¶wiadczy³em „ekstremalnego babiñca”. 6 kobiet przy jednym stole i ja jeden. Nieustanny potok s³ów, czêsto tak infantylnie niedorzecznych, ¿e g³owa ma³a. Sam siê sobie dziwiê, ¿e w miarê spokojnie przetrzyma³em. Z drugiej strony ich rozentuzjazmowanie mog³o wynikaæ z oczekiwania na przyjazd Mattiego Borka. Do dzi¶ uwa¿a³em go za utalentowanego buca. Po pos³uchaniu i zobaczeniu go „na ¿ywo”, nieco zyska³ w moich oczach. Owszem jest gogu¶ i narcyz, ale pod tym co na zewn±trz kryje siê sympatyczny, wra¿liwy, inteligentny facet. Mo¿e zabrzmi to nieskromnie – M.B to bardziej odwa¿na kopia mnie. Ale¿ to brzmi !

13 marzec
Ciekawa obserwacja. W ka¿dym zwyczajnym cz³owieku jest co¶ z celebryty. Szczególnie widaæ to teraz, kiedy robi siê cieplej. „Ustawki” z narzeczonym, dzieckiem, w zwiewnej sukience albo p³aszczyku. Tym ¿yje Polska A,B,C.

17 marzec
Dziwna sprawa. Otoczenie bardziej podnieca siê moimi „mi³osnymi podbojami” ni¿ ja sam. Wszyscy jacy¶ tacy dumni ze mnie, szczê¶liwi. Chwal±, sypi± M. komplementy, pytaj± o wra¿enia. Powariowali, czy co ? Dla mnie ca³y czas jest to pewien  przed-etap. Owszem poznajemy siê i co¶ tam mniej lub bardziej iskrzy, ale ca³y czas nie jest to punkt w którym mo¿na obwie¶ciæ pe³en sukces. W takim razie, kiedy ten¿e nastanie ? Stary Piotrek poda³by jednoznaczn± datê – np. do 25 kwietnia. Nowy Piotrek siê nie spieszy, bo to jak z rozbrajaniem bomby. Jeden z³y ruch i wszystko pieprznie. A tego nikt by nie chcia³. Chyba, ¿e jaki¶ inny cichy adorator M.

18 marzec
111 rocznica powstania Ajaksu zosta³a przez niebiosa okraszona najlepiej jak to by³o mo¿liwe. Solidnym deszczem. Byæ mo¿e w ten sposób anio³owie p³akali po wczorajszej klêsce w Moskwie. A nawet je¶li nie, to przynajmniej ³adnie to porównanie siê prezentuje i oddaje stan mojego ducha. Smutno by³o wczoraj, smutno jest te¿ dzi¶. Plus jest taki, ¿e przynajmniej smutek „pomeczowy” nie dobija mnie w kontek¶cie „pozasportowym”. Zaczynam umiejêtnie oddzielaæ te dwie sfery od siebie. Jeszcze trochê, a bêdê w tym wirtuozem.



23 marzec
A ja my¶la³em, ¿e romantyzm nie jest w cenie. ¯e teraz dla kobiet liczy siê grubo¶æ: portfela, bicepsa i penisa (kolejno¶æ przypadkowa). ¯e czêsto mo¿esz wygl±daæ jak ostatnia ³achudra, ale za spraw± stuningowanego golfa i tak wszystkie dupeczki s± twoje. ¯e wszystkie „bajki” o czystej, niewinnej mi³o¶ci to fanaberie dla pot³uczonych. Ca³e szczê¶cie ¶wiat, nie zszed³ ostatecznie na psy. Uzmys³owi³a mi to dzisiaj dwójka dzieciaków, którzy niemal wtopili siê w siebie i z wielk± delikatno¶ci± promieniowali swoim uczuciem i szczê¶ciem. Niech takich obrazków nigdy nie zabraknie w przestrzeni publicznej.

5 kwiecieñ
Ludzka z³o¶liwo¶æ nie zna granic. Niby powa¿ny uniwersytet, niby dojrzali ludzie, a ¿arty na poziomie podstawówki. Bo normalnie mo¿na boki zrywaæ w momencie, kiedy kto¶ nie¶wiadomie usi±dzie na krze¶le z gum±. HA HA HA ! ¦michuuu… Niestety pechowcem okaza³em siê ja. Ca³e szczê¶cie „wyrób gumowy” uda³o mi siê usun±æ, ale niesmak i „kurwa” rzucona przy Bogu ducha winnej pani Gra¿ynie (co za kobieta,ajæ !) pozosta³y. Chyba I. mia³a racje, ¿e moja dba³o¶æ o wygl±d jest dosyæ widoczna. A kiedy¶ tego nie by³o… Ciekawe.

6 kwiecieñ
Na pocz±tek scenka obyczajowa zaobserwowana wczesnym popo³udniem. Przystanek autobusowy. Z jednej strony ³awki – ca³uj±ca siê para. Z drugiej – niewidomy. I co to ma znaczyæ ? ¯e mi³o¶æ jest ¶lepa !? Whatever…
Z ciekawszych wydarzeñ. Po raz bodaj pi±ty odprowadzi³em M. Niby nic wielkiego, aczkolwiek zauwa¿y³em, i¿ trochê irytuje j± to wracanie i moje czekanie na ni± po zajêciach. Na moj± sugestie, ¿e chyba nie chce mnie ju¿ ogl±daæ oczywi¶cie zaczê³a siê wymigaæ. Nie mam kompletnie pojêcia, co o tym (temacie: ja i ona) my¶leæ. Mo¿e najlepiej nie my¶leæ. I tak wiele kwestii mam teraz na g³owie.

9 kwiecieñ
Skoñczy³em czytaæ „Wierno¶æ w stereo” Nicka Hornby’ego i przymierzam siê do zakupu kolejnej ksi±¿ki tego autora, bo zdecydowanie podoba mi siê jego sposób my¶lenia i pisania. Jest taki kumplowsko-dojrza³y. O istotnych, wrêcz kluczowych tematach pisze z przymru¿eniem oka, natomiast tematy niewa¿ne potrafi traktowaæ jak najwiêksz± ¶wiêto¶æ. Nick trzymaj tak dalej !



11 kwiecieñ
Nie czêsto, a w³a¶ciwie niezwykle rzadko, kto¶ potrafi mnie pochwaliæ w sposób konstruktywny i szczery. Jednej z wyk³adowczyñ dzisiaj siê to uda³o. Powiedzia³a ciep³o o mojej zdolno¶ci do konstruowania ¶wiata przedstawionego w oparciu o detale. Pochwali³a, ¿e to niestandardowe i unikalne, co mnie ucieszy³o, gdy¿ dok³adnie o to mi chodzi³o. Taki by³ mój cel. Z drugiej strony zgani³a mnie za konstruowanie fabu³y (niby z powodu mojego lenistwa – pfff), ale mimo wszystko mi³o mi siê zrobi³o. Pojawi³a siê te¿ przykra dygresja – Moje ¿ycie te¿ jest dobre w detalach, natomiast fabu³a jest raczej kiepska. Zamiast zrobienia czego¶ efektywnie od A do Z, dla mnie wa¿niejsze jest zakoñczenie sprawy na K. Za to efektownie.

14 kwiecieñ
Marzê o takim dniu, kiedy spotkam cz³owieka z którym po wymienieniu zaledwie kilku zdañ w ojczystym jêzyku bêdê w stanie jednoznacznie dogadaæ siê co do okre¶lonej kwestii. Z £ysym niby siê dogada³em, ale tak naprawdê kujt wie jak to bêdzie. Facet jest w porz±dku, choæ tak sobie my¶lê, ¿e ³eb kto¶ mu zaku³ w kwadratowy pancerz. Go¶æ ¿yjê w matni w³asnych spraw i zainteresowañ, a na pasje innych patrzy z dystansem i pewn±, nie wprost wyra¿on±, szyder±. Jak us³ysza³ „fina³ Pucharu Holandii” to zrobi³ minê, jakbym mia³ lecieæ na Marsa. Zreszt±, jako¶ go przetrawiê. Nawet, je¶li w trakcie mia³bym siê piêæ razy zad³awiæ.

28 kwiecieñ
HOT: Jenna Elfman, Keira Knightley, Monica Bellucci, Beata Tadla, Kirsten Dunst, Novika, Scarlett Johansson

NOT: Paris Hilton, Anna Mucha, Courtney Cox, Victoria Beckham, Rihanna, Cristina Aguilera, Maria Szarapowa.

2 maj
Polsko¶æ. Fenomen naszej nacji jest trudny do wyt³umaczenia. Nie jeste¶my najhojniej obdarzeni wszelakimi talentami. Nie potrafimy byæ ¿yczliwi i u¶miechniêci. Czê¶ciej ze sob± walczymy ni¿ wspó³dzia³amy. S± jednak takie chwile, kiedy polsko¶æ czuæ i to w sposób pozytywny. Do¶wiadczy³em tego dzisiaj kiedy z kumplem ogl±dali¶my fina³ow± czê¶æ fina³y M¦ w snookerze. Niby by³o to tylko piwko oraz whisky w towarzystwie relacji sportowej z dodatkiem ciasta podawanego przez zapobiegliwych „poimieninowych” rodziców, ale mia³o to swój mi³y, wspólnotowy wymiar. Taki polski w³a¶nie.

5 maj
¯yczliwo¶æ w ludziach jednak nie zginê³a. Z w³asnej nieostro¿no¶ci i zbytniego zaufania do PKP, nie przygotowa³em na prawie 9-godzinn± podró¿ ani jednej sztuki prowiantu. Gdyby nie pewna starsza pani z Pionek, która u¿yczy³a mi dwóch smacznych bu³ek, pewnie skona³bym z g³odu. Ostatecznie do WROCKA dotar³em z pe³nym ¿o³±dkiem ok. 17.20. Kilkugodzinne zwiedzanie miast, interesuj±ce (ale czy do czego¶ potrzebne ?) wieczorne s³uchanie wyk³adu i Opus Dei, k±piel i SEN. Wa¿ny dzieñ by³ dopiero przede mn±.

6 maj
Lotnisko we Wroc³awiu, choæ po³o¿one w granicach miasta, jawi siê, jakby by³o ulokowane na jakim¶ wypizdowie. Kilkadziesi±t minut podmiejskim autobusem wymêczy³o mnie równie mocno jak kilkugodzinna podró¿ poci±giem. W samolocie by³o ju¿ lepiej. Mo¿e poza kwesti± moich ca³kowicie zatkanych uszu po przylocie do Eindhoven. Popo³udnie spêdzi³em na kr±¿eniu po stolicy Brabancji i spotkaniu z Ani± K. Wieczór by³ mniej ekscytuj±cy. „Top Gear” ze wspó³w³a¶cicielem hostelu i skróty Jupiler League bez niego.

8 maj
12.000 fanów Ajaksu na de Kuip stworzy³o atmosferê, której nie zapomnê do koñca ¿ycia. I chuj, ¿e wynik by³ tragiczny.

12 maj
Jeden z tych wieczorów, które zapowiada³y siê na szalone, a skoñczy³y siê ca³kiem po „Bo¿emu”. Przynajmniej dla mnie. Bo byli i tacy, co zgubili wódkê z garnkiem (czy odwrotnie) i dotarli do ³ó¿ka o 6 rano. Ale i w moim przypadku mog³o byæ zupe³nie inaczej. Przez d³u¿sz± czê¶æ wieczoru wygl±da³o na to, i¿ spêdzê noc nie ca³kiem sam. Z nocowania blondw³osej kole¿anki wyszed³ jednak wielki CHUJ (s³owo klucz). I, o takie mi mecyje.

13 maj
¯ó³ty, czerwony, b³êkitny, czarny, zielony, bia³y. Farba, s³owo, d¼wiêk, dotyk, smak. Sztuka wspó³czesna jest chyba dla mnie trochê za trudna, albo po prostu jej nie rozumiem. W koñcu co jest takiego fascynuj±cego i warto¶ciowego pod wzglêdem kulturalnym w rozstawieniu sto³ów uginaj±cych siê od owoców, kolorowych pude³ek ze znan± zawarto¶ci± w ¶rodku, ekranu z pulsuj±cymi kolorami i pod³o¿onymi d¼wiêkami ? Nic ? Ale przynajmniej mog³em pobawiæ siê farbami. He He.

15 maj
*** - Mistrzostwo Holandii nr. 30
AJAX AMSTERDAM ! ! !



26 maj
Ludzka g³upota wci±¿ mnie zaskakuje, a jednocze¶nie bawi. Czy 20 minut przerwy to nie jest wystarczaj±cy czas na wypró¿nienie siê i potulny powrót do autobusu ? Dla niektórych widaæ nie, skoro przekraczaj± normy czasowe i musz± ponosiæ koszty na taksówki-po¶cigówki. Chwa³a Bogu, ¿e mam pojemny pêcherz i trochê oleju w g³owie !

28 maj
Obejrzenie filmu „Erratum” ostatecznie potwierdzi³o moj± tezê o wykorzenieniu z rodzinnych stron. Niby jestem u siebie, a czuje siê jako¶ obco. Mijam znanych sobie ludzi, miejsca, ale co¶ mi w tym wszystkim nie pasuje. To ja odrzucam „ma³± ojczyznê” czy to ona mnie odrzuca i szufladkuje jako „przygodnego turystê”.

31 maj
„Tuesday’s gone with a wind, my baby is gone with a wind”. Lynyrd Skynyrd graj± jak zawsze wspaniale. Solówka goni solówkê, a ja sobie siedzê na balkonie pomiêdzy zepsut± lodówk± na ³aweczce i ch³onê ch³ód pó¼nego wieczora. Dzieñ by³ gor±cy, ale przynajmniej pod wzglêdem „zawodowym” udany. I chyba trzeba siê przygotowaæ, i¿ tylko na tym polu bêdê odnosi³ sukcesy w tym roku akademickim. M., pomimo ca³ej fascynacji asekurancko popartej wyznaniem, nie sprawia wra¿enia zainteresowanej moj± osob±. Jak w piosence: Moje kochanie znika razem z wiatrem. Choæ pewna furtka jest jeszcze otwarta…

5 czerwiec
Polskie spo³eczeñstwo to jaki¶ kosmicznie patologiczny twór. Na wszystkich poziomach. Nastolatki szczyc±ce siê dawanie dupy i ludzie dla których wiejska dyskoteka jest „rajem na ziemi”. Jezu, w jakim kraju jak ¿yjê ? (po obejrzeniu filmów „Nie jeste¶my puszczalskie” i „Czekaj±c na sobotê”

22 czerwiec
„Bo to co nas podnieca, to siê nazywa…”. W³a¶nie, co tak naprawdê dzia³a na kobiety ? Gdybym mia³ wybraæ jedn± cechê powiedzia³bym – zdecydowanie. Jedn± rzecz – pieni±dze. Szczegó³ anatomiczny – g³os, niski szczególnie. Co nam z tego wychodzi ? Ano mê¿czyzna idealny – zdecydowany bogacz z seksownym niskim g³osem. A teraz odwróæmy sprawê – Co aktywuje zmys³y mê¿czyzn ? Cecha – opiekuñczo¶æ, rzecz – bielizna, anatomia – kszta³ty (biodra, piersi, po¶ladki). Kobieta akuratna dla mê¿czyzny XXI wieku: opiekuñcza z pe³nymi kszta³tami ukrytymi pod zmys³ow± bielizn±. Konkluzja bêdzie ma³o optymistyczna. Pierwszy opis do mnie nie pasuje, a drugi jest niedo¶cignionym wzorem.

24 czerwiec
Wszystkim siê w dupach poprzewraca³o ! Rok szkolny koñczy siê w ¶rodê, a naiwniacy w mundurach organizuj± akcje „Weekend bez ofiar” w trakcie d³ugiego okresu wypoczynku zahaczaj±cego o imieniny Jana. Przecie¿ to oczywiste, ¿e taka akcja nie mog³a przynie¶æ wspania³ego wyniku. Polacy to naród przekorny i dlatego zamiast „bez ofiar”, weekend zakoñczy³ siê statystykami na poziomie – blisko 80 osób w piachu, prawie 300 pod kroplówk±, a niemal 2500 na podwójnym gazie. Ale propaganda by³a ? By³a. Media mia³y o czym mówiæ ? Oczywi¶cie. Zadowoleni ? Wszyscy oprócz tych nieca³ych 3000…

27 czerwiec
Uliczni grajkowie. Nieod³±czny element raczej wiêkszych ni¿ mniejszych miast. Do tej pory budzili u mnie co¶ z pogranicza podziwu (za odwagê) i politowania (za repertuar i rzadziej umiejêtno¶ci). Nigdy nie by³em sk³onny wrzuciæ do futera³u jakiego¶ drobniaka. Dzisiaj, mog³o siê to zmieniæ. Id±c ulic± Wa³ow± w Tarnowie dotar³y do mnie znajome takty i s³owa. Po krótkiej chwili w g³owie wy¶wietli³ siê muzyczny tag – to by³o „Wish you were here” Pink Floydów. I wtedy powiedzia³em sobie w duchu – Jak bêdê wraca³ i zagraj± znów co¶ dobrego to wrzucê im pi±tala. Ale mieli pecha. Zagrali D¿em i pogrzebali szansê na mój gest i pieni±dz. Muzyczna fortuna bywa nieub³agana.

CDN


17:53, flisak1900
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 stycznia 2012
Wci±¿ tu jestem... (I'm still here)

W zwi±zku z nap³ywaj±cymi do moich uszu niepokojami dotycz±cymi kwestii dalszego prowadzenia bloga niniejszym pragnê uspokoiæ... Blog bêdzie istnia³ nadal. Niekoniecznie jednak w takiej formie jak dotychczas. To znaczy forma i styl pisania zapewne pozostan± takie jak przedtem, ale mo¿e byæ gorzej z czêstotliwo¶ci± wpisów. W koñcu nowo nam nasta³y rok 2012 to ju¿ ostatnia prosta na drodze do zakoñczenia edukacji i wkroczenia w doros³e ¿ycie, o którym zreszt± za spraw± pewnego dziennikarskiego zadania sporo ostatnio rozmy¶la³em. Sprawia to, ¿e czasu na wiele rzeczy (w tym bloga) zaczyna brakowaæ, a tu jeszcze trzeba wódkê piæ. Tak¿e niczego nie obiecuje, za to zapewniam, ¿e walkingtheline nie zginie póki jego czytelnicy ¿yj± i wykazuj± nim zainteresowanie. I ju¿ teraz zapraszam do przeczytania pierwszego, pardon drugiego tegorocznego wpisu, którym podsumuje rok 2011. My¶lê, ¿e bêdzie to ciekawa notka, poniewa¿ jej baz± bêdzie mój pierwszy ca³kiem skrupulatnie prowadzony dziennik. Nie zabraknie w nim zgry¼liwego spojrzenia na rzeczywisto¶æ, humoru, przemocy, wulgaryzmów i odrobiny pikanterii. Bêd± tak¿e ³zawe kawa³ki, bo jak¿e mog³oby inaczej w przypadku takiego wra¿liwca. A na teraz, zgodnie z tradycj± kultura nakazuje z³o¿yæ ¿yczeñ noworoczne. Ale szczerze, jako¶ nie mam na to ochoty. Dobra, niech bêdzie - Do siego, ludziska !



P.ES: Ostatni wpis w 2011 roku mia³ dotyczyæ przedmiotowego traktowania kobiet przez mê¿czyzn w nawi±zaniu do obrazu ¶wiata przedstawionego wystêpuj±cego w teledyskach polskich raperów. Ale chyba nie warto ju¿ do tego wracaæ, czy¿ nie ?

P.ES 2: Tegorocznego sylwestra spêdzi³em na...korepetycjach z seksu. No i kto siê teraz najlepiej bawi³, bitches ?!


23:45, flisak1900
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 pa¼dziernika 2011
Dyktatura lajka

Facebook uczy, facebook radzi, facebook nigdy Ciê nie zdradzi. Portal spo³eczno¶ciowy stworzony przez Marka Zuckerberga opanowa³ ca³y ¶wiat i zaw³adn±³ stylem ¿ycia nieprzebranej masy ludzi. Szaleñstwo na punkcie tego z pozoru zupe³nie zbêdnego dodatku naszego internetowego ¿ywota - zupe³nie nie mija. Dobrze to czy wrêcz przeciwnie ? Aby móc swobodnie odpowiedzieæ na to pytanie pewnie musia³bym posiadaæ zdecydowanie wiêksze kompetencje z zakresu socjologii i nowych mediów. Dlatego teraz moje przemy¶lenia o Facebooku skupi± siê na zaledwie jednym jego aspekcie.

Lubiê to, Like it, Ik vind leuk, Gosto, Me gusta, J'Aime - jakkolwiek by siê to nie nazywa³o w okre¶lonym kraju, wiadomo o co chodzi. "Lajkowanie" jest zwyczajem sztucznym i g³upim, a zarazem wiele mówi±cych o ludziach i ich zachowaniach, przepraszam za okre¶lenie, stadnych. Otó¿ za klikniêciem na "lubiê to" w przypadku posta danej osoby dopiero w ostatnim rzêdzie stoj± w³asne preferencje i zainteresowania. Najczê¶ciej lajkujemy z powodów osobistych lub quasi-osobistych (kogo¶ lubimy, szanujemy, kochamy lub chcemy, ¿eby ten kto¶ nas lubi³, szanowa³, kocha³ itd.). Z kolei w przypadku "polubienie" danej osoby, miejsca, firmy, filmu/ksi±¿ki/zespo³u muzycznego mo¿emy zaobserwowaæ dwie tradycje. Pierwsza to "owczy pêd" czyli napêdzanie popularno¶ci lajkowej "wielkim nazwom, nazwiskom czy akcjom", bardziej z powodu preferencji naszych znajomych ni¿ w³asnej, a tak¿e mo¿liwo¶ci zdobycia nagród (w przypadku profili firmowych) ("10 znajomych lubi U2 to ja te¿ kliknê... W koñcu lubiê ich jedn± piosenkê" b±d¼ "Wprawdzie w KFC jem raz na rok, ale kliknê lajka. Mo¿e wygram zupe³nie nowy toster z logo). Druga tradycja to "oblê¿ona twierdza" czyli lubienie stron niszowych na facebooku, takich na które nasi znajomi nawet nie spojrz± lub o ich istnieniu nie bêd± wiedzieæ. Tu jest jednak pewien haczyk. Nigdy nie wiemy, czy który¶ z naszych znajomych nie jest na¶ladowc± (w ¿argonie kryminalistycznym jêzyka angielskiego ma to piêkn± nazwê "Copycat") i z powodów osobistych lub quasi-osobistych (tak jak wy¿ej) nie zacznie lubiæ tego samego co My. Bo jak inaczej wyja¶niæ sytuacje, kiedy niedawno poznana dziewczyna klika "lubiê to" przy nazwie pewnego precyzyjnie okre¶lonego zespo³u pi³karskiego lub muzycznego ? Albo konkretnej ksi±¿ki czy filmu, który dziwnym trafem jest zbie¿ny z twoimi preferencjami. Dobra skoñczmy z tymi pseudo rozwa¿aniami od czapy. Jak mawia³ zdenerwowany Leo Beenhakker na konferencjach prasowych polskie reprezentacji to "Dirty topic and fucking bullshit".

Ciekawsza jest inna rzecz. Mianowicie porównanie ilo¶ci "lajków" przeciwstawnych lub zbie¿nych przedmiotów/osób/miejsc/zespo³ów. W niedzielne popo³udnie, 16 pa¼dziernika usiad³em przed laptopem, za³±czy³em to niebieskie ustrojstwo z bia³ym napisem po lewej stronie i rozpocz±³em research. Wyniki, w przewa¿aj±cej wiêkszo¶ci, nie okaza³y siê zaskakuj±ce. Zreszt±, przekonajcie siê sami.

GEOGRAFIA
Warszawa vs Kraków (22.392 do 8.275 LT)
Informacja z której ucieszy siê kolega Micha³ O., a konkretny bulwers z jej powodu z³apie kole¿anka Katarzyna K. A ja podsumuje wynik krótko - Wszyscy jeste¶my naszym stolcem, pardon, stolic±.

Nowy Jork vs Los Angeles; lub jak to mawia siê ostatnio w Polandzie - El Ej (1.074.030 do 322.074 LT)
Wielkie Jab³ko mia¿d¿±co wygra³o z Miastem Anio³ów. Wynik sprawiedliwy, bo w koñcu to NY ma Yankees, Woody'ego Allena i Broadway. A co ma LA ? Tylko i a¿ Hollywood.

Rzym vs Mediolan (304.038 do 4.607 LT)
Wszystkie drogi prowadz± do Rzymu. Tak¿e na FB, jak widaæ. Przewaga w³oskiej stolicy politycznej nad jej finansowym odpowiednikiem wydaje siê zbyt du¿a. Ale wiadomo - tradycja, historia i fontanna Di Trevi (choæby w taki wydaniu) przemawiaj± za matecznikiem Romusa i Romulusa.

Madryt vs Barcelona (471.406 do 236.212 LT)
Dla wszystkich zakompleksionych fanów Realu to pewnie miód na serce. Dla mnie zreszt± te¿ przez wzgl±d na twórczo¶æ Arturo Perez-Reverte, który zawsze by³ mocno zwi±zany z hiszpañsk± stolic±. Hala Madrid, po prostu !

TECHNOLOGIA
Iphone vs Blackberry (323.969 do 8.507.620 LT)
Co te¿ musia³o czuæ tych ponad 8,5 miliona u¿ytkowników Facebooka, których wypasione komórki przeistoczy³y siê niedawno w zupe³ny szmelc ? Chwa³a Bogu, ¿e ten spór mnie zupe³nie nie dotyczy.

Playstation vs Xbox (17.504.235 do 11.421.152 LT)
Lepsza brzydka wizualnie konsola od Sony ni¿ nawet naj³adniejsza od Microsoftu. Ogólnie jednak kolejny spór, który mnie nie dotyka z prostego powodu. Moj± ostatni± konsol± by³a podróbka Nintendo Family Computer czyli stary, dobry Pegasus.

Windows vs Linux (3.072.715 do 258.584 LT)
Monopolista gór± ! I chuj !

EA Sports FIFA vs Pro Evolution Soccer (6.161.732 do 4.511.664 LT)
Tradycja zobowi±zuje. Produkt EA istnieje d³u¿ej na rynku ni¿ wytwór firmy Konami. Obie firmy zdrowo, choæ z pewnymi zgrzytami rywalizuj± ze sob± od kilku lat i wygrywaj± na tym gracze, którzy maj± wybór. A, ¿e wiêcej wybiera FIFÊ to tylko kolejny przyk³ad dzia³ania skutecznego marketingu, reklamy i PR-u.

MUZYKA
U2 vs Red Hot Chilli Peppers (10.699.861 do 13.616.422 LT)
Najwiêksze zaskoczenie badania. Irole z 35 letnim sta¿em i dziesi±tkami hitów na koncie przegrali z niewiele m³odszymi kalifornijskimi rockmanami znanymi, tak miêdzy Bogiem a prawd± z najwy¿ej piêciu znakomitych kawa³ków, o oko³o 3 miliony lajków. Za komentarz do sprawy niech pos³u¿y znany i lubiany refren - "America, fuck yeah !"

Tede vs Peja (29.529 do 191.338 LT)
Prosty przekaz wygrywa z fantazyjn± z³o¶liwo¶ci±. "Reprezentowanie biedy" wygrywa ze "ssaniem suchego konara". Poznañ wygrywa z Warszafk±. Tylko, czy polski hip-hop na tym wszystkim wygrywa ?

Britney Spears vs Cristina Aguilera (14.703.324 do 4.794.694 LT)
Obie panie wyros³y z "Klubu Myszki Mickey" i w podobny sposób poprowadzi³y swoje kariery. I pomimo, i¿ Britney mia³a w jej trakcie wiêcej zakrêtów, to i tak zdecydowanie przebi³a kole¿ankê. We wszystkim, pocz±wszy od ilo¶ci sprzedanych p³yt, koñcz±c na wygl±dzie. Dlatego przy porównywaniu tej pary Facebook na pewno nie k³amie. 

Placido Domingo vs Jose Careras (8.578 do 8.459 LT)
Dwaj wielcy ¶piewacy pod wzglêdem lajków id± ³eb w ³eb. Ten pojedynek bêdzie fascynowa³ tak d³ugo dopóki który¶ z nich nie umrze i ty sam nie przyci±gnie do siebie grona po¶miertnych fanów swojego talentu. Wiêksze szanse na zwyciêstwo ma m³odszy o 5 lat, Careras. Ale czas poka¿e, czy moje ¶miertelnie powa¿ne typy bukmacherskie siê sprawdz±.

JEDZENIE
Hamburger vs Hot Dog (10.053 do 27.122 LT)
Wynik cokolwiek kontrowersyjny. Moim zdaniem kotlet w bu³ce zawsze bêdzie lepszy ni¿ parówa w bagietce. No có¿... Po raz kolejny potwierdza siê, ¿e s± gusta i gu¶ciki.

Pizza vs Spaghetti (9.943.436 do 34.665 LT)
W³oska kuchnia cieszy siê na ca³ym ¶wiecie ogromn± popularno¶ci±. Ale ¿eby prawie 10 milionów osób polubi³o na Facebook jedno z jej dañ ?! Kosmos i przyk³ad zgubnego wp³ywu kultury popularnej na m³odzie¿. Szczególne bêcki powinni dostaæ producenci "Wojowniczych ¯ó³wi Ninja", którzy przed wiele lat promowali w¶ród dzieci zwyczaj jedzenia okr±g³ego podp³omyka z dodatkami.

Rosó³ vs Flaki (2.016 do 295 LT)
Niedziela bez roso³u, to jak poranek po imprezie bez kaca. Niby najprostsza do zrobienia zupa, a w ca³ym ¿yciu tylko kilka razy jad³em naprawdê dobry rosó³. Z kolei, je¶li chodzi o flaki to wielkim fanem nie jestem. Wygl±da to s³abo, smakuje (przewa¿nie) niewiele lepiej, wiêc niech tym daniem zachwycaj± siê koneserzy. Ja podziêkuje...

Sernik vs Szarlotka (43.081 do 17.445 LT)
To jest dopiero odwieczny spór ! Sernik i szarlotka to dwa najcudowniejsze przysmaki, które kiedykolwiek wymy¶lono. Maj±c do wyboru jedno i drugie... biorê oba. Widaæ internauci woleli nie komplikowaæ sobie ¿ycia i jednoznacznie opowiedzieli siê po jednej s³odkiej stronie.

PI£KA NO¯NA
Ajax Amsterdam vs Feyenoord (230.353 do 40.796 LT)
He he he... - tyle wystarczy za ca³y komentarz.

Real Madryt vs FC Barcelona (20.372.486 do 25.865.140 LT)
"Kosmiczna" Barcelona pokona³a "Galaktyczny" Real. Pojedynki obu zespo³u w ostatnim sezonie rozpali³y kibiców na ca³ym ¶wiecie do czerwono¶ci. Mnie równie¿, choæ te¿ bez przesady (np. Superpucharu Hiszpanii nie ogl±da³em, przyznaje siê bez bicia). Jednak sam gdybym mia³ wybieraæ to z dwojga z³ego zawsze wybiorê FCB.

Cristiano Ronaldo vs Leo Messi (35.025.595 do 25.865.140 LT)
O zwyciêstwie popularnego "¯elusia" zdecydowa³y bez w±tpienia Panie. Bo chyba nikt nie ma w±tpliwo¶ci, kto z tej pary jest lepszy pod wzglêdem pi³karskim...

Champions League vs Europa League (1.101.882 do 113.490 LT)
Kolejny wska¼nik, który pokazuje jaka przepa¶æ dzieli obie presti¿owe imprezy. A w kolejnych latach, je¶li nie powstanie ekskluzywna Super Liga, problem bêdzie siê jeszcze mocniej pog³êbia³.

SPORT
Koszykówka vs Siatkówka (12.120.274 do 4.073.826 LT)
Siatkówka jest jak piwo Lech. Tylko dla dzieci i kobiet w ci±¿y. Koszykówka jest jak piwo Wojak. Dobra jest... i tyle.

Letnie Igrzyska Olimpijskie vs Zimowe Igrzyska Olimpijskie (601 do 832 LT)
Kolejne zaskoczenie. Kto wie, czy nawet nie wiêksze ni¿ pora¿ka U2 z RHCP. Wynik szczególnie dziwi, je¶li we¼miemy pod uwagê kryterium liczbowe. W pekiñskich Letnich Igrzyskach Olimpijskich wziê³o udzia³ 11 128 sportowców z 204 pañstw ¶wiata. Podczas zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver wyst±pi³o "zaledwie" 2632 sportsmanów i sportsmanek z 82 krajów. Ró¿nica kolosalna, która powinna prze³o¿yæ siê na popularno¶æ obu imprez. A tu zonk i potwierdzenie niezapomnianych s³ów Szekspira, ¿e s± "rzeczy na niebie i na ziemi, o których siê filozofom nie ¶ni³o".

Pi³ka wodna vs P³ywanie synchroniczne (13.016 do 3.023 LT)
Z jednej strony faceci w ¶miesznych czepkach graj± w wodn± odmianê pi³ki rêcznej, z drugiej panie w pe³nym makija¿u wykonuj±ce pod i nad wod± serie bardziej lub mniej skoordynowanych ewolucji. Z dwojga g³upiego, chyba jednak Waterpolo lepsze.

Jogging vs Rower (645.035 do 1.864.006 LT)
S³owo "rekreacja" jest najlepszym wytrychem dla wszystkich, którzy s± na bakier z uprawianiem sportu. Jest kluczem, dziêki któremu mo¿na zbyæ ka¿de pytanie o aktywno¶æ fizyczn±. Gorzej, je¶li kto¶ bêdzie potrzebowa³ szczegó³ów i opisu owej "rekreacji". Wtedy wyj¶cia s± dwa. Mo¿na powiedzieæ, ¿e siê biega (co nie musi byæ prawd±) lub je¼dzi na rowerze (co tym bardziej nie musi zgadzaæ siê z rzeczywisto¶ci±). Opcja druga jest o tyle bezpieczniejsza, ¿e zamyka drogê do dociekania. W przypadku opcji nr. 1 pytania, zazwyczaj, mno¿± siê jak króliki w okresie godowym. I znów Facebook powiedzia³ nam prawdê.
 
HISTORIA
Napoleon vs Wellington (12.654 do 891 LT)
Napoleon jest XVIII i XIX wiecznym odpowiednikiem Hitlera. Mia³ ¶mia³y i umówmy siê dosyæ brutalny plan zaw³adniêcia ¶wiatem, który do pewnego momentu realizowa³ perfekcyjnie. Niestety potkn±³ siê w Hiszpanii i Rosji, co ostatecznie spowodowa³o, ¿e umar³ jako przegrany, samotny cz³owiek. Pozosta³a jednak legenda. Dla wielu u¿ytkowników Facebooka, w tym dla mnie fascynuj±ca. Natomiast Wellington zawsze wydawa³ siê kim¶ obcym. Kim¶ z kim na pewno nie napi³bym siê wódki. No chyba, ¿e by³by to Wellington w wydaniu Stephena Fry'a z "Czarnej ¯miji". Wtedy by³oby to co¶ zupe³nie innego.

Francisco Franco vs Antonio Salazar (4.135 do 514 LT)
Okrutni dyktatorzy, a ró¿nica w popularno¶ci znaczna. Có¿, mo¿e Hiszpanie bardziej ni¿ Portugalczycy ho³duj± zasadzie wypowiedzianej kiedy¶ przez Franklina Delano Roosvelta - "Mo¿e to by³ skur..., ale nasz skur..."

Pi³sudski vs Dmowski (3.547 do 1.362 LT)
Dwaj wielcy mê¿owie opatrzno¶ciowi II RP, ale w ciemno mo¿na by³o obstawiaæ, ¿e korespondencyjny pojedynek wygra ten mniej "zohydzony" przez historyków i dziennikarzy. A Pi³sudski, pomimo jego oczywistych zas³ug, wcale taki prze¼roczysty nie by³...

I Wojna ¦wiatowa vs II Wojna ¦wiatowa (2.902 do 6.986 LT)
¯o³nierze z pierwszej wojny siedzieli w okopach ca³ymi dniami i szczytem ich mo¿liwo¶ci bojowych by³ atak gazem musztardowym pod Ypres. ¯o³nierze z drugiej wojny byli mobilni na nieprawdopodobn± skalê. Samoloty, czo³gi, okrêty podwodne, wyrzutnie rakiet, zrzuty spadochronowe, wreszcie bomba atomowa - oni to wszystko mieli obcykane. Na dodatek walki doczy³y siê praktycznie na wszystkich kontynentach ze sporym natê¿eniem. Dlatego te¿ WW2 zawsze bêdzie wy¿ej umiejscowiona w hierarchii zwyk³ego ¶miertelnika ni¿ WW.

SZTUKA
Dawid vs Wenus z Milo (33 do 295 LT)
U¿ytkownicy Facebooka, podobnie jak ja, s± estetami. Wynika z tego prosta zale¿no¶æ, ¿e milej jest ogl±daæ wydatny biust Wenus (nawet je¶li jest bez rêki) ni¿ pomarszczonego wacka Dawida (nawet je¶li w przeciwieñstwie do Wenus nie ma ¿adnych innych uszczerbków).
 
Rembrandt vs Vermeer (16.671 do 5.447 LT)
W tym przypadku ca³± sprawê przes±dzi³o nazwisko. My¶lê, ¿e gdyby zapytaæ 100 przypadkowo spotkanych osób o nazwisko jakiegokolwiek holenderskiego malarza przynajmniej 50 wskaza³oby na Van Gogha i Rembrandta. Vermeera mog³aby wskazaæ niewielka grupa ankietowanych. Przede wszystkim dlatego, ¿e tworzy³ wcze¶niej i tym samym by³ mniej znanym przedstawicielem holenderskiego malarstwa. Oczywi¶cie nie oznacza to, ¿e równocze¶nie by³ w jaki¶ sposób gorszy ni¿ s³ynniejsi nastêpcy. Najlepiej ¶wiadcz± o tym takie obrazy jak "Mleczarka" czy "Dziewczyna z per³±".  

Ekspresjonizm vs Impresjonizm (6.105 vs 18.321 LT)
(Tu mia³a byæ opinia znanego krytyka sztuki, ale nie odpisa³ na mojego maila. ¦winia...)

Kubizm vs Popart (4.396 do 19.053 LT)
Wielbicielem sztuki nie jestem i nawet do takiego miana nie kandyduje. Ale zgadzam siê z wyrokiem Facebookowiczów. Popart, w przeciwieñstwie do Kubizmu, jest przejrzysty i generalnie ma jak±¶ my¶l przewodni±. Kubizm to wolna amerykana zawarta w kszta³cie kostki. I przynajmniej dla mnie, nic wiêcej.

FILM
Batman vs Joker (1.870.549 do 1.534.414 LT)
Z³o jest intryguj±ce, ale to dobro zawsze zwyciê¿a. Nawet, je¶li akcja rozgrywa siê Gotham City.

Grease vs Saturday Night Fever (4.517.129 do 115.657 LT)
John Travolta stworzy³ niezapomniane kreacje w obu filmach, ale tylko w jednym z nich partnerowa³a mu Olivia Newton-John. Kobieta, która by³a marzeniem ka¿dego amerykañskiego nastolatka na prze³omie lat 70-tych i 80-tych. Szczególnie ze wzglêdu na s³ynn± scenê z niemo¿liwie obcis³ymi leginsami na jej jêdrnej pupie. G³ówna rola kobieca w "SNF" by³a obsadzona zdecydowanie gorzej i nawet muzyka Bee Gees niewiele filmowi pomog³a. Równie¿ w notowaniach na Fejsiku.

Al Pacino vs Robert de Niro (2.437.261 do 1.439.843 LT)
Obaj panowie grali u Francisa Forda Coppolii w trylogii "Ojciec Chrzestny". Ale to Pacino gra³ we wszystkich trzech czê¶ciach, a w ostatniej z nich potrafi³ nawet fantastycznie zagraæ atak cukrzycy. Przy okazji, gdyby porównaæ filmografiê obu aktorów i ich wspó³czesne perypetie, ta milionowa przewaga Pacino jest zupe³nie zrozumia³a i wyt³umaczalna. 

Brad Pitt vs Angelina Jolie (45.373 do 921.301 LT)
"Brangelina" mocno trzyma siê na czo³ówkach plotkarskich magazynów i portali, ale z dwójki ma³¿onków u¿ytkownicy Facebooka wy¿ej ceni± Mrs Jolie. Co za tym przemawia ? Na pewno fakt, ¿e córka Jona Voighta ma w swojej kolekcji Oskara za "Przerwan± lekcje muzyki". Brad do tej pory musia³ siê zadowoliæ jedynie dwoma nominacjami. Dla mnie oboje s± znacz±cymi postaciami kina amerykañskiego i bardzo ceniê ich za zdrowe podej¶cie do ¿ycia. Kochaj± siê, maj± spor± gromadkê dzieci, anga¿uj± siê w akcje charytatywne i co najwa¿niejsze nie wpadli w jakie¶ absurdalne historie typu scjentologia. Kurczê, chyba ich "polubiê" w najbli¿szym czasie.

KSI¡¯KA
Ian Fleming vs Alistair McLean (25.664 do 17.045 LT)
Na podstawie ksi±¿ek Iana Fleminga z Jamesem Bondem w roli g³ównej powsta³y a¿ 22 filmy. Z kolei Allistair MacLean mo¿e pochwaliæ siê tylko, albo a¿, 18 produkcjami filmowymi opartymi na swojej twórczo¶ci. Wniosek ? Obaj Panowie byli ¶wietni w swoim fachu i znali potrzeby rynku. Jednak tylko jeden móg³ zgarn±æ palmê pierwszeñstwa. Oczywi¶cie ten, który wykreowa³ Bonda. Jamesa Bonda.

Adam Mickiewicz vs Juliusz S³owacki (5.648 do 1.607 LT)
Mój nauczyciel historii z gimnazjum na pewno podsumowa³by wynik zdaniem - "Wiêkszy sekciarz pokona³ mniejszego sekciarza". Osobi¶cie na lekcjach polskiego przy omawianiu dzie³ obu wieszczów zazwyczaj mia³em ciekawsze rzeczy do robienia ni¿ zastanawianie siê, który by³ bardziej wybitny. Dlatego ten punkt nadobnie przemilczê.

Kucharska vs Telefoniczna (206.383 do 7.685 LT)
W ogóle na pocz±tek pytanie - Kto teraz korzysta z ksi±¿ki telefonicznej ? Poza wyj±tkowymi przypadkami (np. poszukiwaniu na "¿ó³tych stronach" najbli¿szego preparatora zwierz±t, albo innego lokalnego specjalisty w w±sko zakrojonej specjalno¶ci) praktycznie nikt. Za to ksi±¿ki kucharskie powoli wracaj± na szczyty popularno¶ci. Najczê¶ciej w postaci gazetowych dodatków czy internetowych portali, ale fakt jest faktem. A tak z ciekawo¶ci - Pamiêta kto¶ jeszcze tak± ogromn± ceg³ê, kilkusetstronicow± zatytu³owan± "Kuchnia Polska" ? Ach, to by³o co¶...

Biblia vs Koran (9.321.142 do 400.050 LT)
I jak tu nie mówiæ, ¿e katolicy to najwiêksza mafia na ¶wiecie. Na ca³ym ¶wiecie jest to ponad miliard ludzi, a sam± ¶wiêt± ksiêgê lubi na FB ponad 9 milionów osób. Absolutnie niesamowita sprawa...

...jak zreszt± ca³a ta zabawa z tworzeniem lajkowej porównywarki.

P.ES : Coraz bardziej utwierdzam siê w przekonaniu, ¿e wygl±dam na cz³owieka czytaj±cego ksi±¿ki. Albo wszystko przez te przeklête okulary. W koñcu jak inaczej t³umaczyæ fakt, ¿e zawsze (autentycznie !) kiedy przechodzê ko³o taniej ksiêgarni, panie z lizako-drogowskazami "zapraszaj± mnie do ksiêgarni" ?

P.ES 2: Sprawa siê trochê przedawni³a, ale moja pró¿no¶æ i tak domaga siê ujawnienia pewnej sprawy. Otó¿, tadam tadam, jestem w pewien sposób odkrywc± talentu niejakiego Sylwestra Patejuka. Napastnik Podbeskidzia zaistnia³ w mediach po tym jak w ekwilibrystyczny sposób strzeli³ bramkê samej Legii Warszawa. Sta³o siê to we wrze¶niu. Ja natomiast zobaczy³em w tym ch³opaku potencja³ ju¿ w kwietniu 2009 roku i przyzna³em mu za jego wystêp w meczu z Okocimskim Brzesko najwy¿sz± notê z wszystkich graj±cych. Poni¿ej dowody rzeczowe...



P.ES 3: Kolejny raz w swoim ¿yciu platonicznie siê zakocha³em. Tym razem w Kasi Nowickiej, lepiej znanej pod pseudonimem Novika. Piêkna kobieta, a ¿eby tego by³o ma³o ¶wietnie ¶piewa i bije od niej naturalno¶æ. A przynajmniej takie odnios³em wra¿enie stoj±c kilka metrów od sceny podczas jej koncertu.  

  

22:33, flisak1900
Link Komentarze (2) »
¶roda, 28 wrze¶nia 2011
Charlie Harper/Sheen. ¯ycie jak serial

Rysiek Rynkowski  ¶piewa³, ¿e "¿ycie jest nowel±". Bzdura ! Je¶li ju¿, to ¿ycie jest serialem. D³ugim, zawi³ym, pe³nym momentów ekscytacji i jednocze¶nie niezno¶nej monotonii. Lata dziel± ¿ycie na sezony. Miesi±ce - na odcinki, za¶ dni mo¿na przyrównaæ do poszczególnych epizodów. Z nowel±, która z definicji jest krótkim utworem, ¿ycie ma niewiele wspólnego.

Skoro ¿ycie jest serialem (co ustali³em, a Wy macie wybór czy chcecie siê z tym zgodziæ, czy te¿ nie), to warto by³oby siê zastanowiæ, jaki gatunek najlepiej je reprezentuje. Sam sk³ania³bym siê ku sitcomowi. Sta³a scenografia, rzadko zmieniaj±ca siê obsada i najwa¿niejsze - interakcja miêdzy bohaterami oparta na rywalizacji o to, kto komu ukradnie show. Czy¿ nie brzmi to znajomo ? Czy¿ nie jest tak, ¿e dzieñ po dniu uczestniczymy w powtarzalnej komedii sytuacyjnej, gdzie jeden odcinek od drugiego ró¿ni± tylko detale ?

W trakcie dobiegaj±cych w³a¶nie koñca wakacji siêgn±³em po zbieraj±cy znakomite recenzje i ciesz±cy siê nies³abn±c± popularno¶ci± od kilku lat serial "Dwóch i pó³". Typowy sitcom, którego autorami s± Chuck Lorre i Lee Aronsohn odpowiedzialni za sukces takich produkcji, jak "Dharma i Greg", "Roseanne" czy "The Big Bang Theory". Uznani twórcy odnie¶li sukces, gdy¿ zagrali dobrze znanymi kartami. Zebrali utalentowan± obsadê, a rolê "wisienki na torcie" powierzyli absolutnej, choæ w chwili startu serialu nieco przygas³ej gwie¼dzie - Charliemu Sheenowi.

"Dwóch i pó³" to opowie¶æ, a jak¿e, o dwóch braciach. Zupe³nie ró¿nych osobowo¶ciowo, którzy pod wp³ywem niespodziewanych zdarzeñ musz± zamieszkaæ pod jednym dachem. Alan (Jon Cryer) jest rozwiedzionym, nieco fajt³apowatym mê¿czyzn±, zawsze skorym do manipulacji ze strony kobiet. Charlie (w tej roli Sheen) jest jego zupe³nym przeciwieñstwem. Kawaler i hedonista ¿yj±cy pe³ni± ¿ycia, na co pozwala mu wysoka ga¿a inkasowana za tworzenie d¿ingli muzycznych do telewizyjnych reklam i kreskówek dla dzieci. Pije, uprawia hazard i z regularn± czêstotliwo¶ci± wymienia partnerki seksualne (czêsto równie¿ za pomoc± pieniêdzy). Tytu³ow± "po³ówk±" i dodatkiem do duetu braci jest Jake, syn Alana (Angus T. Jones) spêdzaj±cy czas z ojcem i wujkiem podczas weekendów. W trakcie kolejnych sezonów obserwujemy proces jego dojrzewania, które wcale nie jest ³atwe i stawia przed wyborem mêskiego wzorca. Kochaj±cy tata-nieudacznik czy nieodpowiedzialny, choæ prowadz±cy przyjemne ¿ycie wujek. W tle tej z pozoru prostej historii znajduj± siê barwne postacie drugoplanowe - wredna by³a ¿ona Alana, zaaferowana w³asnymi sprawami matka braci, sympatyczna s±siadka-prze¶ladowczyni psychicznie zakochana w Charliem i Berta, bezkompromisowa gosposia.



Przez serial przetoczy³o siê wielu znakomitych aktorów (go¶cinnie nawet sam Sean Penn !), jednak nikt nie móg³ skra¶æ show Sheenowi. Jeden z ulubionych aktorów Olivera Stone'a, nie tyle gra³ Charliego Harpera, co sta³ siê nim. Wielk± sztuk± to nie by³o, gdy¿ Sheen na tyle dobrze zna ¿ycie lekkoducha, ¿e móg³ spokojnie pomagaæ scenarzystom przy pracy nad kolejnymi odcinkami. Wszystko, a mo¿e nawet wiêcej, co znalaz³o siê w serialowym ¿yciu Charliego Harpera, Sheen przerobi³ osobi¶cie. Zwi±zki z gwiazdkami porno - proszê bardzo. Korzystanie z us³ug prostytutek - nie ma problemu. Imprezy z morzem alkoholu - ale¿ oczywi¶cie. Przy okazji mia³ spore problemy z narkotykami, a w 2009 roku s±d skaza³ go za przemoc domow± wobec ¿ony.

Nale¿ê do wielkich fanów talentu aktorskiego Sheena i serce mi siê kraja, ¿e prywatnie to taki pojeb. Po rolach w "Plutonie" czy "Wall Street" móg³ zawojowaæ Hollywood i otrzymywaæ najwa¿niejsze nagrody przemys³u filmowego. Zamiast tego wybra³ pieni±dze i ³atwiejsz± fuchê w kinie klasy B. Kiedy wróci³ na szczyt, w³a¶nie za spraw± "Dwóch i pó³", pokpi³ sprawê po raz kolejny. W trakcie trwania ósmego sezonu prezentowa³ siê tak ¼le pod wzglêdem fizycznym (ze wzglêdu na nawrót sk³onno¶ci do "w±chania" i innych niezdrowych nawyków- sami zreszt± mo¿ecie to oceniæ), ¿e Warner Bros. i twórcy serialu zerwali z nim wspó³pracê. Sheen siê w¶ciek³, bo nagle straci³ kupê ³atwej kasy (niebagatelne 1,8 miliona zielonych za odcinek). Niewybrednie zwymy¶la³ Lorre'a i Aronsohna, a tak¿e - nie wiedzieæ czemu - kolegê z serialu, Jona Cryera. To pogorszy³o sprawê i utwierdzi³o wszystkich, ¿e wyrzucenie Sheena by³o dobr± decyzj± dla serialu i samego, kompletnie zagubionego, nie radz±cego sobie z uzale¿nieniami aktora.



Kilkana¶cie dni temu, stacja CBS wyemitowa³a pierwszy odcinek nowego sezonu "Dwóch i pó³", ju¿ bez Sheena. Epizod by³ przeciêtny, a na dodatek chaotyczny. Jedynym naprawdê zabawnym wyj±tkiem by³ biegaj±cy nago nowy cz³onek obsady, Ashton Kutcher. Nie wró¿ê mu jednak sukcesu. Nawet golizna Kutchera nie uratuje serialu, je¶li bêdzie w nim brakowaæ dobrych gagów. A co z Sheenem ? Có¿ znów (podobno) jest czysty, obie "boginie" (aktorka porno Bree Olsen i graficzka Natalie Kenly) odesz³y z jego willi, zacz±³ normalnie wygl±daæ i najwa¿niejsze - wraca do pracy. Oby na d³u¿ej i z sukcesami na miarê jego talentu.

Charlie Sheenie, pozostañ Charliem Harperem tylko w naszych wspomnieniach ! Mo¿e dziêki temu dostaniesz przed swoj±, raczej pewn±, przedwczesn± ¶mierci± prawdziw± rolê ¿ycia.

P.ES : Historia zatoczy³a ko³o. Dok³adnie o tej samej porze rok temu napisa³em notkê dotycz±c± amerykañskich seriali.

P.ES 2 : UWAGA ! PROROKUJE ! Za 3-4 lata podstawowym stoperem reprezentacji Polski w pi³ce no¿nej bêdzie... Jaros³aw Fojut ze ¦l±ska Wroc³aw. Ogl±da³em wczoraj z bliska jego grê i zrobi³ na mnie znakomite wra¿enie. Zdecydowany, szybki, dobrze graj±cy g³ow±, posiadaj±cy odpowiednie warunki fizyczne. Je¶li bêd± omijaæ go kontuzje i Lenczyk da mu mo¿liwo¶æ regularnej gry mo¿emy doczekaæ siê stopera europejskiej klasy.

P.ES 3 : Czy jest mi kto¶ w stanie wyt³umaczyæ, dlaczego zawsze w trakcie kampanii wyborczej w Polsce zawsze musi byæ taka "ruchawka" ? Nawet rykoszetem dosta³o siê Nergalowi, który owszem swoje ma za uszami, ale przecie¿ w tym ¶miesznym "The Voice of Poland" jest tylko drobnym cwaniaczkiem, który my¶li, ¿e zna siê na ¶piewaniu. Co to komu przeszkadza ? 


18:24, flisak1900
Link Dodaj komentarz »
poniedzia³ek, 12 wrze¶nia 2011
Program na licencji - 50 niezapomnianych chwil futbolu (czê¶æ 4 - po¿egnalna)

Koniec, koniec i jeszcze raz koniec. Odcinkowy cykl wspominkowy, którego g³ównym bohaterem by³ futbol za spraw± tej notki dobiega koñca. Wszystkim, którzy przez niego przebrnêli gratuluje. Wszystkich, którzy siê zanudzili podczas jego czytania, przepraszam. Nie obejdzie siê te¿ bez podziêkowañ. Dziêkuje redaktorowi Stefanowi Szczep³kowi za jego ogromn± wiedzê, któr± przekaza³ w swojej ksi±¿ce "Moja historia futbolu". By³a ona dla mnie ogromnym ¼ród³em historycznym. Có¿ powiedzieæ... Uda³o siê ! 50 niezapomnianych chwil futbolu, czê¶æ 4. Ostatnia, dlatego tym gorêcej -  Zapraszam !

10. Monachijska trauma Man U.
6 lutego 1958 roku, oko³o godziny 17.23 dosz³o do wydarzenia, które na zawsze naznaczy³o Manchester United i ca³± angielsk± pi³kê. W Monachium podczas próby startu rozbi³ siê samolot Elizabethan wioz±cy pi³karzy MU z pucharowego spotkania przeciwko Crvenie Zvezdzie Belgrad. Maszyna w trakcie trzeciego podej¶cia do startu wznios³a siê lekko do góry, ale straci³a moc i uderzy³a w ogrodzenie oraz fragment budynku po³o¿onego obok lotniska. Nastêpnego dnia gazety na ca³ym ¶wiecie obieg³y zdjêcia wraku pokrytego leniwie padaj±cym gêstym ¶niegiem. Katastrofa poch³onê³a 23 ofiary, w tym o¶miu pi³karzy nazwanych pó¼niej "Dzieæmi Busby'ego". Sam Busby, menad¿er Manchesteru i nadzieja angielskiego futbolu, Bobby Charlton cudem ocaleli. Kilka miesiêcy po tragedii, Busby rozpocz±³ budowê nowego, jeszcze silniejszego zespo³u, który mia³ doj¶æ na szczyty europejskiego klubowego futbolu i w ten sposób uhonorowaæ zmar³ych kolegów. Sukces przyszed³ dekadê po monachijskiej traumie. Na stadionie Wembley, Busby poprowadzi³ Manchester United do pierwszego Pucharu Mistrzów. Anglicy pokonali w finale (4:1 po dogrywce) Benficê Lizbona z wielkim Eusebio w sk³adzie, a Bobby Charlton jako kapitan uniós³ w górê najwa¿niejsze europejskie trofeum. Tamto zwyciêstwo dru¿yny z pó³nocnej Anglii by³o pokazem hartu ducha i skutecznej walki z przeciwno¶ciami losu, a tak¿e piêknym i wzruszaj±cym epizodem, który ma zaszczytne miejsce w dziejach klubowych rozgrywek UEFA.

9. Wilimowski - Leonidas 4:3. Polska - Brazylia 5:6
Pierwszy udzia³ reprezentacji Polski w fina³ach pi³karskich Mistrzostw ¦wiata przypad³ w najgorszym mo¿liwym momencie - na rok przed wybuchem II wojny ¶wiatowej. Polacy pojechali do Francji, dziêki zwyciêstwie w bara¿owym dwumeczu nad Jugos³awi± (4:0,0:1). Na mundialu zagrali zaledwie jeden mecz, za to jaki ! W Strasbourgu, po dogrywce, przegrali z Brazyli± 5:6, choæ do przerwy zawodnicy z Ameryki Po³udniowej prowadzili ju¿ 3:1. W drugiej po³owie faworytów postraszy³ Ernest Wilimowski, który zaliczy³ hat-tricka i doprowadzi³ do remisu 4:4. W dogrywce kroku Wilimowskiemu chcia³ dotrzymaæ Leonidas, gwiazdor reprezentacji Brazyli. Sprawny ciemnoskóry napastnik dwukrotnie w przeci±gu 11 minut pokona³ strzeg±cego polskiej bramki, Madejskiego i zapewni³ swojej dru¿ynie awans do nastêpnej rundy. Polakom pozosta³a rado¶æ z ambitnej postawy dru¿yny i czterech bramek Wilimowskiego (ostatniego gola strzeli³ w dogrywce - przyp.red).
Przez wiele lat tamten mecz by³ w Polsce przemilczany. Wszystko z powodu niesamowitego osi±gniêcia polskiego napastnika. Po rozpoczêciu dzia³añ wojennych urodzony w Katowicach Wilimowski zmieni³ obywatelstwo i rozegra³ 8 spotkañ w barwach III Rzeszy. W dru¿ynie prowadzonej przez legendarnego Seppa Herbergera (w 1954 roku doprowadzi³ RFN do tytu³u Mistrza ¦wiata) by³ niezwykle skuteczny, o czym jednak w Polsce nikt nie wiedzia³. W PRL-u o Wilimowskim nie mówi³o siê wcale, a je¶li ju¿ nieodzownie tytu³owano go "zdrajc±"...

8. Czy Hitchcock by to wyre¿yserowa³ ?
Fina³ Ligi Mistrzów z 1999 roku, pomiêdzy Manchesterem United a Bayernem Monachium, nie nale¿y traktowaæ jako wydarzenie unikatowe, lecz wyj±tkowe. W koñcu wiele razy zdarza³o siê na wszystkich stadionach ¶wiata, ¿e przegrywaj±ca dru¿yna w ostatnich sekundach gry potrafi³a odmieniæ losy meczu (na przyk³ad taki Widzew £ód¼ w konfrontacji z Legi±, rok 1997), natomiast nigdy nie zdarzy³o siê to na najwy¿szym poziomie rozgrywek. Spotkanie lepiej rozpoczêli Niemcy. W 6 minucie po strzale Mario Baslera by³o 1:0 dla Bayernu. Bawarczycy nie oddali prowadzenia do 90 minuty, a i tak musieli zej¶æ z boiska pokonani. Najpierw za spraw± Sheringhama, Manchester doprowadzi³ do remisu, a tu¿ przed koñcowym gwizdkiem trafi³ Ole Gunnar Soelskjar. W ten sposób Bayern w zaledwie 120 sekund straci³ wydawa³o siê pewny czwarty Puchar Mistrzów, za¶ United zgarnêli to trofeum po raz drugi w historii. Ponadczasowy klasyk. Kto nie widzia³, ten dupa !

7. Pla¿owicze zawstydzili profesjonalistów
Czy mo¿na wygraæ du¿± imprezê sportow± bez ¿adnego przygotowania ? Bez tygodni ¿mudnych treningów, odpowiedniej selekcji zawodników, serii testów i sparingów ? Wydawaæ by siê mog³o, ¿e jest to zadanie z gatunku niemo¿liwych do zrealizowania. Jednak jednej dru¿ynie, ta sztuka siê uda³a. Podczas Euro 92, rozgrywanego na boiskach Szwecji, eksplodowa³ "Duñski Dynamit", który oczarowa³ i zadziwi³ ca³y pi³karski ¶wiata.
Sytuacja geopolityczna w Europie na pocz±tku lat 90-tych by³a niezwykle p³ynna. W wyniku upadku systemu komunistycznego, a w konsekwencji Zwi±zku Radzieckiego jak grzyby po deszczu zaczê³y powstawaæ nowe pañstwa.. Dok³adnie w tym samym czasie rozpocz±³ siê stopniowy i wyj±tkowo brutalny podzia³ Jugos³awii. Dru¿yna pi³karska tego ostatniego kraju zdoby³a awans do szwedzkich fina³ów. I zapewne wyst±pi³aby na mistrzostwach, gdyby nie sankcje na³o¿one przez ONZ po rozpoczêciu dzia³añ wojennych, które jednoznacznie zabrania³y rywalizacji w zawodach sportowych. UEFA nie mia³a wyboru. Jugos³awia zosta³a wykluczona, a jej miejsce zajê³a reprezentacja Danii. Duñczycy w eliminacjach grali dobrze, ale ostatecznie musieli uznaæ wy¿szo¶æ dru¿yny z Ba³kanów.
W³adze duñskiej federacji ucieszy³y siê z nominacji w trybie last-minute, ale jednocze¶nie mia³y powody do zmartwieñ. Pi³karze po ligowym sezonie wyjechali na zas³u¿one urlopy, a do rozpoczêcia turnieju pozostawa³o zaledwie kilkana¶cie dni. Có¿ by³o robiæ. Selekcjoner Richard Moller-Nielsen chwyci³ za telefon (stacjonarny, bo o komórkach nie by³o jeszcze mowy) i systematycznie ¶ci±ga³ do kraju kolejnych kadrowiczów. Ci bez ¿adnego wahania zamienili piaszczyste pla¿e na trawiaste boiska. Duñczycy zaczêli turniej od szczê¶liwego, bezbramkowego remisu z Angli±. W drugim meczu wyra¼nie przegrali ze Szwecj± (0:2). Na koniec fazy grupowej grali z faworyzowan± Francj± prowadzon± przez Michela Platiniego i eksperci jeszcze przed meczem "pakowali" Duñczykom walizki. Ale sta³ siê cud. Zawodnicy Moller-Nielsena pokonali Francuzów 2:1 i awansowali do pó³fina³u. Tam za rywala mieli obroñcê tytu³u, Holandiê i znów niewielu wierzy³o w mo¿liwo¶ci Duñczyków. A ci kolejny raz pokazali charakter i po rzutach karnych wyeliminowali Pomarañczowych. Bohaterem okrzykniêto spotkania okrzykniêto Peter Schmeichela, który obroni³ w serii jedenastek strza³ wielkiej gwiazdy europejskiego futbolu, Marco van Bastena.
W takiej sytuacji, Duñczycy nie mogli przegraæ fina³u z Niemcami. Niesieni dopingiem w³asnych fanów i wsparcie p³yn±cym z ca³ego ¶wiata, pewnie ograli urzêduj±cych Mistrzów ¦wiata demonstruj±c przy tym zabójcz± skuteczno¶æ w kontratakach. Na ulicach Kopenhagi, Odense, Aalborga i innych miast Danii wystrzeli³y szampany. Urlopowicze utarli nosa potentatom i stali siê ludowymi herosami.



6. NieRealne sukcesy
O Realu Madryt mo¿na powiedzieæ wiele rzeczy. I dobrych i z³ych. Przychylnych, a jeszcze czê¶ciej krytycznych. Bo hiszpañski gigant to klub, który z urzêdu musi budziæ emocje. Moje osobiste nastawienie do "Królewskich" jest raczej negatywne. Idee tworzenia zespo³u opartego na "galacticos" uwa¿am za g³upotê i krótkowzroczno¶æ, a pieni±dze wydane na ten cel za marnotrawstwo. Tym niemniej mam wielki szacunek do Realu, jako marki firmuj±cej najbardziej utytu³owany klub ¶wiata, którego dominacja przypad³a na drug± po³owê lat 50-tych. I co w tym wszystkim najzabawniejsze, u¿ywa³ do tego podobnych metod, jak jego wspó³czesny spadkobierca. Bez wzglêdu na koszty ¶ci±ga³ do siebie wybitnych graczy tamtego okresu.
Real z lat 50-tych by³ dru¿yn± kompletn±, wybitn±. W sk³adzie brylowali Di Stefano, Puskas, Gento, a nied³ugo pó¼niej do³±czy³ do nich Raymond Kopa. Z tak± armad± znakomitych, wszechstronnych techników Real seryjnie wygrywa³ Puchar Mistrzów (piêæ kolejnych zwyciêstw w latach 1956-1960). Szans w starciu z Hiszpanami nie mieli : dwukrotnie francuskie Stade Reims, Fiorentina, Milan, Eintracht Frankfurt. Potem by³o kilka kolejnych fina³ów i triumf w 1966 roku. Ten rok wyznacza tak¿e kres "Wielkiego Realu". Na kolejne zwyciêstwo w najbardziej presti¿owych klubowych rozgrywkach na Starym Kontynencie,  klubu z Madrytu musia³ czekaæ d³ugie 32 lata. Niestety, nowego Di Stefano czy Puskasa, kibice "Królewskich" jeszcze siê nie doczekali...



5. Mecz, którego nie by³o...
Rzadko siê zdarza, aby wydarzenie oko³opi³karskie sta³o siê wa¿niejsze ni¿ sam mecz. Szczególnie, je¶li jego stawk± jest tytu³, puchar, s³awa i masa pieniêdzy. Fina³ Pucharu Mistrzów w 1985 roku, w obliczu tragedii do jakiej dosz³o przed jego rozpoczêciem na brukselskim stadionie Heysel, by³ "z³em koniecznym". Musia³ siê odbyæ, bo w innym wypadku europejskiej federacji grozi³by ostracyzm ze strony telewizji i sponsorów. Pi³karze Juventusu i Liverpoolu rozegrali spotkanie, ale ich postawa i koñcowy wynik mia³y drugo-, je¶li nie trzeciorzêdne znaczenie.
Dramat rozegra³ siê na d³ugo przed pierwszym gwizdkiem. Kibice Liverpoolu zaatakowali fanów Juventusu. Nie by³o o to trudno. Stadion by³ s³abo zabezpieczony, a belgijskie s³u¿by nie radzi³y sobie z kontrol± t³umu. Angielscy chuliganie tak mocno natarli na W³ochów, ¿e ci z powodu braku mo¿liwo¶ci ucieczki zaczêli byæ tratowani i przygniatani. Ostateczny bilans to 39 ofiar ¶miertelnych i setki rannych. Wydarzenia na Heysel by³y wstrz±sem, który otworzy³ w³adzom pi³karskim i pañstwowym oczy na problem bezpieczeñstwa podczas imprez sportowych. W Anglii za spraw± Margaret Thatcher dosz³o do rewolucji w karaniu chuliganów, a tak¿e zmian w architekturze stadionów (tu wiele zmieni³o na lepsze po innej tragedii z udzia³em kibiców Liverpoolu, do której dosz³o w 1989 roku na stadionie Hillsbourough). ¦ladami Brytyjczyków pod±¿yli ludzie z kontynentu. Praktycznie nie ma ju¿ w Europie stadionu, który nie spe³nia³by nawet minimalnych standardów bezpieczeñstwa. I Bogu chwa³a ! Stadion zawsze powinien byæ miejscem, które kojarzy siê z rado¶ci±. Miejscem, gdzie przede wszystkim ka¿dy powinien czuæ siê bezpieczny.



4. Za szybcy, za pewni
Podczas pierwszych powojennych Mistrzostw ¦wiata (1950), Europê reprezentowa³o zaledwie sze¶æ dru¿yn. Nie by³o w¶ród nich Niemiec, które skazane zosta³y na izolacje, nie tylko polityczn±. Na kolejny turniej, RFN ju¿ nie zabrak³o. Co wiêcej, pi³karze Seppa Herbergera wygrali ca³± imprezê, choæ nikt nie dawa³ im wiêkszych szans w starciu z wêgiersk± "Z³ot± Jedenastk±" prowadzon± do boju przez najlepszego pi³karza ¶wiata, Ferenca Puskasa. Do konfrontacji obu ekip dosz³o ju¿ w fazie grupowej. Wêgrzy o¶mieszyli rywali wygrywaj±c a¿ 8:3. W sk³adzie Niemców gra³o jednak piêciu nominalnych rezerwowych, co by³o taktyczn± zagrywk± Herbergera. Trener RFN uzna³, ¿e posy³anie najsilniejszego sk³adu na rozpêdzonych Madziarów i tak nie gwarantuje sukcesu, dlatego odpu¶ci³ to spotkanie i skupi³ siê na kolejnych wyzwaniach. Okaza³o siê to przys³owiowym strza³em w "10". Niemcy jak burza przeszli przez kolejne fazy turnieju i w finale znów trafili na wêgierskich gwiazdorów. Po 8 minutach meczu w Bernie, reprezentacja naszych bratanków prowadzi³a 2:0 i zamiast d±¿yæ do strzelenia kolejnych goli - stanê³a. Niemcy szybko wyrównali i wszystko zaczê³o siê od pocz±tku. Wêgrzy pomimo przewagi szybko¶ci i umiejêtno¶ci technicznych nie byli w stanie jeszcze raz pokonaæ stoj±cego w niemieckiej bramce Toniego Turka. Za to Niemcy "uk³uli" w najbardziej odpowiednim momencie. Na sze¶æ minut przed koñcem, Helmut Rahn zaskoczy³ Grosicsa i zrobi³o siê 3:2 dla RFN. Pomimo huraganowych ataków ataków Wêgrów, rezultat ju¿ siê nie zmieni³. Mocno uderzy³o to w pewnych siebie reprezentantów ca³ego bloku wschodniego, którzy d³ugo po zakoñczeniu mistrzostw g³osili tezy, jakoby sukces Niemcy zawdziêczali ¶rodkom dopinguj±cym. Niemieckie gazety nada³y spotkaniu tytu³ "Cudu w Bernie". I zaiste by³o co¶ mistycznego i niezwyk³ego w tamtym sukcesie Zachodnich Niemiec. Bo patrz±c na sprawê ch³odno, zarówno z perspektywy lat 50-tych, jak i wspó³cze¶nie, Wêgrzy mieli tak kompletn± dru¿ynê, ¿e nie mieli prawa przegraæ...

3. Tajemnice XX wieku. By³ czy nie by³ ? - rekonstrukcja zdarzeñ
Osoby dramatu : Geoff Hurst - strzelec bramki, Gottfried Dienst - arbiter g³ówny, Tofik Bachramov - arbiter liniowy, Uwe Seller - pi³karz reprezentacji Niemiec

(Na wype³nionym stadionie Wembley trwa fina³ Mistrzostw ¦wiata w pi³ce no¿nej. Po 90 minutach jest 2:2. W dogrywce lepsze wra¿enie sprawiaj± Anglicy. Na zegarze 101 minuta)

Hurst : Alan ! Podaj do ¶rodka !

(Po dobiegniêciu do pi³ki na prawym skrzydle, Allan Ball posy³a do¶rodkowanie w pole karne)

Hurst (pod¶wiadomie) : Geoff, masz pi³kê. Musisz trafiæ do siatki. Musisz !

(Angielski napastnik przyjmuje, bierze szeroki zamach i uderza z ca³ych si³. Pi³ka odbija siê od wewnêtrznej strony poprzeczki i trafia w linie bramkow±)

Hurst: Jest ! Uda³o siê.

(Koledzy z dru¿yny unosz± rêce w ge¶cie triumfu, a Niemcy z pretensjami biegn± do arbitra g³ównego i liniowego, którzy przy linii bocznej konsultuj± decyzje)

Dienst : Tofik ! By³a bramka ?

Bachramov : Absolutnie tak ! Pi³ka zdecydowanie za lini±

Dienst : Czyli gol.

(Szwajcar gwi¿d¿e i wskazuje na ¶rodek boiska)

Seller : Jaka bramka ? Panie sêdzio, pi³ka spad³a na linii

Dienst : Proszê nie protestowaæ, bo bêdzie upomnienie.

Seller : Jasne. Oczywi¶cie. (obraca siê i krzyczy w kierunku Bachramova) Tak, czerwony zawsze za czerwonymi.

(Kilka minut pó¼niej Hurst ustala wynik meczu na 4:2. Ca³a Anglia szaleje z rado¶ci, a Hurst do spó³ki z Bachramovem s± bohaterami. Niemcy nie mog± pogodziæ siê z pora¿k± i po koñcowym gwizdku ostentacyjnie schodz± do szatni)

Mora³ historii jest taki, ¿e pomimo up³ywu prawie 50 lat nadal nie wiemy, czy tamten gol pad³, czy te¿ nie. Tajemnica fina³u angielskiego mundialu jest wiecznie ¿ywa. Czy na zawsze ? Kto wie, kto wie...
 
2. Gol i oszustwo stulecia
Pojedynki Anglii i Argentyny podczas Mistrzostw ¦wiata zawsze wzbudzaj± ogromne emocje. Szczególnie gor±co by³o w 1986 roku, kiedy na wielgachnym stadionie Azteca w Mexico City obie dru¿yny zmierzy³y siê w æwieræfinale. Wszystko przez fakt, i¿ zaledwie cztery lata wcze¶niej oba kraje toczy³y wojnê o sporne terytorium Falklandów (Malwinów). Meczy rozgrywany w tropikalnym upale mia³ jednego bohatera. By³ nim Diego Armando Maradona.
Argentyñski geniusz po raz pierwszy przypomnia³ siê kibicom w 51 minucie. Po ³adnym dryblingu zagra³ w pole karne, gdzie b³±d pope³ni³ jeden z angielskich obroñców, który kopn±³ wysoko pi³kê w stronê w³asnego bramkarza. Maradona wykorzysta³ sytuacje i wyskoczy³ do futbolówki razem z Peterem Shiltonem. Wykaza³ siê przy tym du¿ym sprytem, gdy¿ dotkn±³ pi³ki rêk± i skierowa³ j± w ten sposób do siatki. Sêdzia nie zareagowa³, dlatego Argentyñczycy mogli cieszyæ siê z prowadzenia. Kilka chwil pó¼niej by³o ju¿ po meczu. Maradona przej±³ pi³kê na ¶rodku boiska i ruszy³ z ni± przed siebie. Po miniêciu kilku rywali niczym slalomowych tyczek, po³o¿y³ tak¿e angielskiego golkipera i trafi³ do pustej bramki. "Goal of the Century" - tak zatytu³owa³ tê akcje i bramkê Emir Kusturica w filmie biograficznym o El Diego.
Ostatecznie Argentyna wygra³a 2:1, co otworzy³o jej drogê do pó³fina³u, fina³u i w konsekwencji ostatecznego triumfu. By³ to szczytowy moment w karierze Maradony, który dla jednych by³ geniuszem, dla innych - zwyk³ym oszustem. Takie dwubiegunowe my¶lenie o obecnie 51-letnim Maradonie nadal ma racje bytu. A ju¿ szczególnie w Anglii.



1. Cisza na Maracanie
Reprezentacja Brazylia ma na swoim koncie piêæ tytu³ów Mistrza ¦wiata i jest samodzielnym liderem tabeli wszech czasów. Aczkolwiek trzeba przypomnieæ, ¿e na pierwsz± wygran± pi³karze z Kraju Kawy czekali do 1958 roku. Okazja do sukcesu nr. 1 nadarzy³a siê jednak ju¿ osiem lat wcze¶niej. Wtedy Brazylijczycy grali w ojczy¼nie i wraz z Anglikami wydawali siê naturalnymi faworytami. Do ostatniego dnia turnieju wszystko uk³ada³o siê po my¶li Canarinhos. Kroczyli od zwyciêstwa do zwyciêstwa i w decyduj±cym meczu (nie by³o stricte fina³u, gdy¿ runda fina³owa rozgrywana by³a wed³ug systemu ligowego) przeciwko Urugwajowi mieli pewnie wygraæ i uradowaæ ca³y naród.
16 lipca 1950 roku Maracana wype³ni³a siê po brzegi. Oko³o 200 tysiêcy widzów ¶ledzi³o starcie z Urusami. Pocz±tkowo wszystko uk³ada³o siê po my¶li gospodarzy. Gol Friancy z 47 minuty da³ Brazylii prowadzenie. 20 minut pó¼niej wyrówna³ Schiaffino i zaczê³y siê schody dla faworyta. Urugwajczycy jeszcze mocniej przycisnêli i wreszcie dopiêli swego. W 79 minucie trafi³ Ghiggia, a jego ambitni koledzy z obrony przetrzymali napór zdeterminowanych Brazylijczyków, który tak naprawdê wystarcza³ remis. Wreszcie sêdzia Reader z Anglii zagwizda³ po raz ostatni. Maracana zamilk³a, a wraz z ni± ca³y naród skupiony przy odbiornikach radiowych. Tak dla Brazylijczyków wygl±da³ prawdziwy koniec ¶wiata...

23:28, flisak1900
Link Dodaj komentarz »
poniedzia³ek, 05 wrze¶nia 2011
Program na licencji - 50 niezapomnianych chwil futbolu (czê¶æ 3 i jeszcze nie ostatnia)

Muszê przyznaæ to otwarcie. Zadanie, które sobie postawi³em trochê mnie przeros³o. Naiwnie my¶la³em, ¿e w ci±gu jednego tygodnia, a maksymalnie dwóch bez wiêkszych problemów napiszê kilkana¶cie krótkich tekstów o tak dobrze mi znanych wydarzeniach. O tym jak ogromnie siê myli³em, dowiedzia³em siê w minionym tygodniu. W ci±gu 7 dni napisa³em zaledwie ... 10 tekstów. Czê¶ciowo karb winy za to mogê zwaliæ na upaln± koñcówkê lata, k³opoty techniczne Telekomunikacji Polskiej, nawa³ imprez sportowych transmitowanych przez TV, Johna Nicholsa, który napisa³ ¶wietn± "Fasolow± Wojnê" i kilka innych, pomniejszych spraw. Z tego powodu cykl moich gawêdziarsko-nudziarskich wspomnieñ pi³karskich cudownie siê rozmno¿y³. 50 niezapomnianych chwil futbolu, czê¶æ 3. Ca³y czas nie ostatnia. Zapraszam !

19. Wielka Barcelona nr. 1
FC Barcelona zawsze by³a klubem , który otacza³ specjalny klimat. Ze wzglêdu na widowiskowy sposób gry, a tak¿e (lub mo¿e przede wszystkim) ze wzglêdu na status najbardziej szykanowanego klubu w Hiszpanii. Za rz±dów genera³a Franco, Barca nie tyle istnia³a, co walczy³a o istnienie. Dyktator zwalczaj±cy ka¿dy przejaw autonomiczno¶ci nienawidzi³ Kataloñczyków. Przy okazji by³ kibicem Realu Madryt, wiêc i klub z Camp Nou si³± rzeczy te¿ nie nale¿a³ do jego ulubionych. W ostatnich latach etos Barcelony nieco siê zmieni³. Blaugrana sta³a siê ogromnym przedsiêbiorstwem rozrywkowo-medialnym, którego jedynym chwalebnym dzia³anie jest ci±g³e opieranie sk³adu na wychowankach. Oczywi¶cie, nie jestem ¶lepy i dostrzegam fakt, i¿ futbol prezentowany przez tê dru¿ynê jest dopracowany do perfekcji i ociera siê momentami o idea³. Z drugiej jednak strony mêczy mnie i wpienia ci±g³e s³uchanie/czytanie/ogl±danie nag³ówków w rodzaju : "Kosmiczna Barca", "Messiasz", "Najlepsze dru¿yna Wszech¶wiata". Nie mówi±c o tym, ¿e szlag mnie trafia, gdy rozmawiaj±c z nowo objawionym kibicem Barcelony pytam : Kiedy po raz pierwszy jego klub zdoby³ Puchar Mistrzów ? A ten mi odpowiada : W 2006 roku. A gdzie do k**** nêdzy rok 1992 i triumf nad Sampdori±, pytam siê. Eeee, yyyy, uuuu - taki niezrozumia³y ci±g samog³osek dostaje w zamian.
A prawda jest taka, ¿e od tamtej dru¿yny FCB - racjonalnie zbudowanej i uporz±dkowanie, z³o¿onej z wielkich gwiazd, pozbawionych elementu glamour - wszystko siê zaczyna. W bramce Andoni Zubbizarreta. W obronie Koeman. W pomocy Bakero, Guardiola i Michael Laudrup. I ten atak z Julio Salinasem i niepokornym Christo Stoiczkowem. Nie zapominam te¿ o g³ównym strategu, który prowadzi³ tê pi³karsk± armiê do walki. By³ nim w koñcu nie kto inny, tylko Johan Cruyff. W finale na stadionie Wembley, Barca d³ugo mêczy³a siê z Sampdori±, ale po potê¿nym rzucie wolnym Ronalda Koemana (nazywanym pieszczotliwie ... "¦wink±") wygra³a 1:0 i otworzy³a szafê na kolejne Puchary Mistrzów, które trafi³y do klubowej gabloty ju¿ w XXI wieku.
Dlatego drogi kibicu Barcelony, zanim z podniecenia po golu Villi czy Messiego spadn± ci gacie, u¶wiadom sobie, ¿e bez tamtej dru¿yny z 1992 roku i kolejnych (w tym niedocenianej ekipy Van Gaala z lat 1997-2000) obecnych sukcesów twoich "megagigantycznokosmicznych" pupili zapewne by nie by³o...

18. Wytrych doskona³y
Pisz±c jakikolwiek tekst zwracaj uwagê na to, CO chcesz przekazaæ czytelnikowi - tak móg³by zaczynaæ siê pierwszy lepszy podrêcznik dla przysz³ych dziennikarzy i ludzi, których narzêdziem pracy jest (a w³a¶ciwie bêdzie) s³owo pisane. Jak brzmia³oby natomiast drugie zdanie takiego opracowania ? Mo¿e w ten sposób - Nie zapominaj jednak, ¿e nawet najbardziej dok³adne na¶wietlenie sprawy, tematu, osoby nie zwalnia ciê z zapewnienia odbiorcy atrakcyjnego opakowania, czyli elementu JAK.
W mojej dotychczasowej - du¿e s³owo - pracy, stara³em siê trzymaæ tych dwóch pytaj±cych elementów - CO i JAK. Z jednej strony dok³adnie przedstawia³em sprawê, z drugiej stara³em siê sprawiæ, za pomoc± zabiegów formalnych, by dana historia poch³onê³a, zaczarowa³a czytelnika. Szczególnie pomocne w osi±gniêciu tego celu s± cytaty. W koñcu, po co siliæ siê na z³o¿one, abstrakcyjne, intryguj±ce metafory, skoro ju¿ wcze¶niej kto¶ powiedzia³ co¶ pro¶ciej trafiaj±c przy tym w sedno sprawy. Dla mnie cytatem wszech czasów, poza kategoriami s± s³owa legendarnego trenera Liverpoolu, Billa Shankly'ego : "Niektórzy s±dz±, ¿e pi³ka no¿na to sprawa ¿ycia i ¶mierci... Mogê was zapewniæ, ¿e to co¶ zdecydowanie powa¿niejszego." (Sunday Times, 1981)
Niby pod wzglêdem gramatycznym nic specjalnego, a pomimo up³ywu lat si³a ra¿enia nadal taka sama. I mo¿e w³a¶nie dlatego w niemal ka¿dej powa¿niejszej pracy dotycz±cej pi³ki no¿nej , któr± pisa³em na studiach musia³em z automatu umie¶ciæ ten cytat. Gdybym tego nie zrobi³, pewnie mia³bym po nocach zgryzoty. A tak nie do¶æ, ¿e by³em spokojny, zawsze zadowolony z oceny, to jeszcze pozwoli³em kolportowaæ dalej niezapomniane przes³anie Wielkiego menad¿era "The Reds".



17. Niechlubny gest
"Ma³¿eñstwo" sportu z polityk±, nigdy nie koñczy³o siê dobrze. Politycy bazuj±c na ogromnej popularno¶ci sportowych widowisk wykorzystywali je do w³asnych, czêsto ma³o wznios³ych celów. Na przyk³ad szerzenia szowinizmu, rasizmu czy innych destrukcyjnych ideologii. Szczególnie obrzydliwie wygl±da³o to w przededniu II wojny ¶wiatowej. Dobitnie ¶wiadczy³y o tym Igrzyska Olimpijskie w Berlinie i M¦ 1938 we Francji. Kilka tygodni przed drug± z tych imprez dosz³o do skandalicznego zachowania, którego bohaterami zostali pi³karze reprezentacji Anglii.
Synowie Albionu, zbyt dumni na grê w przedwojennych mundialach, rozgrywali sporo spotkañ towarzyskich. W maju 1938 roku (dwa miesi±ce po Anschlussie Austrii) grali w Berlinie sparing z zespo³em III Rzeszy. Anglicy otrzymali od swoich prze³o¿onych polecenie, aby podobnie jak Niemcy wykonaæ salut rzymski w kierunku lo¿y honorowej, gdzie zasiada³y nazistowskie szychy - Goebbels, Hess i Ribbentropp. Pos³uszni pi³karze bez oporów, jak jeden m±¿ wykonali gest, czym niechlubnie zapisali siê na kartach historii. Nie tylko pi³karskiej. Zreszt± nie by³ to pierwszy incydent tego typu. Dwa lata wcze¶niej nad londyñskim stadionem White Hart Lane w czasie meczu Anglia - III Rzesza wisia³a jedynie flaga ze swastyk±.
Patrz±c z perspektywy czasu jedynym s³owem, jakie ci¶nie siê na usta jest - obrzydliwo¶æ. Kiedy jednak postawimy siê w sytuacji ludzi ¿yj±cych w tamtych czasach, a Anglików szczególnie mo¿emy zrozumieæ motywacje ich czynów. W koñcu lepiej wykonaæ g³upi ruch rêk± (a nawet oddaæ Rzeszy "nic nie wart±" czê¶æ Czechos³owacji), byle tylko udobruchaæ europejskie imperium militarne. Jak wiadomo, strach zawsze by³ si³±, która odrzuca³a w cieñ wszelkie wznios³e idea³y i zwyk³± przyzwoito¶æ.



16. Kwiat m³odzie¿y z Amsterdamu
Z tytu³u tego punktu mo¿e mi siê dostaæ bura po³±czona z pos±dzeniem o uprawianie prywaty. Dlatego z góry proszê o wyrozumia³o¶æ i zrozumienie moich racji. Zreszt±, dlaczego siê t³umaczê ? Ajax Amsterdam ma sta³e miejsce w historii futbolu. Czy to siê komu¶ podoba, czy te¿ nie. W 1992 roku skoñczy³y sie czasy romantycznej pi³ki no¿nej. Wraz z powstaniem Ligi Mistrzów, futbol zosta³ przechwycony przez macki nieskrêpowanej komercjalizacji i rzucony na szerokie wody. Kiedy na dodatek wesz³o tzw. Prawo Bosmana (pi³karz po zakoñczeniu kontraktu móg³ trafiæ bez sumy odstêpnego do dowolnie wybranego klubu) niewielu spodziewa³o siê, ¿e na szczyty mo¿e wej¶æ dru¿yna zbudowana w oparciu o nastoletnich wychowanków w³asnej szkó³ki i kilku anonimowych zagranicznych graczy. A jednak ta sztuka siê uda³a. Sezon 1994/1995 w Europie zdominowa³ Ajax Amsterdam. Dru¿yna prowadzona przez szalenie ambitnego, choæ szeroko nieznanego Louisa van Gaala w drodze do wiedeñskiego fina³u z Milanem, nie przegra³a ¿adnego spotkania ! W zespole brylowali Litmanen, Rijkaard, Blind, Finidi George i ca³a grupa zdolnych nastolatków wychowanych w szkó³ce Voorland - Davids (22 lata), Seedorf (19 lat), bracia de Boer (po 25 lat), van der Sar (25 lat) i przede wszystkim Patrick Kluivert (19 lat).
W finale Ajaksowi nie sz³o zbyt dobrze, ale wystarczy³a jedna chwila nieuwagi obroñców rossonerrich, aby Patrick Kluivert wpisa³ sie na listê strzelców. Czwarty Puchar Mistrzów polecia³ do Holandii i by³ to mi³y pocz±tek koñca ostatniej wielkiej dru¿yny Ajaksu. Rok pó¼niej w finale lepszy okaza³ siê Juventus. W 1997 roku ta sama dru¿yna w pó³finale kolejny raz pozbawi³a z³udzeñ podopiecznych van Gaala. A potem ? Potem by³o ju¿ praktycznie tylko gorzej, na co wp³yw mia³a stopniowo postêpuj±ca wyprzeda¿ czo³owych graczy. Ale jeszcze przyjdzie taki dzieñ, mo¿e nie za rok, dwa czy dziesiêæ lat, kiedy Ajax wróci na szczyt europejskiej pi³ki. Praca u podstaw (czytaj: wci±¿ dobrze prosperuj±ca szkó³ka), zawsze w d³u¿szej perspektywie przynosi³a owoce.   

15. Tamten londyñski wieczór
Zwyciêski remis. Pozornie zwi±zek dwóch niepasuj±cych do siebie wyrazów, który dla wszystkich Polaków (zarówno mê¿czyzn i kobiet, homo i hetero, bogatych i biednych) ma niezwykle pozytywne konotacje. Chyba nie ma osoby, która nie s³ysza³a o meczu Anglia-Polska w 1973 roku na Wembley, zakoñczonym remisem 1:1 po golach Jana Domarskiego i Allana Clarke'a. Tamto spotkanie jest pi³karskim evergreenem i jeszcze d³ugo nim pozostanie. Szczególnie, ¿e na angielskiej ziemi reprezentacja Polski jeszcze nie wygra³a i d³ugo pewnie nie wygra.
Muszê przyznaæ, ¿e po przeanalizowaniu pewnych faktów, dopiero teraz u¶wiadomi³em sobie wagê bramki Domarskiego, która sama w sobie nie by³a zbyt piêkna. Ot mocny strza³ z dystansu po kontrze, który w du¿ej mierze znalaz³ siê w siatce za spraw± fatalnej interwencji Shiltona. Otó¿, gdyby tego trafienia nie by³o, Polska pi³ka nie mia³aby swojego "z³otego wieku" okraszonego udzia³em w czterech kolejnych mundialach, dwukrotnie zakoñczonych na podium. Z kolei patrz±c z perspektywy Anglików, remis z Polsk± zakoñczy³ pewn± erê (zwolnienie selekcjonera Alfa Ramseya, który 9 lat wcze¶niej doprowadzi³ dru¿ynê do tytu³u Mistrza ¦wiata) i rozpocz±³ now±, niezbyt udan±(brak awansu na wielkie imprezy pi³karskie do 1980 roku pod kuratel± wzbudzaj±cego kontrowersje Dona Reviego, jak siê pó¼niej okaza³o zamieszanego w ustawianie spotkañ za czasów pracy w Leeds United).
Dlatego pomimo momentami ¿artobliwego traktowania tamtego sukcesu i czasem przesadzonego uwypuklania i rozpamiêtywania, trzeba oddaæ sprawiedliwo¶æ dru¿ynie Górskiego, w tym strzelcowi tego najwa¿niejszego gola. Bez "zwyciêskiego remisu" dzieje nie tylko polskiej pi³ki by³yby znacznie ubo¿sze. 

14. Odszed³ za wcze¶nie
¦mieræ ka¿dego cz³owieka to tragedia. Szczególnie bolesne jest, kiedy dotyczy osoby m³odej, pe³nej ¿ycia odchodz±cej do wieczno¶ci nagle, z nie do koñca wyja¶nionych powodów. W ostatnich 10 latach kilkukrotnie ¦mieræ odwiedzi³a stadiony pi³karskie i zebra³a swoje ¿niwo. Marc-Vivian Foe, Antonio Puerta, Miklosz Feher. Ca³a trójka zmar³a na boisku w okoliczno¶ciach, które trudno wymazaæ z pamiêci. Dla mnie najbardziej bolesne by³o odej¶cie tego ostatniego.
Feher by³ w Benfice Lizbona typowym jokerem. Wchodz±c na zmiany w koñcówkach spotkañ, Wêgier dostarcza³ ¶wie¿e si³y formacji ofensywnej SLB. Podczas spotkania z Vitori± Guimeraes tak¿e pojawi³ siê na placu gry w drugiej po³owie meczu. Tu¿ przed jego zakoñczeniem po faulu na zawodniku gospodarzy otrzyma³ ¿ó³t± kartkê. U¶miechn±³ siê, przeszed³ kilka kroków i bezw³adnie upad³ na murawê. S³u¿by medyczne od razu rozpoczê³y reanimacje. Bez skutku. Po przewiezieniu do szpitala, Feher zmar³ maj±c zaledwie 24 lata. Pomimo, ¿e nie by³ wybitnym graczem wspomnienia o nim i jego tragicznym losie przetrwaj± w ¶wiadomo¶ci kibiców przez d³ugie lata.
R.I.P Miklosz !

13. Brutalny jak Schumacher
W plebiscycie na najbardziej lubian± nacje Europy, Niemcy raczej nie byliby uznawani za faworytów. Szczególnie, ¿e maj± wielu "s±siadów", którzy oglêdnie mówi±c, czym jak czym, ale sympati± do mieszkañców RFN specjalnie nie pa³aj±. Bardzo dobrze jest to widoczne w Polsce, Holandii, Austrii. Nieco mniej w Czechach i Szwajcarii. Z Francj± natomiast jest pewien problem. Pomiêdzy zwyk³ymi mieszkañcami stopieñ za¿y³o¶ci jest zdecydowanie mniejszy ni¿ w przypadku polityków (o czym najlepiej ¶wiadcz± regularne ostatnio kolacyjki And¿eli M. i Miko³aja S.). Natomiast jest pewien Niemiec, który po dzi¶ dzieñ cieszy siê we Francji z³± s³aw±. Tym kim¶ jest Harald Schumacher.
Bramkarz reprezentacji Niemiec podczas M¦ 1982 roku broni³ znakomicie. Zapamiêtany zosta³ jednak z zupe³nie innego powodu po zakoñczeniu imprezy. Ca³y ¶wiat znienawidzi³ Schumachera, kiedy w drugiej po³owie pó³fina³u RFN-Francja brutalnie sfaulowa³ Patricka Battisona. Rozpêdzony Niemiec bez pardonu z ogromnym impetem wpad³ na napastnika Trójkolorowych i mocno go uszkodzi³. Francuz straci³ przytomno¶æ i trzy zêby. Na domiar z³ego w szpitalu okaza³o siê, ¿e ma z³aman± szczêkê. Dziwne w tej sytuacji by³o to, ¿e sêdzia nie tylko nie ukara³ Schumachera ¿ó³t± czy czerwon± kartkê, lecz w ogóle nie podyktowa³ rzutu karnego ! Ostatecznie RFN wygra³o mecz w rzutach karnych, a niechlubny bohaterem wspominanego pó³fina³u wygra³ francuski plebiscyt na najbardziej nielubianego Niemca wyprzedzaj±c samego Hitlera. Ale czy mog³o byæ inaczej, po tym co zrobi³ ?

12. Mundial w szachownicê
Przed ka¿dym turniejem pi³karskim eksperci, dziennikarze i kibice próbuj± typowaæ faworytów, outsiderów, zawodników zdolnych do siêgniêcia po tytu³ króla strzelców, a tak¿e tzw. czarnego konia, czyli zespó³ gotowy sprawiæ niespodziankê. Przed Mistrzostwami ¦wiata w 1998 roku, niewielu stawia³o, ¿e to Chorwaci przyjm± tê ostatni± rolê. Zdecydowanie czê¶ciej w kontek¶cie ewentualnej rewelacji imprezy wymienia³o siê Jugos³awiê, Danie, Rumunie, Nigeriê czy Meksyk. Jednak to w³a¶nie podopieczni Miroslava Bla¿evicia zadziwili ¶wiat i ostatecznie zajêli trzecie miejsce.
Pocz±tek rozgrywek by³ dla Hrvatskiej niezwykle przyjemny. Trafiaj±c do grupy z Argentyn±, Jamajk± i Japoni±, wstydem by³by brak awansu do dalszych gier. W 1/8 fina³u minimalnie pokonali zawsze gro¼nych Rumunów. Dziêki temu w æwieræfinale los skojarzy³ ich z reprezentacj± Niemiec. Mecz ten jest klasyczn± pozycj± dla koneserów gatunku przynajmniej z dwóch powodów - wysokiego wyniku i  symbolicznego koñca pewnego zas³u¿onego pokolenia niemieckich pi³karzy. Chorwaci wygrali 3:0 po golach Jarniego, Vlaovicia i Sukera. W ten sposób na sportow±-reprezentacyjn± emeryturê wys³ali Lotthara Matteusa, Andreasa Kopke, Jurgena Klinsmanna i Jurgena Kohlera, a w trenerski niebyt - Bertiego Vogsta. W pó³finale Chorwacja nie da³a rady reprezentacji Francji, w której prawdziwy "dzieñ konia" zaliczy³ Lilian Thuram (strzeli³ dwa gole, jedyne w swojej reprezentacyjnej karierze). Za to w meczu o trzecie miejsce nie pozostawi³a z³udzeñ Holendrom wygrywaj±c 2:1. Do sukcesu dru¿ynowego, jakim niew±tpliwie by³o miejsce na pudle, lider kadry Davor Suker do³o¿y³ tytu³ króla strzelców.
Sukces Chorwacji na francuskim mundialu zapocz±tkowa³ du¿y rozwój pi³ki w tym kraju, który jeszcze kilka lat wcze¶niej liza³ wojenne rany. Kluby takie jak Dynamo Zagrzeb czy Hajduk Split regularnie (i z dobrymi wynikami) zaczê³y graæ w Europie, a wielu reprezentantów Chorwacji gra w najlepszych dru¿ynach ¶wiata i ich warto¶æ siêga niewyobra¿alnych kwot. Czêsto jeden chorwacki gracz jest wart wiêcej ni¿ kilku czo³owych polskich zawodników razem wziêtych. Dowód ? Proszê bardzo. Tylko Luka Modriæ z Tottenhamu wed³ug ekspertów jest wyceniany na 40 milionów euro. I co... Zatkao kakao !?
 
11. Zabójczy-samobójczy gol
Kolumbijczycy jechali na Mistrzostwa ¦wiata 1994 roku jako najlepsza, obok Brazylii, dru¿yna Ameryki Po³udniowej. Oczekiwania wobec trenera Francisco Maturany i jego pi³karzy w ogarniêtym zamieszkami kraju by³y ogromne. Niestety, Kolumbijczycy im nie sprostali. Po dwóch pora¿kach (z Rumuni± i USA), zwyciêstwo nad s³abiutk± Szwajcari± nic nie zmieni³o. Przedwczesny powrót do Bogoty sta³ siê faktem. Na kolumbijskich pi³karzy spad³a lawina krytyki. Szczególnie mocno dosta³o siê Andresowi Escobarowi, ¶rodkowemu obroñcy, który w meczu z USA zdoby³ bramkê samobójcz±. Jedyn± w swojej karierze i jak siê pó¼niej okaza³o ostatni±. 10 dni po feralnym spotkaniu, Escobar pojecha³ do restauracji na obrze¿ach rodzinnego Medellin, gdzie chcia³ odreagowaæ i stan±æ twarz± w twarz z rozgoryczonymi kibicami. Niestety dla niego wieczór zakoñczy³ siê tragicznie. Do siedz±cego w samochodzie Escobara podszed³ nieznany mê¿czyzna i sze¶cioma strza³ami z rewolweru zabi³ pi³karza, krzycz±c po ka¿dym strzale : gol, gol, gol !
W filmie dokumentalny "Dwóch Escobarów", który jest nie-sa-mo-wi-ty swoj± drog±, pojawi³a siê teoria, ¿e do ¶mierci Andresa Escobara nie dosz³oby, gdyby ¿y³ Pablo Escobar (zbie¿no¶æ nazwisk przypadkowa). Ten potê¿ny boss kartelu narkotykowego z Medellin, znany z zami³owania do pi³ki no¿nej, zosta³ zabity pó³ roku wcze¶niej, co wywo³a³o rozproszenie ca³ego tamtejszego ¶wiadka przestêpczego i jego zdziczenie. Domoro¶li szefowie - wyrastaj±cych jak grzyby po deszczu - gangów nie trzymali siê wyznaczonych przez lata zasad i st±d morderstwo pi³karza, który móg³ zostaæ gwiazda ¶wiatowej pi³ki. Podobno jeszcze przed M¦ by³ dogadany z Milanem, gdzie mia³by zapewnione miejsce w podstawowym sk³adzie. A tak zosta³ jedynie kolejn± ofiar± splamionej litrami krwi kolumbijskiej ziemi.

18:50, flisak1900
Link Dodaj komentarz »
pi±tek, 26 sierpnia 2011
Program na licencji - 50 niezapomnianych chwil futbolu (czê¶æ 2)

Obieca³em, wiêc s³owa dotrzymuje. Drugi, nieco krótszy od poprzedniego odcinek, ale nie mniej fascynuj±cy/nudny (wybór i ocenê pozostawiam Wam). 50 niezapomnianych chwil futbolu, czê¶æ 2. Zapraszam !

29. Sir Alex-wieczny-Ferguson
W tym punkcie nie bêdê siê m±drzy³ i rozwodzi³, bo o klasie jego bohatera ¶wiadcz± liczby. 25 lat pracy w jednym klubie, a w tym czasie - dwa zwyciêstwa w Lidze Mistrzów, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy, Puchar Interkontynentalny, Klubowe Mistrzostwo ¦wiata. Na krajowym podwórku - 12 tytu³ów mistrza Anglii, 5 Pucharów Anglii, 4 wygrane w Pucharze Ligi, 10 razy Tarcza Dobroczynno¶ci. Sir Aleksie ¿yczê jeszcze wielu lat pracy i sukcesów. I niech doci±gnie Pan do 80-tki (¿ona Kathy na pewno o to zadba).

A co ! Niech bêdzie przynajmniej jeden constans w tym wiecznie zmieniaj±cym siê futbolowym ¶wiecie.

28. Gest dla frajerów ?
Pojêcie fair play, w ¶wiecie pi³ki no¿nej, a tak¿e sportu w ogóle, mocno siê zdewaluowa³o. Z boiska wieje coraz wiêkszym chamstwem i d±¿eniem do okre¶lonego celu za cenê oszustwa. Szczytne idee sprzed lat s± coraz czê¶ciej krytykowane, za¶ w niektórych krêgach odsy³ane nawet do lamusa. Tak jest, chocia¿by z tzw. Gestem Garrinchy. W 1960 roku podczas meczu Botafogo-Flamengo, wybitny technik ruszy³ samotnie na bramkê przeciwnika. Kiedy spostrzeg³ kontuzjowanego rywala zatrzyma³ siê i wybi³ pi³kê na aut. Po zniesieniu z boiska kontuzjowanego pi³karza, przeciwnicy oddali pi³kê dru¿ynie Garrinchy. W ten sposób narodzi³ siê znany na ca³ym ¶wiecie zwyczaj d¿entelmeñskiego zachowania w momencie, kiedy na murawie le¿y kontuzjowany zawodnik.
Niestety od czasów Garrinchy futbol mocno siê zmieni³, a sam gest coraz czê¶ciej wykorzystywany jest niezgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem. W koñcu ile¿ to razy widzieli¶my zwijaj±cych siê z bólu pi³karzy, którzy po wybiciu pi³ki przez przeciwnika poza boisko, nagle wstawali z murawy niczym Zmartwychwsta³y. Gest Garrinchy sta³ siê narzêdziem dla boiskowych oszustów i symulantów pragn±cych wykorzystaæ szlachetn± zasadê do osi±gniêcia partykularnych celów.
Na ³amach blogów i polskiej prasy znalaz³em opinie, ¿e Gest Garrinchy jest "gestem frajerów". Osobi¶cie uwa¿am to za nadu¿ycie. Szlachetno¶æ i uczciwo¶æ nie s± cechami frajerów. "Frajerami" s± ci, którzy wykorzystuj± gest i obni¿aj± jego znaczenie. Dlatego zamiast krytykowaæ ca³a idee, potêpiajmy jedynie ludzi, którzy j± wypaczaj±.



27. OM ¶wiête, OM przeklête
Ranking moich preferencji kibicowskich (zagranicznych) jest niezwykle przejrzysty. Absolutny numer 1 to Ajax. Potem d³ugo, d³ugo nic i Glasgow Rangers. Dalej Olympique Marsylia, Roma i Arsenal. Ale ¿eby nie by³o niedomówieñ - z tymi klubami jedynie sympatyzuje. A ju¿ z Marsyli± szczególnie...
Klub z po³udnia Francji ceniê za jego sukcesy na pocz±tku lat 90-tych. Sukcesy, których nie powstydzi³yby siê najlepsze kluby Europy. Najwiêkszy z nast±pi³ w 1993 roku, kiedy OM wygra³o pierwsz± edycje Ligi Mistrzów. Zespó³, który zdoby³ ten tytu³ by³ kopalni± talentów. Boksiæ, Voller, Abedi Pele, Waddle, Deschamps, Desailly - i tak dalej, i tym podobne. Marsylczycy prezentowali futbol ofensywny i mi³y dla oka. Taki, który pamiêta³oby siê latami. Ale...
Niestety, w ¶wiadomo¶ci kibiców, Olympique Marsylia przede wszystkim kojarzy siê z korupcj± i dwuznacznymi dzia³aniami pozaboiskowymi. We wspomnianym 1993 roku klub zosta³ zdegradowany za dzia³ania korupcyjne, a dziennikarze publikowali listy spotkañ w które na podejrzane sposoby ingerowali dzia³acze Marsylii (np. mecz z Lechem Poznañ w PM, kiedy kilku pi³karzy Kolejorza mia³o zostaæ podtrutych nie¶wie¿ym sokiem pomarañczowym). Po latach pojawi³y siê te¿ kontrowersje wokó³ kwestii czysto¶ci dopingowej pi³karzy OM. Frank Edyllie, który gra³ w Marsylii w pamiêtnym 1993 roku napisa³ w biografii i potwierdza³ na ³amach prasy, ¿e przed fina³em w Monachium, on i jego koledzy otrzymali tajemnicze zastrzyki.
Pomimo tej z³ej s³awy, OM zawsze bêdzie - przynajmniej dla mnie - wielkim klubem. Choæ trzeba przyznaæ, ¿e móg³ byæ jeszcze wiêkszym...  

26. Du the Dudek or Grobbelaar
Polacy cierpi± na brak sportowych herosów. Ka¿dy wiêkszy sukces polskiego sportowca sprawia, ¿e naród g³upieje. Ma³ysz, Kubica, Radwañska w innym kraju byliby jednymi z wielu. U nas s± traktowani jak tytani nios±cy w ¶wiat kaganek z szowinistycznym napisem : Wielka Polska. Ka¿dy ich sukces jest wyolbrzymiany, przeceniany, za¶ pora¿ki traktuje siê w kategoriach narodowej klêski i debatuje nad nim nie mniej zaciekle ni¿ nad projektem przysz³orocznego bud¿etu.
W 2005 roku bohaterem Polski by³ Jerzy Dudek. Bramkarz zosta³ bohaterem fina³u Ligi Mistrzów, kiedy w barwach Liverpoolu pokona³ Milan. Na dodatek w rzutach karnych, gdzie Polak wykaza³ siê nie lada przebieg³o¶ci±. Za pomoc± s³ynnego "Dudek dance" zdekoncentrowa³ wiêkszo¶æ graczy Milanu, którzy nie trafiali w bramkê, b±d¼ psuli swoje uderzenia u³atwiaj±c interwencje Dudkowi. Co ciekawe te wygibasy w bramce podczas karnych nie by³y autorskim pomys³em Dudka. 21 lat przed fina³em w Stambule podobnie zachowywa³ siê w bramce Liverpoolu, Bruce Grobbelaar. Golkiper z Zimbabwe tak rozproszy³ swoim tañcem gracza Romy, Francesca Grazianiego, ¿e ten przestrzeli³ i da³ tym samym Liverpoolowi kolejny Puchar Mistrzów.
W ka¿dym razie wracaj±c do Dudka, jako jeden z niewielu polskich sportowców odniós³ wielki sukces i po¿ytecznie go skonsumowa³, pozostaj±c przy tym normalnym, porz±dnym cz³owiekiem. Zosta³ w koñcu pi³karzem Realu Madryt (mniejsza, ¿e pe³ni³ tam tylko rolê maskotki) i niejednokrotnie pomaga³ w szczytnych akcjach charytatywnych (np. "Szlachetna Paczka"). Niedawno pi³karz og³osi³ zawieszenie kariery (a pewnie de facto jej zakoñczenie) i wydaje siê, ¿e nie bêdzie mia³ czasu na nudê. Pogra w golfa, zacznie kurs trenerski, wychowa dzieci, a w wolnych chwilach przy kominku i szklaneczce dobrego alkoholu pos³ucha piosenki o swoich wyczynach i przypomni sobie te wszystkie znakomite lata kariery.

25. Naro¿nik im. W³odzimierz Smolarka
Dla 23 reprezentacji narodowych bior±cych udzia³ w mundialu 1982 roku, turniej ten mia³ wy³±cznie wymiar sportowy. Dla dru¿yny numer 24, reprezentacji Polski zmagania w Hiszpanii by³y okazj± do sprawienia rodakom odrobiny rado¶ci i dania nadziei, o któr± by³o tak trudno zaledwie pó³ roku po og³oszeniu stanu wojennego. Pocz±tek turnieju by³ toporny w wykonaniu bia³o-czerwonych. O ile bezbramkowy remis z W³ochami uznano za sukces, tak ten sam wynik z Kamerunem by³ traktowany jako klêska. Trzeci mecz grupowy z Peru te¿ nie przebiega³ po my¶li pi³karzy prowadzonych przez Antoniego Piechniczka. Do przerwy by³o 0:0, co mog³o nie wystarczyæ do awansu. Po zmianie stron nast±pi³o niespodziewane odrodzenie. Polacy strzelili piêæ bramek, stracili tylko jedn± i z pierwszego miejsca awansowali do drugiej fazy turnieju. Tam nast±pi³ prze³omowy mecz z Belgi± wygrany 3:0 po hat-tricku Boñka. Nie mniej wa¿ny by³ mecz z ZSRR. Wystarczy³o w nim zremisowaæ, aby cieszyæ siê z awansu do pó³fina³u. Zadanie uda³o siê zrealizowaæ. Wielka by³a w tym zas³uga W³odzimierza Smolarka, który w ostatnich minutach umiejêtnie przytrzymywa³ pi³kê w naro¿niku boiska, co skutecznie wybi³o z uderzenia radzieckich zawodników. Bezbramkowy remis ze znienawidzonym rywalem i "dobrodziejem", którego konsekwencj± by³o jego wyeliminowanie z mistrzostw, rodacy przyjêli z ogromn± rado¶ci±, a Smolarek sta³ siê symbolem tamtej remisowej wiktorii. Nieco inaczej wygl±da³o to w prasie, która mia³a zwyczaj cenzurowaæ, b±d¼ przynajmniej ograniczaæ informacje o pora¿kach sportowców ze zwi±zku republik "mlekiem i miodem p³yn±cych".

24. Czarny król pola karnego
"Papieros w szatni na uspokojenie nerwów, a potem mocny alkohol na rozlu¼nienie miê¶ni." - tak brzmia³a dewiza Lwa Jaszyna t³umacz±ca sekret jego gry. Radziecki bramkarz jest wyj±tkow±, a przy tym barwn± postaci± w historii futbolu. Ca³± swoj± karierê spêdzi³ w jednym klubie (Dynamie Moskwa), co patrz±c z perspektywy obecnych czasów zakrawa na szczyt heroizmu i mêczeñstwa. W koñcu jak mo¿na ponad 20 lat graæ w jednym miejscu. Jaszyn w ka¿dym meczu ubiera³ siê ca³kowicie na czarno, a czêsto zak³ada³ na g³owê tak¿e robotnicz± czapkê. W trakcie swojej kariery obroni³ 150 karnych, a w 75 spotkaniach dla dru¿yny narodowej przepu¶ci³ jedynie 70 goli. Daje to niewiarygodn± ¶redni± 1,07 bramki na mecz ! Do tego w 1963 roku otrzyma³ Z³ot± Pi³kê, jako jedyny bramkarz w historii nagrody. Osobi¶cie nie ma w±tpliwo¶ci, ¿e Lew Jaszyn by³ najlepszym bramkarzem swoich czasów i jednym z najwiêkszych w ca³ej historii pi³ki no¿nej. Dlatego tym wiêksz± satysfakcje musi czuæ Gerard Cie¶lik (u My jako Polacy), który Jaszyna potrafi³ pokonaæ dwa razy w pamiêtnym chorzowskim meczu z ZSRR w 1957 roku.



23. Kapitan co siê (nie) zowie
Nawi±zuj±c do poprzedniego punktu i wspominaj±c godne podziwu przywi±zanie Lwa Jaszyna do jednych barw klubowych, nale¿y wspomnieæ, i¿ we wspó³czesnych czasach takie oddanie to rzadko¶æ. A poza Angli±, Hiszpani± i W³ochami w szczególno¶ci. W tym ostatnim kraju symbolami wierno¶ci ci±gle s± Francesco Totti i Alessandro Del Piero. Dwa lata temu zakoñczy³ karierê inny gracz-symbol jednoznacznie kojarzony z jednym klubem. Tym kim¶ by³ Paolo Maldini. Pi³karz wystêpowa³ w Milanie przez ponad 20 lat i pobi³ w tym czasie wiele klubowych rekordów (w tym pod wzglêdem ilo¶ci rozegranych spotkañ, gdzie pozostawi³ w tyle inn± legendê ACM, Franco Baresiego i... w³asnego ojca, Cesare. By³ z Milanem na dobre i na z³e. W magicznym okresie pocz±tku prezesury Berlusconiego, w chudej koñcówce lat 90-tych, a tak¿e okresie odrodzenia, które nast±pi³o w latach 2003-2007. Wydawa³o siê, ¿e po¿egnanie Maldiniego bêdzie wspania³ym i godnym wydarzeniem. Niestety tak siê nie sta³o. Po zakoñczeniu ostatniego meczu na San Siro z udzia³em Maldiniego, ultrasi Milanu z trybuny Curva Sud wygwizdali wieloletni± podporê defensywy i wywiesili transparent g³osz±cy, i¿ jedynym prawdziwym kapitanem by³ Franco Baresi. Powód zachowania fanów dru¿yny z Mediolanu by³ prozaiczny. Maldini kilkukrotnie skrytykowa³ zachowanie najzagorzalszych fanów, nazywaj±c ich najemnikami i ¶mieciami. Z tego powodu fanów by³a taka, a nie inna. Za to niezwykle elegancko potraktowali Maldiniego fani Interu, którzy wnie¶li siê ponad animozje miêdzy klubowe i w trakcie derbów Mediolanu wywiesili transparent : "Przez 20 lat nasz rywal, ale w ¿yciu zawsze lojalny.". Widaæ czasem tylko wrogowie potrafi± doceniæ czyj±¶ wielko¶æ...



22. Holenderska lokomotywa na San Siro
Nie jestem jasnowidzem, ale przypuszczam, ¿e na has³o - Silvio Berlusconi - wielu siê obruszy. Korpulentny ³ysiej±cy W³och to dla wielu wcielenie z³ego smaku, szalej±cej komercjalizacji i oble¶no¶ci. Bunga-Bunga, videokracja, nieprzyzwoite ¿arty, wpadki w ¿yciu politycznym i nieudolno¶æ w kierowaniu - by³o nie by³o - pañstwem nale¿±cym do elitarnego grona o¶miu najbardziej wp³ywowych krajów ¶wiata (G8) - to tylko podstawowa lista zarzutów wobec Silvia B. wystosowywana przez media. Gdyby jednak oceniaæ Berlusconiego tylko poprzez to, co zrobi³ w Milanie nale¿a³oby uznaæ, ¿e to futbolowy wizjoner i geniusz. W 1986 roku sytuacja w Milanie by³a nie do pozazdroszczenia. Klub ledwo otrz±sn±³ siê po aferze korupcyjnej "Totonero" i nie mia³ funduszy pozwalaj±cych realnie my¶leæ o utrzymaniu sie w czo³ówce Serie A. I wtedy zupe³nie znik±d, niczym dobra wró¿ka pojawi³ siê Berlusconi. Rzuci³ na stó³ miliardy lirów, ale równocze¶nie potrafi³ je rozs±dnie rozdysponowaæ. W 1987 roku ¶ci±gn±³ do Mediolanu, Marco van Bastena i Ruuda Gullita. Rok pó¼niej do³±czy³ do nich Frank Rijkaard. Kiedy holenderska trójka by³a ju¿ razem, Milan wyruszy³ na podbój Europy. W finale Pucharu Mistrzów roku 1989 (4:0 ze Steau± Bukareszt) po dwa gole zdobyli Van Basten i Gullit. W kolejnym sezonie bramkê na wagê tego samego trofeum zdoby³ Rijkaard. Ogólnie ACM z holenderskimi gwiazdami z sk³adzie zdoby³ 7 trofeów !
Kto¶ mo¿e powiedzieæ, ¿e w tamtym zespole by³y te¿ inne gwiazdy - Costacurta, Donadoni, Baresi, wiêc dlaczego tak przeceniam rolê Holendrów. Otó¿ dlatego, ¿e ¿aden w³oski klub nic nigdy nie wygra³ bez zagranicznego wsparcia. Nawet reprezentacja W³och nie zdoby³aby Pucharu ¦wiata w 1934 i 1938 roku, gdyby nie Oriundi czyli gracze z Ameryki Po³udniowej maj±cy w³oskie korzenie (co w wiêkszo¶ci przypadków by³o mocno w±tpliwe). Dlatego, gdyby nie Van Basten, Gullit i Rijkaard najwiêkszym europejskim zespo³em pocz±tku lat 90-tych by³by barceloñski Dream Team dowodzony przez Johana Cruyffa. A przynajmniej tak mogê sobie przypuszczaæ...

21. Koniec wieñczy dzie³o
Wychowa³em siê w domu, gdzie Holendrzy byli niezwykle lubian± nacj±. Trudno by³o siê zreszt± temu dziwiæ. Tata pracowa³ w NL przez d³u¿szy czas, aby zarobiæ na ziemiê pod budowê domu. Przy okazji przez wiele lat po jego powrocie do Polski, holenderska rodzina u której mieszka³ przesy³a³a do niego paczki, a w nich rarytasy spo¿ywcze o których w pierwszych, chudych latach demokracji mo¿na by³o pomarzyæ. I choæby tylko z tego powodu bierze siê moja sympatia do "Pomarañczowych". Kiedy dodam, i¿ w roku mojego urodzenia (1988) Holendrzy wywalczyli Mistrzostwo Europy, a pierwszym fina³em Ligi Mistrzów, jaki obejrza³em by³o zwyciêskie starcie Ajaksu z Milanem, to wtedy jednoznacznie mo¿na zrozumieæ, dlaczego jestem jaki jestem.
Holendrzy rozpoczêli tamten turniej z 1988 roku od pora¿ki. 12 czerwca (kilkana¶cie godzin przed moim pojawieniem siê na ¶wiecie) przegrali 0:1 ze Zwi±zkiem Radzieckim. By³a to pierwsza i zarazem ostatnia pora¿ka dru¿yny Rinusa Michelsa. Po zwyciêstwach nad Angli±, Irlandi± i Niemcami, w finale znów los skojarzy³ Oranje i ZSRR. Tym razem niespodzianki nie by³o. Zwyciêstwo 2:0 da³o reprezentacji Holandii pierwszy tytu³ Mistrza Europy.
Sam fina³ zapewne zgin±³by w odmêtach historii, gdyby nie wydarzenie z 54 minuty. Po g³êbokim do¶rodkowaniu Arnolda Muhrena z lewej strony boiska, Marco van Basten odda³ fenomenalny strza³ z woleja i zaprzeczaj±c prawom fizyki umie¶ci³ pi³kê w siatce. Wiele lat pó¼niej g³ówny bohater zapytany, dlaczego w tak trudnej sytuacji zdecydowa³ siê na strza³ odpowiedzia³, ¿e by³ za bardzo zmêczony na próbê innego rozwi±zania akcji. Pomy¶la³, ¿e strzeli i zobaczy co z tego wyniknie. Z perspektywy czasu mo¿na uznaæ decyzje "£abêdzia z Utrechtu" za jedyn± s³uszn±. Dziêki niej zdoby³ cudownego gola i przypieczêtowa³ równocze¶nie tytu³ dla swojej reprezentacji.

20. D³ugowieczny jak Roger Milla
Polska to zdecydowanie nie jest kraj dla sprawnych ludzi. Czêsto bywa tak, ¿e po opuszczeniu murów szko³y czy uczelni, statystyczny Polak (istniej±cy tylko w spisach GUS-u) porzuca na dobre aktywno¶æ fizyczn±. Bie¿nie i rower, bez cienia zastanowienia nad mo¿liwymi konsekwencjami, zamienia na kanapê i pilota. Dlatego zawsze mam tym wiêkszy szacunek, kiedy w meczach ni¿szych lig widzê dziarsko poruszaj±cych siê panów po 50-tce z mniejszym lub wiêkszym brzuszkiem, którzy staraj± siê dorównaæ m³odzie¿y. W takich chwilach my¶lê sobie, ¿e wzorem dla tych wci±¿ czynnych oldboyów musi byæ tylko jeden cz³owiek. Roger Milla.
Kameruñski napastnik jest fenomenem. W wieku 38 lat nieomal zosta³ królem strzelców M¦ w 1990 roku (4 bramki w 5 spotkaniach), a cztery lata pó¼niej kolejny raz uczestniczy³ w mundialu i tak¿e wpisa³ siê na listê strzelców ! Zosta³ w ten sposób najstarszym strzelcem bramki w fina³ach M¦ i zapewne d³ugo nikt nie odbierze mu tego miana. I co zaskakuj±ce Milla podczas obu wielkich imprez nie mia³ przynale¿no¶ci klubowej ! Trenowa³ indywidualnie, gra³ w spotkaniach pokazowych, a mimo to by³ w doskona³ej formie.
Milla to swoisty pi³karski wybryk natury. Zawodnik, który nie mia³ prawa ju¿ wiêcej zaistnieæ w wielkim futbolu. Sta³o siê jednak inaczej i Kamerun mo¿e byæ diabelnie dumy z takiego obywatela. A na pewno bardziej ni¿ z rozkapryszonego, egoistycznego i chciwego, choæ równie genialnego - Samuela Eto'o.

23:15, flisak1900
Link Dodaj komentarz »
poniedzia³ek, 22 sierpnia 2011
Program na licencji - 50 niezapomnianych chwil futbolu (czê¶æ 1)

W wakacyjne miesi±ce niemal wszystkie stacje telewizyjne karmi± nas wszelkiej ma¶ci powtórkami. Zaczynaj±c od seriali (telenowel), koñcz±c na widowiskach sportowych. Nastaje moment, kiedy staje siê to na tyle irytuj±ce, i¿ gapienie w szklany ekran ograniczamy do minimum. W moim przypadku wygl±da to tak, ¿e gdyby nie by³o transmisji spotkañ polskich klubów w eliminacjach europejskich pucharów, to jedynym kana³em d³u¿ej przeze mnie ogl±danym by³by... TVN Style. Naprawdê, nie ¿artuje. To niby program dla kobiet, ale jest kilka pozycji w ramówce, które z pewno¶ci± zainteresuj± tak¿e mê¿czyzn. We¼my na przyk³ad cykl "66 niezapomnianych...".

Prosty pomys³, dynamiczna formu³a i ¶wietnie dobrane grono go¶ci. Tak, w skrócie, wygl±daj± najwa¿niejsze atuty "66 niezapomnianych...". Programu, który przede wszystkim opiera siê na rozmowach o gustach, sypaniu anegdotami, przypominaniu wa¿nych, a czê¶ciej niewa¿nych wydarzeñ, osób, skandali czy dzie³. Wszystko to w lu¼nej, mi³ej atmosferze podszytej spor± doz± humoru. Dziêki temu "66 niezapomnianych..." od kilku lat go¶ci na antenie TVN Style i niezmiennie cieszy siê popularno¶ci±.

Którego¶ dnia wpad³em na pomys³ polegaj±cy na podkradniêciu formu³y "66..." i stworzeniu w oparciu o ni± w³asnego zestawienia. Oczywi¶cie, dotycz±cego historii futbolu. W ten sposób chcia³bym uczciæ oficjalny start nowego sezonu w europejskiej pi³ce, który wyznacza mecz o Superpuchar Europu (27 sierpnia. Opublikuje wtedy,najprawdopodobniej, drug± czê¶æ zestawienia, a kto wie czy z powodów proceduralnych te¿ nie trzeci±).

Moja "lista pi³karskich przebojów" bêdzie liczyæ tylko (albo a¿, wed³ug mniej zainteresowanych czytelników) 50 pozycji. Wybór wydarzeñ i ich opis jest ekstremalnie subiektywnym spojrzeniem autora. Mile widziane komentarze, skargi i w³asne wspomnienia zwi±zane z opisywanymi faktami. 50 niezapomnianych chwil futbolu. Zapraszam !

50. Kolumbijska szopa
Carlos Valderrama jest jednym z najwybitniejszych pi³karzy w historii po³udniowoamerykañskiego futbolu. Ca³y ¶wiat pamiêta go jednak wy³±cznie z powodu wyj±tkowo bujnej, charakterystycznej blond czupryny. El Pibe (Dzieciak) na sta³e zapisa³ siê w ¶wiadomo¶ci kibiców pi³karskich i nawet dzi¶ na pytanie o nazwisko jakiegokolwiek zawodnika z Kolumbii, 9 na 10 odpowiedzia³oby : Valderrama.
Przykre, ¿e nigdy nie zaistnia³ w Europie. By³ predysponowany do gry w klubach pokroju Barcelony, Realu czy Milanu, a skoñczy³ w Realu Valladolid i Montpellier. Có¿, przynajmniej zapisa³ ³adn± kartê w sztuce fryzjerskiej. Afro a'la Valderrama w latach 90-tych wcale nie by³o rzadkim zjawiskiem. Nawet podczas jednej z zabaw szkolnych moja kole¿anka, któr± przy okazji pozdrawiam, skopiowa³a styl uczesania kolumbijskiego gwiazdora. Pewnie nie celowo, ale jednak.

49. Zwierzyniec - wydanie specjalne
Zwierzêta kochaj± ludzi. Odwrotnie, sytuacja zdarza siê rzadziej. Niestety, codziennie jeste¶my bombardowani informacjami na temat katowania naszych "braci mniejszych" czy znêcania siê nad nimi. Czasem jednak zwierzêta potrafi± siê zaskakuj±co "odgry¼æ" cz³owiekowi za z³e traktowanie. Jednym ze sposobów jest sabotowanie imprez sportowych.
Najbardziej spektakularny wystêp zaliczy³a szara wiewiórka amerykañska, która w 2006 roku przerwa³a na blisko minutê pó³fina³ Ligi Mistrzów Arsenal - Villareal. Sympatyczny gryzoñ bez respektu biega³ wokó³ nóg pi³karzy, by nastêpnie dostojnie przy akompaniamencie trybun opu¶ciæ murawê stadionu Highbury. Po meczu kibice Arsenalu ¿artobliwie twierdzili, ¿e wiewiórka by³o podstawionym agentem wrogiego Tottenhamu, natenczas bezskutecznie walcz±cego o grê w Champions League.
Spore zamieszanie wywo³a³a równie¿ para sów, które nawiedzi³y obiekt w Helsinkach podczas starcia reprezentacji Finlandii i Belgii. Ptaki oblecia³y murawê, dwukrotnie usiad³y na poprzeczkach i ostatecznie przynios³y Finom szczê¶cie. W momencie ich pojawienia siê na stadionie, wynik by³ bezbramkowy. Kiedy odlecia³y gospodarze zdobyli dwie bramki i wygrali 2:0. Fani Suomi uznali, ¿e sowom nale¿y siê jakie¶ podziêkowanie i nadali swojej reprezentacji przydomek ... Sowy (fin. Huhhakajat).
Na polskim podwórku zwierzêta te¿ nie pró¿nowa³y. Sporo mog± o tym powiedzieæ byli i obecni pi³karze Wis³y Kraków. Zawodnicy spod znaku Bia³ej Gwiazdy musieli sobie radziæ ze szczurami i niesfornym psem.

48. Pi³karze, nie stadionowe miêczaki
Koncern Nike to ¶wiatowy gigant na rynku produkcji odzie¿y sportowej. Dodajmy, obrzydliwie bogaty gigant. Amerykañska firma w ci±gu roku wydaje setki milionów dolarów na promocje, której celem czêsto jest zatuszowanie bardzo marnej jako¶ci produktów. Reklamy z charakterystyczn± ³y¿w± s± wszêdzie. I uprzedzaj±c ewentualne pytania - nie, zupe³nie mi to nie przeszkadza. W koñcu, rynek jest nieub³agany. ¯a³uje tylko jednego. Obni¿enia poziomu spotów produkowanych dla Nike.
Prze³om XX i XXI wieku to najlepszy okres w reklamowej historii Nike. Któ¿ nie pamiêta reklamy ze s³ynnymi mini-meczami rozgrywanymi w klatce umiejscowionej na statku, gdzie mistrzem ceremonii by³ Eric Cantona. Chyba nie ma te¿ osoby nie pamiêtaj±cej spotu z udzia³em najlepszych pi³karzy ¶wiata zmuszonych do stawienia czo³a ninja-robotom i odzyskania nowego modelu pi³ki Nike. Z tej ostatniej reklamówki do historii przesz³a sztuczka techniczna Edgara Davidsa, której wielu moich kolegów do znudzenia próbowa³o siê nauczyæ podczas podwórkowych gier.
W tym wszystkim najlepsze jednak by³o to, ¿e do reklam wybierano prawdziwych mê¿czyzn, a zarazem dobrych futbolistów. Teraz to rzadko¶æ. Na ekranach króluj± metroseksualne podróbki z, przepraszam za s³owo, "wyphotoshopowanymi" kaloryferami na brzuchu. Ehh, jak ¶piewa³a Helena Vondrackova (a mo¿e Maryla Rodowicz ?) - To se nevrati.

47. Dennnnis Beeeergkamp !
Mistrzostwa ¦wiata we Francji by³y pierwsz± du¿± imprez± pi³karsk±, któr± obejrza³em ¶wiadomie od pocz±tku do koñca. Sporo szczegó³ów - ze wzglêdu na nazwijmy to delikatnie niesportowy tryb ¿ycia i up³yw czasu - zatar³o siê ju¿ w pamiêci. Nadal jednak doskonale pamiêtam losy reprezentacji Holandii w tamtym czempionacie. 0:0 z Belgi±, a jako bonus czerwona kartka dla Kluiverta. Potem 5:0 z Kore± Po³udniow± z polskim akcentem w postaci sêdziego Ryszarda Wójcika. Zmagania w grupie zakoñczy³ remis 2:2 z nieobliczalnym Meksykiem. Potem by³o jeszcze ciekawiej. Zwyciêstwa z Jugos³awi± (2:1) i Argentyn± (2:1), znakomity mecz z Brazyli± zakoñczony pechowo w rzutach karnych i na koniec emocjonuj±cy, choæ przegrany mecz o trzecie miejsce z g³odn± sukcesu Chorwacj±. Wiele emocji, a jeszcze wiêcej wzruszeñ towarzyszy mi, kiedy wspominam lato 1998 roku.
Dlatego, gdy chcê wróciæ do tamtych chwil w³±czam komentarz Jacka van Geldera z ostatnich minut æwieræfina³u Holandia - Argentyna. Miód na moje uszy, co inni mog± traktowaæ jak pochwa³ê szaleñstwa. Dla mnie komentarz stulecia, be¿ ¿adnych w±tpliwo¶ci.

46. Rzuæ palenie razem z ... Cruyffem
Palenie to przebrzyd³y na³óg. Niby na pierwszy rzut oka niewinny, w d³u¿szej perspektywie mo¿e byæ wyniszczaj±cy. Lekarze ostrzegaj±, organizacje spo³eczne prze¶cigaj± siê w kampaniach profilaktycznych, a ludzie jak palili tak pal± nadal. W tym gronie nie brakuje tak¿e sportowców. Jednym z najs³ynniejszych sportsmanów, który lubi³ pu¶ciæ dymka by³ Johan Cruyff. Genialny pomocnik reprezentacji Holandii pali³ jak smok. I co ciekawe w czasach jego zawodniczej kariery, nikomu to nie przeszkadza³o ! Po zajêciu miejsca na ³awce trenerskiej nie zrezygnowa³ z na³ogu.
Otrze¼wienie przysz³o w momencie, kiedy "Boski Johan" podupad³ na zdrowiu. Po zawale Cruyff rzuci³ palenie i w³±czy³ siê do walki z nikotynizmem. Do historii (i legendy zarazem) przesz³a francuska reklama w której wicemistrz ¶wiata z 1974 roku fenomenalnie podbija paczkê papierosów, aby po krótkiej ¿onglerce wykopaæ j± daleko przed siebie. Kampania okaza³a siê olbrzymim sukcesem, a Cruyff jeszcze raz na du¿± skalê zaprezentowa³ swoj± techniczn± wielko¶æ.

45. Argentyna czy Meksyk ? Serpentyny czy Fala ?
Ka¿dy kolejny mundial ma swoje rytua³y. Jedne s± irytuj±ce (wuwuzele w RPA), inne budz± najwy¿ej u¶miech politowania (piknikowa atmosfera w USA). Bywaj± te¿ takie zwyczaje, które d³ugo po danym turnieju ¿yj± w³asnym ¿yciem. Tak by³o z serpentynami podczas i po M¦ '78 oraz meksykañsk± fal± w M¦ '86. Obie formy kibicowania do dzi¶ s± regularnie stosowane i wci±¿ budz± pozytywne emocje. Nie tylko na stadionach. Przypomina mi siê, jak bodaj¿e w II klasie liceum podczas æwiczeñ przeciwpo¿arowych ca³a szko³a musia³a opu¶ciæ budynek i ustawiæ siê klasami na obrysie ³uku. Wraz z kilkoma kolegami zaintonowali¶my wtedy "Leci fala leci" i po kilku sekundach konsternacji - uda³o siê. Meksykañska fala ruszy³a, w samym ¶rodku Tarnowa. Dochodzi³o po³udnie. To by³y czasy...

44. Rudy, rudy, rudy... zbieg.
Polskie media lubi± i chêtnie pisz± o transferach zagranicznych zawodników z naszej ligi. Po pierwsze dlatego, ¿e jest im to na rêkê. Negocjacje transferowe mog± trwaæ tygodniami, a gazetê trzeba czym¶ wype³niæ. Po drugie natomiast, dla rodzimych ¿urnalistów ka¿dy wyjazd Polaka do zachodniego klubu jest wydarzeniem niecodziennym. Jest to trochê dziwne, bior±c pod uwagê fakt, i¿ co rok (lub pó³) co najmniej kilku pi³karzy opuszcza Ekstraklasê. Byæ mo¿e ta "dziennikarska sraczka transferowa" ma swoje korzenie w historii.
W PRL-u transfery pi³karzy do zagranicznych klubów by³y rzadko¶ci±. Najczê¶ciej zawodnik móg³ wyjechaæ na Zachód po skoñczeniu 30 lat, a i tak nie obywa³o siê przy tym bez negocjacji na wysokim szczeblu ministerialnym. W ten sposób najlepsi polscy pi³karze z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych, zamiast graæ dla Realu, Bayernu czy Milanu, kontynuowali kariery w zespo³ach pokroju Auxerre, Nantes, Lokeren czy Hellasu Werona. By³ jednak w historii polskiej pi³ki zawodnik, który w spektakularny sposób omin±³ wszelkie procedury. Nazywa³ siê Rudy. Andrzej Rudy.
Opowie¶æ jest godna napisania scenariusza filmowego. Jest listopad 1988 roku. Reprezentacja Polski znajduje siê na zgrupowaniu we W³oszech, gdzie ma zagraæ z dru¿yn± gwiazd Serie A. Dwa dni przed meczem Rudy ucieka z hotelu. Po pewnym czasie znajduje siê w Niemczech, gdzie szuka dla siebie klubu, a dla dziewczyny idealnego miejsca do ¿ycia. Podobno to w³a¶nie Anna, któr± Rudy pozna³ we Wroc³awiu namówi³a go do ucieczki i zamieszkania w Niemczech. Dziewczyna mia³a swoje ambicje zwi±zane z prac± w modelingu i chcia³a je realizowaæ zagranic±.
Epilog historii jest s³odko-gorzki. Anna Rudy wielkiej kariery nie zrobi³a. Za to Andrzej Rudy trafi³ do Ajaksu Amsterdam i mo¿e szczyciæ siê mianem jedynego Polaka, który gra³ dla tego klubu. Szkoda tylko, ¿e przez jedn± g³upi± decyzje reprezentacja straci³a na lata znakomitego pomocnika.



43. Sztukmistrz z Algierii
Fina³ Pucharu Mistrzów anno domini 1987, nie zapowiada³ siê specjalnie fascynuj±co. Bayern Monachium bez wiêkszych problemów mia³ poradziæ sobie z portugalskim FC Porto. I pocz±tkowo wszystko na to wskazywa³o. W 24 minucie Voegl pokona³ Józefa M³ynarczyka strzeg±cego bramki "Smoków". Porto gra³o bez przys³owiowego "pazura" i rzadko przedostawa³o siê na przedpole bramki Bawarczyków. Jednak na 12 minut przed koñcem dosz³o do zdarzenia, które odmieni³o losy meczu. Po sk³adnej akcji Paolo Futre, Rabah Madjer wyrówna³. I nie by³oby w tym nic niezwyk³ego, gdyby nie sposób w jaki to uczyni³. Algierczyk nie zwa¿aj±c na stawkê meczu i odpowiedzialno¶æ, jaka na nim ci±¿y³a uderzy³... piêt±.
Odwa¿na decyzja napastnika z pó³nocnej Afryki natchnê³a jego kolegów do walki. Trzy minuty pó¼niej mistrzowie Portugalii prowadzili 2:1 i nie oddali ju¿ zwyciêstwa. W ten sposób Porto zdoby³o swój pierwszy europejski tytu³, a Madjer przeszed³ do historii europejskiej pi³ki.

42. Alex Ferguson : Serwus, jestem nerwus
Sir Alexa Fergusona nie trzeba chyba nikomu przedstawiaæ. A je¶li trzeba to od razu zapraszam do punktu 29, choæ ten dopiero uka¿e siê w drugiej czê¶ci.
W ka¿dym razie Alex Ferguson wielkim trenerem by³ i ca³y czas jeszcze jest. Znakomity taktyk, charyzmatyczna osobowo¶æ, ale i na jego ¿yciorysie jest pewna plama. Otó¿ szkocki menad¿er s³ynie z du¿ego temperamentu podczas przerw miêdzy po³owami. Szczególnie, kiedy Manchester United przegrywa. Dobitnie, a wrêcz substancjalnie przekona³ siê o tym David Beckham. Podczas przerwy jednego ze spotkañ, Ferguson wzburzony postaw± swoich graczy kopn±³ stoj±cy na ¶rodku szatni but. Pech chcia³, ¿e pi³karskie obuwie wyl±dowa³o na wysoko¶ci ³uku brwiowego Beckhama. W kolejnych spotkaniach Becks wystêpowa³ z kilkoma szwami i niewielkim opatrunkiem, co oszpeci³o jego "³adn± bu¼kê" i... rozw¶cieczy³o ma³¿onkê Victoriê. By³a cz³onkini Spice Girls nie traci³a czasu. Szybko przekona³a mê¿a do zmiany klubu i kilka miesiêcy po "dniu lataj±cego buta" oboje znale¼li siê w Madrycie.



41. PrzeGazzowa³
W latach 90-tych alkohol la³ siê strumieniami nie tylko w¶ród polskich ligowców i reprezentantów kraju. ¦miem nawet twierdziæ, ¿e red. W. Kowalczyk i spó³ka, to przy Paulu Gascoigne, Tonym Adamsie i Teddym Sherringhamie - cienkie Bolki. Angielscy pi³karze regularnie pojawiali siê w pubach, a zdjêcia z tych eskapad nierzadko pojawia³y siê w prasie bulwarowej. Nie przeszkadza³o im to jednak dobrze dobrze graæ w pi³kê, o czym ¶wiadczy awans do pó³fina³u Euro 96. Gascoigne by³ wtedy w wybornej formie. Szczególnie by³o to widaæ w meczu ze Szkocj±, kiedy popisa³ siê wspania³± akcj±, zdoby³ bramkê, a nastêpnie sugestywnie siê z niej cieszy³. Pi³karz le¿a³ na murawie, a koledzy z bidonów wlewali mu wodê do gard³a. Do podobnych scen dochodzi³o we wspomnianych wcze¶niej pubach. Z jedn± tylko ró¿nic±. Bidony z woda zastêpowa³y butelki tequilli lub whisky.
Po mistrzostwach stroma równia pochy³a Gascoigne'a. Gra³ w coraz s³abszych klubach, a uzale¿nienie od alkoholu i w dalszej perspektywie leków tylko narasta³o. W ostatnich latach podj±³ kilka prób samobójczych. Sta³ siê wrakiem cz³owieka i obiektem dzia³añ bukmacherów, którzy przyjmuj± zak³ady, kiedy by³y pi³karz wreszcie skutecznie targnie siê na swoje ¿ycie. Ot, typowa do bólu historia upadku znakomitego sportowca.

40. Filozofia Kung-Fu czyli Cantona mnie bije
Eric Cantona to kto¶ wiêcej ni¿ pi³karz. Trudno nawet znale¼æ jedno konkretne okre¶lenie, które idealnie pasowa³oby do uwielbianego przez Anglików francuskiego napastnika. Pretor ludowy, heros, mo¿e naturalny przywódca... W trakcie swojej kariery Cantona s³yn±³ z trzech rzeczy - umiejêtno¶ci, dobrych kontaktów z mediami i kontrowersyjnych zachowañ. Najbardziej spektakularne by³o pobicie kibica Crystal Palace podczas meczu ligowego. Fan dru¿yny z po³udniowego Londynu zwymy¶la³ Cantonê, a ten niewiele my¶l±c w stylu kung-fu przeskoczy³ bandê i próbowa³ sam wymierzyæ sprawiedliwo¶æ. Skutki by³y takie, ¿e w³adze Premiership zawiesi³y gracza na 9 miesiêcy. Cantona nie ¿a³owa³ swojego czynu, a jego t³umaczenie ataku na kibica nie powstydzi³by siê ¿aden filozof. Brzmia³o ono mniej wiêcej tak :
"Kiedy mewy ¶ledz± ³ajbê, to tylko dlatego, poniewa¿ my¶l±, i¿ do morza bêd± wrzucane sardynki". Enigmatyczne, ale jak¿e trafne.

39. "Wystêp Beckenbauera jest pewnym zaskoczeniem"
Grupa Monty Pythona ma na koncie trzy pe³nometra¿owe filmy i kilkadziesi±t odcinków swojego "Lataj±cego Cyrku". W wielu krêgach nadal jest kultowym zjawiskiem i inspiracj± dla twórców kabaretowych. Przykro tylko, ¿e m³odsze pokolenie mniej entuzjastycznie reaguje na skecze sprzed 20-30 lat, albo ich po prostu nie zna. Mój ulubiony numer to mecz filozofów, Niemcy-Grecja. Go¶cinny udzia³ w tym przedsiêwziêciu wzi±³ sam "Keizer", Franz Beckenbauer. W ten sposób najwiêkszy pi³karz swoich czasów sprzymierzy³ si³y z naj¶mieszniejszymi lud¼mi tamtego okresu.
Efekt tej wspó³pracy by³ niezwykle owocny i zaskakuj±cy. Nawet, je¶li sama obecno¶æ Beckenbauera od pocz±tku by³a "pewnym zaskoczeniem".

38. Nie ptak, nie samolot... To Rene Higuita.
W miêdzynarodowej ¶wiadomo¶ci Kolumbia kojarzona jest przede wszystkim ze zorganizowanymi grupami przestêpczymi (kartelami), specjalizuj±cymi siê w wytwarzaniu i rozprowadzaniu narkotyków. Na pocz±tku lat 90-tych rz±d w Bogocie, pod naciskiem Stanów Zjednoczonych, rozpocz±³ walkê z potê¿nymi bossami pó³¶wiatka. Nie by³o to zadanie ³atwe i pewnym momencie wymknê³o siê spod kontroli. Kolumbia stanê³a w obliczu regularnej wojny domowej. Jedyn± si³± zdoln±, choæby na moment pogodziæ zwa¶nione strony (wojsko i narkotykowe jednostki paramilitarne) by³a pi³karska reprezentacja.
Kolumbijczycy byli rewelacj± el. M¦ '94 (m.in pokonali 5:0 Argentynê w Buenos Aires !). Prezentowali futbol zdecydowany, oparty na szybkiej grze skrzyd³ami. Nie by³o to niby nic odkrywczego, ale przynios³o skutek. Tamta dru¿yna oparta by³a na Valderramie (o którym pisa³em wcze¶niej), Asprilli, Gomezie i Escobarze. Jednak nie mniejsz± rolê odgrywa³, Rene Higuita.
Kiedy w 1995 roku, Anglia podejmowa³a Kolumbijczyków na starym, dobrym Wembley - widownia najg³o¶niejszymi brawami nagrodzi³a w³a¶nie Higuitê. Po strzale Jamiego Redknappa, kolumbijski bramkarz z³o¿y³ siê jak do salta w przód i obiema nogami daleko wybi³ pi³kê.
Nigdy wcze¶niej, a tym bardziej pó¼niej ¿aden bramkarz nie interweniowa³ równie spektakularnie.

37. Ach, ¶pij kochanie...
Repertuar pi³karskich "cieszynek" czyli sposobów wyra¿ania rado¶ci po zdobyciu gola jest praktycznie nieograniczony. By³y ju¿ cieszynki grupowo-teatralne (Piotr Rocki i jego popisy w Odrze Wodzis³aw), cieszynki tematyczne (Remigiusz Jezierski i jego zwierz±tka), cieszynki charakterystyczne (samolocik Vincenzo Montelli, kusza Andy'ego van der Meyde, rewolwery Luisa Suareza). Interesuj±ca jest natomiast geneza tzw. "ko³yski". Po raz pierwszy zaprezentowa³ j± ¶wiatu Brazylijczyk, Bebeto. Po strzeleniu gola w meczu z Holendrami podczas M¦ '94, napastnik Canarinhos podbieg³ do linii bocznej, charakterystycznie u³o¿y³ rêce i swobodnie je rozko³ysa³. Potem do³±czyli do niego koledzy i zrobili to samo. Gest przyj±³ siê na tyle dobrze, ¿e sta³ siê pewn± tradycj±. Po strzelonych bramkach ¶wie¿o upieczeni tatusiowie lub ich koledzy z dru¿yny wykonuj± ko³yskê i w ten sposób dedykuj± trafienie ¿onom i nowo narodzonym obywatelom.
Wiadomo, rodzina zawsze na pierwszym miejscu... A i komentatorzy mog± widzom przy okazji sprzedaæ plotkarskiego newsa.

36. Bohater mimo woli
My¶lisz Bundesliga, najczê¶ciej mówisz Bayern Monachium - takie stwierdzenie jest prawdziwe, choæ jednocze¶nie krzywdz±ce. W niemieckiej ekstraklasie na przestrzeni lat jej istnienia istotn± rolê (równie¿ w europejskich pucharach) odgrywa³a ca³a paleta klubów. Niektóre jak Borussia Dortmund dopiero teraz, po okresie gwa³townego upadku, wracaj± na nale¿ne im miejsce. W 1997 roku ¿ó³to-czarni byli na ustach ca³ej pi³karskiej Europy. Na Stadionie Olimpijskim w Monachium dosz³o do jednego z najbardziej zaskakuj±cych fina³ów Ligi Mistrzów. Naprzeciw Borussii stanê³a niewyobra¿alnie silna jedenastka Juventusu Turyn i... musia³a uznaæ wy¿szo¶æ gospodarzy.
Pocz±tek meczu nale¿a³ do Borussii. Dwie bramki Karla Heinza Riedle zaskoczy³y w³oski zespó³. Po kilkunastu minutach szoku, gola dla Juve zdoby³ Del Piero. Druga po³owa by³a wyrównana i gdyby nie wydarzenie z 71 minuty, kto wie czy "Stara Dama" nie doprowadzi³aby do remisu. Wtedy to wprowadzony zaledwie kilkana¶cie sekund wcze¶niej Lars Ricken otrzyma³ dobre podanie z g³êbi pola i bez zastanowienia uderzy³ z ponad 30 metrów. Lob niemieckiego rezerwowego kompletnie zaskoczy³ wysuniêtego Peruzziego. By³ to najpiêkniejszy i najwa¿niejszy gol w karierze Rickena. Dziêki temu sta³ siê legend± Borussii, ale w kolejnych latach prze¿ywa³ masê problemów. Czêste kontuzje sprawi³y, ¿e z sezonu na sezon gra³ coraz gorzej i nigdy wiêcej tak naprawdê nie zaistnia³ w pierwszej jedenastce zespo³u z Zag³êbia Ruhry.

35. Zemsta jest rozkosz± Bogów (tak¿e tych pi³karskich)
Diego Armando Maradona jest jak awers i rewers tej samej monety. Z jednej strony widzimy genialnego pi³karza, którego zagrania nawet dzisiaj ogl±da siê z zapartym tchem. Z drugiej cz³owieka lubi±cego drogê na skróty. Zagubionego cwaniaczka, buntownika d±¿±cego do wielko¶ci za wszelk± cenê. Maradona w trakcie swojej kariery, w kwestiach negatywnych, zas³yn±³ przede wszystkim stosowaniem narkotyków, oszustwem w meczu z Angli± (o czym pó¼niej), kontaktami z neapolitañsk± mafi±, a tak¿e malwersacjami finansowymi za co do teraz jest ¶cigany przez w³oskiego fiskusa. Niewielu jednak ³±czy Maradonê z bójkami podczas meczów. A to b³±d, bo i "Boskiemu" zdarzy³o siê uczestniczyæ w pi³karskiej drace.
Jego pierwszym europejskim przystankiem w karierze by³a Barcelona. Argentyñczyk trafi³ do niej po mundialu w 1982 roku, ale nie zd±¿y³ nawet dobrze zadebiutowaæ. W jednym z ligowych spotkañ, obroñca Athletic Bilbao, Andoni Goikoetxea z³ama³ mu nogê. Rekonwalescencja trwa³a trzy miesi±ce, lecz dopiero rok pó¼niej sprawa znalaz³a swój epilog. Tym razem w rolê tego z³ego wcieli³ siê Maradona. Brutalnie zaatakowa³ Goikoetxee, a nastêpnie rozpêta³ bójkê z udzia³em wszystkich pi³karzy znajduj±cych siê w tym momencie na murawie. Argentyñczyka nie ominê³a kara indywidualna (czytaj : dyskwalifikacja). Dodatkowo musia³ osobi¶cie stawiæ siê u króla Juana Carlosa i przeprosiæ za swoje zachowanie. Maradona pokornie spe³ni³ pro¶bê, a kiedy odchodzi³ do Napoli podarowa³ hiszpañskiemu monarsze reprezentacyjn± koszulkê Argentyny.

34. Bramkarz ze snajperskim nosem
Bramkarz to zazwyczaj najbardziej niedoceniana i niewdziêczna osoba w dru¿ynie. Po zwyciêskich meczach i zachowaniu czystego konta jest wychwalany pod niebiosa. Kiedy jednak oka¿e chwilê s³abo¶ci i pope³ni b³±d, którego konsekwencj± jest strata bramki - z miejsca staje siê koz³em ofiarnym. W historii pi³ki no¿nej byli bramkarze próbuj±cy zachowaæ status quo, miêdzy skrajnymi opiniami. Czêsto przy w³asnym udziale w ofensywnych poczynaniach zespo³u.
Kiedy my¶lê o bramkarzach, którzy w trakcie trwania swojej kariery zdobyli wiêcej ni¿ jednego gola (b±d¼ w ogóle jakiego¶ strzelili) do g³owy przychodz± mi trzy nazwiska. Hans Joerg Butt, Rodrigo Ceni i Jose Luis Chilavert. Ca³a trójkê ³±czy fakt, i¿ nigdy nie odznaczali siê wielkimi umiejêtno¶ciami stricte bramkarskimi. Za to dziêki swoim umiejêtno¶ci± strzeleckim zawsze byli na medialnym piedestale. Szczególnie dobrze widaæ to na przyk³adzie Chilaverta. Paragwajczyk by³ bramkarzem, z ca³ym szacunkiem, ¶rednim. Za to posiada³ dar w postaci znakomitego wykonywania sta³ych fragmentów gry. Strzela³ mnóstwo bramek, przede wszystkich z rzutów wolnych. I to niezale¿nie od rangi spotkania. Nawet podczas fina³ów Mistrzostw ¦wiata wybiega³ z bramki i bieg³ przez ca³e boisko, tylko po to, ¿eby wykonaæ kolejny rzut wolny. Dlatego w³a¶nie pomimo braku spektakularnych sukcesów na niwie klubowej i reprezentacyjnej, Chilavert zas³uguje na miejsce w historii futbolu. Nawet, je¶li tylko w charakterze ciekawostki.

33. Prawie "dwucyfrówa"
Bie¿±cy rok jest dla mnie w pewien sposób wyj±tkowy. Bodaj pierwszy raz w moim ¶wiadomym ¿yciu opu¶ci³em transmisje fina³u europejskiego pucharu. Nad meczem FC Porto - Sporting Braga przed³o¿y³em koncert Abradaba i zrobi³em najlepiej jak mog³em. Wewn±trz portugalska batalia by³a mówi±c oglêdnie i opieraj±c siê na relacjach ¶wiadków, ma³o atrakcyjna. Dok³adnie 10 lat wstecz na nudê w finale Pucharu UEFA, nikt nie móg³ narzekaæ. Liverpool i rewelacyjne Alaves stworzy³y w Dortmundzie niezapomniane widowisko.
Murowanym faworytem byli Anglicy. I wiele wskazywa³o, ¿e podopieczni Gerarda Houlliera nie bêd± mieli problemów z ud¼wigniêcie roli faworyta. Po 20 minutach prowadzili 2:0, a na przerwê schodzili z wynikiem 3:1. Ale ambitny zespó³ z pó³nocny Hiszpanii nie odpuszcza³ i gra³ do koñca. W regulaminowym czasie gry by³o 4:4 ! O zwyciêstwie Liverpoolu zadecydowa³ z³oty, samobójczy gol Geli ze 117 minuty.
Dziewiêæ bramek w fina³owym spotkaniu europejskich rozgrywek to wynik, który potem siê nie powtórzy³. Dlatego do dzi¶ z rozrzewnieniem wspominam tamten majowy wieczór.

32. Bolesne otwarcie
Mistrzostwa ¦wiata w 2002 roku zapowiada³y siê znakomicie. Przede wszystkim dlatego, ¿e turniej tej rangi po raz pierwszy zago¶ci³ na kontynencie azjatyckim. I to od razu w dwóch krajach - Korei Po³udniowej i Japonii. Niestety (a dla niektórych -stety) mistrzostwa sta³y na przeciêtnym poziomie, a czê¶ciej ni¿ o grze poszczególnych zespo³ów i pi³karzy dyskutowa³o siê o pomy³kach sêdziów, faworyzowaniu gospodarzy i pogromie g³ównych kandydatów do tytu³u.
Najbardziej przykre po¿egnanie z Azj± zaliczy³a reprezentacja Francji. W meczu otwarcia urzêduj±cy mistrzowie ¦wiata i Europy przegrali 0:1 z Senegalem - by³± koloni± i zespo³em w 95 % z³o¿onym z zawodników graj±cych we francuskiej Ligue 1, którymi z ³awki rezerwowych dowodzi³ Francuz, Bruno Metsu. W trakcie tego spotkania dobitnie by³o widaæ ogromne zmêczenie graczy znad Sekwany po trudach sezonu w Europie, a tak¿e (lub mo¿e przede wszystkim) zmierzch pokolenia wyselekcjonowanego przez Aime Jacqueta. Podczas nastêpnych spotkañ nie by³o wcale lepiej. Bezbramkowy remis z Urugwajem i pora¿ka 0:2 z Dani± sprawi³y, ¿e Francuzi musieli przedwcze¶nie wracaæ do kraju
A Senegal ? Có¿, ten bazuj±c na euforii po inauguracyjnym triumfie, ostatecznie dotar³ do æwieræfina³u i zosta³ okrzykniêty rewelacj± turnieju. Umar³ król, niech ¿yje król - mo¿na by³oby tak skonstatowaæ koreañsko-japoñski turniej, który ostatecznie wygrali Brazylijczycy po zwyciêstwie w finale nad Niemcami.

31. Harcownicy zza kurtyny
Pi³ka no¿na jest wynalazkiem kultury Zachodu. W koñcu przyjmuje siê, ¿e powsta³a w Anglii. Potem jej ekspansja te¿ pod±¿a³a na zachód do Ameryki Po³udniowej i równolegle po³o¿onych krajów Europy kontynentalnej (W³och, Szwajcarii, Holandii, Hiszpanii). Do Europy Wschodniej futbol trafi³ z pewnym opó¼nieniem. I o ile nie prze³o¿y³o siê to na warto¶æ narodowych reprezentacji z tego rejonu ¶wiata (genialny zespó³ Wêgier w latach 50-tych, znakomita dru¿yna ZSRR nied³ugo pó¼niej), tak kluby zza ¿elaznej kurtyny d³ugo nie mog³y z³amaæ hegemonii zachodnich potêg. Pierwsz± dru¿yn± z bloku wschodniego, która wygra³a fina³ europejskich rozgrywek by³ Slovan Bratys³awa. W 1969 roku zawodnicy z Czechos³owacji pokonali w finale Pucharu Zdobywców Pucharów s³ynn± Barcelonê (3:2). Pó¼niej, w latach 70-tych dobrze radzi³y sobie dru¿yny z ZSRR (m.in Dynamo Moskwa i Dynamo Kijów). Nie nale¿y tak¿e zapomnieæ o Górniku Zabrze, finali¶cie PZP z roku 1970. Jednak najwiêksze sukcesy klubowe dla wschodniego zaci±gu przysz³y pod koniec lat 80-tych i na pocz±tku 90-tych.
Najwiêksze powody do dumy mo¿e mieæ Steaua Bukareszt. W 1986 roku Rumuni niespodziewanie wygrali w finale Pucharu Mistrzów z Barcelon±. Do tego w jakich okoliczno¶ciach ! Po 90 minutach i dogrywce by³ bezbramkowy remis. W serii rzutów karnych na drodze Kataloñczyków stan±³ bramkarz Steauy, Helmuth Duckadam. Zawodnik maj±cy niemieckie korzenie obroni³ wszystkie cztery karne egzekwowane przez graczy Blaugrany i zosta³ bohaterem ca³ej Rumunii i rz±dz±cej krajem rodziny Ceausescu (syn dyktatora, Valentin by³ prezesem Steauy - przyp.red).
W podobnych okoliczno¶ciach boiskowych, za to zupe³nie innych pod wzglêdem politycznym, dosz³o do triumfu jugos³owiañskiej Crveny Zvezdy Belgrad. W maju 1991 roku dawno upad³ kurz po zburzeniu muru berliñskiego i Europa Wschodnia wchodzi³a w now± fazê rozwoju. Jugos³awia natomiast nadal by³a swoistym chwiejnym skansenem komunistycznym, który jak szybko pokaza³ czas run±³ z ogromny hukiem i poch³on±³ tysi±ce ofiar. W trakcie fina³u pomiêdzy Crven± a Olympiquem Marsylia, echa wojny jeszcze nie by³o s³ychaæ. Co wiêcej w sk³adzie belgradzkiego klubu zgodnie wspó³pracowali przedstawiciele wszystkich narodów ba³kañskich - Chorwaci, Serbowie, Czarnogórcy, Bo¶niacy, Macedoñczycy - ku chwale jugos³owiañskiej pi³ki.
Mecz by³ wyrównany, ale to OM przewa¿a³o. Ostatecznie jednak bramki nie pad³y i znów zwyciêzce musia³y wy³oniæ rzuty karne. W nich lepsi okaza³a siê Crvena wygrywaj±c 5:3. Ostatnia bramka, pieczêtuj±ca zwyciêstwo Crveny, nabiera we wspó³czesnym kontek¶cie symbolicznego znaczenia. By³ to ostatni triumf dru¿yny ze wschodu w Pucharze Mistrzów (i jego nastêpcy Lidze Mistrzów). Od tamtego momentu ¿adna ze wschodnioeuropejskich dru¿yny nawet nie zbli¿y³a siê do osi±gniêæ Steauy i Crveny.
Obecnie jedyn± dru¿yn± naszego regionu, która jako tako rokuje to Szachtar Donieck. Ale nawet oni chyba nie s± jeszcze gotowi na skuteczn± rywalizacje z Manchesterem United, Barcelon±, Realem czy Milanem.

30. Narodziny Lamy

Spotkania reprezentacji Holandii i Niemiec to prawdziwa futbolowa wojna. Starcie przeciwstawnych ¿ywio³ów. Ma³a Holandia kontra Wielkie Niemcy. Wiêksze emocje (i spinanie po¶ladów) jest po pomarañczowej stronie. Wynika to ze wspólnej historii. Czêsto w formie anegdotycznej podkre¶la siê niegodziwe zachowanie Niemców, którzy ukradli w czasie wojny holenderskie rowery. Zostawiaj±c jednak kwestie polityczne i spo³eczne, trzeba oddaæ, ¿e kiedy obie reprezentacje graj± ze sob± zawsze dzieje siê wiele ciekawego.
Jedno z najbardziej pamiêtnych spotkañ odby³o siê podczas mundialu w 1990 roku. I zosta³o zapamiêtane bynajmniej nie z powodów sportowych. W 22 minucie tamtego spotkania przy linii bocznej starli siê Frank Rijkaard i Rudi Voller. Po faulu Holendra sêdzia odgwizda³ rzut wolny i ukara³ pi³karza ¿ó³t± kartk±. Rijkaard po zdarzeniu wda³ siê w dyskusje z rywalem, a nastêpnie go oplu³. Dos³ownie w kolejnej akcji sytuacja siê powtórzy³a. Tym razem faulowa³ Voller, ale Rijkaard mimo to jeszcze raz u¿y³ ¶liny jako boiskowego orê¿a. Sêdzia Juan Carlos Loustau z Argentyny mia³ ju¿ do¶æ chamskich zachowañ obu pi³karzy i jednocze¶nie wyrzuci³ ich z boiska. Dziêki temu wydarzeniu Rijkaard dorobi³ siê pseudonimu Lama. Sam incydent zosta³ po mundialu zapomniany. Rijkaard przeprosi³ Vollera i sprawa rozesz³a siê po ko¶ciach. Tylko pomimo up³ywu lat, niesmak pozosta³...

CDN...

21:08, flisak1900
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6