<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Człowiek, którego nie było ...</title>
    <link>http://walkingtheline.blox.pl/html</link>
    <description>Blog o niczym szczególnym ...</description>
    <lastBuildDate>Fri, 11 May 2012 23:49:10 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Świecisz się jak MM, czyli rzecz o tekściarstwie...</title>
      <link>http://walkingtheline.blox.pl/2012/05/Swiecisz-sie-jak-MM-czyli-rzecz-o-teksciarstwie.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Środowy wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej. Finał Ligi Europy miał wyglądać inaczej. Niebo nad wschodnią Małopolską także miało wyglądać inaczej. W końcu mój nastrój... Przez cały dzień liczyłem, że zobaczę triumfujące oblicza dumnych Basków z Athleticu Bilbao, którzy po pięknej grze upokorzą naszpikowany obcokrajowcami klub ze znienawidzonego kastylijskiego miasta. Liczyłem, że w końcu w europejskich pucharach zwycięży zespół hołdujący zasadzie "Against Modern Football". Niestety, przeliczyłem się... Zamiast szczęśliwych twarzy Los Leones, zobaczyłem jak najwięksi bohaterowie krainy niekorzystnie wciśniętej boską ręką między Francję a Hiszpanię nie tyle płaczą, co ronią krokodyle łzy. Patrząc na ekran telewizora i wyzierającą z niego rozpacz Muniaina, Toquero i innych zawodników Athleticu, nawet mi się zrobiło potwornie smutno. Poczułem się tak fatalnie, że aż musiałem strzelić sobie kielicha (do lustra) i zapalić (do balustrady balkonowej), co wbrew pozorom robię naprawdę rzadko. Potem nie było lepiej. Niby udawałem, że wszystko jest w porządku, ale cały czas gdzieś w środku przeżywałem tragedie, jaka stała się udziałem "narodu bez własnej ojczyzny".&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;img style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" src="http://walkingtheline.blox.pl/resource/ap201205091733631829253.jpg" alt="" width="250" height="317" /&gt;&lt;br /&gt;Wybawienie przyszło kilka chwil po północy. Z czeluści pamięci wysupłałem tytuły najbardziej bzdurnych i obciachowych piosenek sytuujących się w stylistyce pop-boysbandowej. Dlaczego akurat takich ? Bo jakoś tak się składa, że w moim przypadku mają one działanie terapeutyczne. Ich prostota, brak wyrafinowania tekstowego i muzyczne tandeciarstwo autentycznie mnie uspokajają. Może brzmieć to absurdalnie i głupio, ale w tym momencie jestem absolutnie poważny. Takie "Tearin' Up My Heart" grupy N'Sync to potrafiłem tłuc w niektórych tygodniach i po 5 razy na dzień. I kiedy tak szukałem w swojej pamięci czegoś odpowiedniego przypomniałem sobie pewien polski letni hit sprzed prawie 3 lat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan wykonawca nazywa się Łukasz Mróz. Lepiej znany jest jednak jako Mrozu. Dla czytelników Pudelka podaje, że to ten sam chłopaczyna, który umawiał się swego czasu z niejaką Mariną. A kto to Marina ? Była podopieczna Sablewskiej, całkiem urodziwe plotąco-śpiewające dziewczę, ale raczej mało rozgarnięte intelektualnie - to tak z dziennikarskiego obowiązku, żeby nikt nie czuł się wykluczony. W 2009 roku tenże Mrozu objawił się na polskiej scenie muzycznej. Zaczął z wysokiego C, piosenką o wymownym i chwytliwym tytule "Miliony monet". Leciało to na okrągło w Esce i innych komercyjnych radyjach. Robiło furorę. I nawet mnie to nie dziwiło, bo muzycznie ten kawałek brzmi naprawdę nieźle. Taki solidnie skopiowany amerykański pop z elementami dancehallu i hip-hopu (widać to dobitnie też w teledysku - pomysły tak perfidnie zerżnięte z Timberlake'a i Kanye Westa, że aż trudno nie zauważyć). W każdym razie mi nóżka przy każdy odtworzeniu samoistnie wystukuje rytm, a barki bujają się to w jedną, to w drugą stronę. Tylko ten tekst... On nawet nie jest żałosny. W pierwszej kolejności jest niedorzeczny, a w drugiej ma prawdziwe zacięcie kabaretowe. Kiedy tak rozkładałem sobie każdą kolejną strofę na części pierwsze nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Naprawdę to jest czysta przyjemność i "poezja". Zresztą nie omieszkam się z wami podzielić taką cudowną "liryką" i własnymi komentarzami do niej. Ale zanim przyjdzie czas na uszczypliwości (pogrubione nawiasy kwadratowe), wczujcie się w klimat poprzez obejrzenie teledysku... Zaczyna się od mocnego uderzania w prawdziwie hollywoodzkim, pardon nowojorskim stylu, nawet jeśli później rolę główną gra tylko fototapeta...&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Mrozu - Miliony monet&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.W górze tyle rąk, w górze tyle rąk,&lt;br /&gt; [Startujemy fatalnie. Jak autor tekstu zaczyna piosenkę od powtórzeń to wiedz, że coś się dzieje...]&lt;br /&gt;Ale giną gdzieś tam w tle,&lt;br /&gt;Idę pod prąd, idę pod prąd&lt;br /&gt;A ty wciąż oddalasz się,&lt;br /&gt; [Wszystko byłoby dobrze, ale na teledysku tego oddalania brakuje. Pani siedzi przy barze, zalotnie spogląda, popija drinka, ale ruchu w tym jak na lekarstwo]&lt;br /&gt;I w Twojej to jest gestii,&lt;br /&gt;Czy ulegniesz mej sugestii,&lt;br /&gt; [Zaczyna się akcja pod Arsenałem. Wygląda na to, że koleś ma prosty cel. Zbałamucić i rozkulbaczyć]&lt;br /&gt;Zanim ściągniesz to&lt;br /&gt;Spłoniesz nim odpalę lont.&lt;br /&gt; [No, no chłopak ma butę. Metaforyka jednak kuleje. "Spłoniesz nim odpalę lont" - przepraszam, ale ja zrozumiałem to tak, jakby gość liczył, że panna "dojdzie" jeszcze przed tym jak jego żołnierz stanie na warcie... Że niby tak się da ? Doprowadzić kobietę do orgazmu samym wizerunkiem albo stylizacją, bo to ostatnio tak modne słowo ?]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref.&lt;br /&gt;Pozostaje tylko moment, chwila zanim ściągniesz to,&lt;br /&gt; [Rozumiem - piosenka musi mieć rytm. Ale jak mnie irytuje stosowanie obok siebie synominów, a takimi w końcu są "moment" i "chwila". Chyba, że ostatnio wprowadzono jakieś nowe jednostki czasu, a to wtedy zaczyna się inna rozmowa.]&lt;br /&gt;Świecisz jak miliony monet, spłoniesz nim odpalę lont,&lt;br /&gt; [Samozapłonu i lontu już się nie będę czepiał. Ale trapią mnie te "miliony monet". Porównanie jest pierwszorzędne, naprawdę, tylko słabo to zostało przeniesione na teledysk. Żeby wszystko odpowiednio się zgrywało ta pani winna nosić taką fajną, zwiewną srebrną sukienkę z obrzydliwie dużą ilością cekinów. Przy użyciu odpowiedniego oświetlenia i kadrowania naprawdę mogłaby się wtedy "świecić jak miliony monet", a tak pozostał niedosyt. Chyba, że autorowi tekstu chodziło o sytuacje po ściągnięciu odzienia. Może pani z teledysku pod tą nijaką, czarną kiecką jest cała oblepiona brokatem. To by miało swój sens, choć brzmi dość perwersyjnie.]  &lt;br /&gt;Pozostaje tylko moment, chwila zanim ściągniesz to,&lt;br /&gt;Świecisz jak miliony monet, spłoniesz nim odpalę lont,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja mam ten idealny plan, ty masz ten idealny stan,&lt;br /&gt; [Plan może i jest idealny, ale o jaki idealny stan może chodzić ? Czyżby pani przeżywała - "z pewną taką nieśmiałością" - te dni, albo była lekko rozmiękczona za pomocą nielegalnych specyfików ?]&lt;br /&gt;Unosisz się i opadasz na dół, muszę Cię mieć nim znikniesz bez śladu,&lt;br /&gt; [Sytuacja dzieje się w klubie, więc chłopak musi się spieszyć. A jako, że nie wziął długopisu to numeru telefonu na serwetce jej nie przekaże]&lt;br /&gt;Ja mam ten idealny plan, ty masz ten idealny stan,&lt;br /&gt;Unosisz się i opadasz na dół, muszę Cię mieć nim znikniesz bez śladu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Może to jest błąd, może to jest błąd,&lt;br /&gt;Że wchodzę dziś w tą grę,&lt;br /&gt; [Tak... Sytuacja stara jak świat - "Czego się boisz, głupia" itd. itp.]&lt;br /&gt;Nie wiadomo skąd, nie wiadomo skąd,&lt;br /&gt;Pojawił się Twój cień,&lt;br /&gt; [Pewnie wróciła z tualety i znów zasiadła przy barze]&lt;br /&gt;Być z Tobą to jest prestiż,&lt;br /&gt; [Czyżby Miska, prymuska, córka lokalnego prominenta ?]&lt;br style="text-align: justify;" /&gt;Ognie płoną a ty wierz mi,&lt;br /&gt; [Zabrnęliśmy w okolice mistyki. Duch Święty ?]&lt;br /&gt;Zanim ściągniesz to,&lt;br /&gt;Spłoniesz nim odpalę lont,&lt;br /&gt;&amp;#65279;&lt;br /&gt;Twój wzrok za mną goni, (goni)&lt;br /&gt;Już wiem, że nie mogę się obronić, (nie)&lt;br /&gt;Nie będziemy się zwodzić, (ha)&lt;br /&gt;Już szampan się schłodził,&lt;br /&gt; [Czyli prosta piłka. Żadne tam bajerowanie, flirtowanie. Najpierw ją spija, a potem...]&lt;br /&gt;Twój wzrok za mną goni, (goni)&lt;br /&gt;Już wiem, że nie mogę się obronić, (nie mogę się obronić)&lt;br /&gt;Nie będziemy się zwodzić, (ha)&lt;br /&gt;Już szampan się schłodził,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Refren: nie będę go znowu wklejał, zerknijcie wyżej ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co mnie tutaj trzyma,&lt;br /&gt;Przeszywa mnie na wskroś&lt;br /&gt;To magnetyczna siła&lt;br /&gt;Wybucham tak jak proch&lt;br /&gt;Jej szyje zdobi brylant&lt;br /&gt;To co przyciąga wzrok&lt;br /&gt;Ja robię pierwszy krok (oookkk)&lt;br /&gt; [Cały ten wers, szczególnie w połączeniu z ujęciami ilustracyjnymi w teledysku, budzi grozę. Ta laska to jakaś wiedźma, która rzuciła urok na niewinnego typa... Ten magnetyzm, ten brylant na szyi i w końcu to przeszywanie na wskroś. Zrobiło się naprawdę niebezpiecznie]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Refren: Look Up... Again ! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz kilka słów podsumowania. Wiem, wiem przesadzam, szukam dziury w całym czy też zwyczajnie, bez większego powodu się przypieprzam. Ale naprawdę nie robię tego tylko dla zgrywy. Po prostu chciałbym dożyć czasów, kiedy w Polsce artyści, a nawet zwykli chałturnicy będą dbać o teksty swoich piosenek. Niech one będą już infantylne, pospolite, prostackie, głupie, ale równocześnie niech przynajmniej starają się być spójne i wyzbyte z niedorzeczności. Naprawdę nie ma nic wstydliwego w robieniu muzyki pop, o ile oczywiście potrafi się ona sama obronić. Zarówno w warstwie muzycznej, a może przede wszystkim właśnie tekstowej. To taka wskazówka dla producentów i samych muzyków. Dlatego Hirku (Wrono) i Łukaszu (Mrozie) nie gniewajcie się, a weźcie jedynie sobie pewne rzeczy do serca, przeanalizujcie błędy i zaczynajcie od nowa (oby przyniosło to efekt już teraz przy trzecim LP). Szalone piętnastki czekają !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES: Ostatnio usłyszałem komplement, przynajmniej tak to sobie zarejestrowałem. Zdarzyło się, jak ślepej kurze... Usłyszałem, że nadawałbym się do boysbandu. Opinia jednak nie została skonkretyzowana i ostatecznie nie wiem, czy pasowałbym do tego specyficznego rodzaju grupy muzycznej ze względu na urodę (wątpliwą, przyznajmy otwarcie), talenty wokalne (tu też jest raczej krucho) czy też taneczne (bywa czasem lepiej, czasem gorzej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES 2: Jednym z moich ulubionych cytatów są słowa Gabrieli Zapolskiej, która kiedyś powiedziała, że "kobieta bez kokieterii jest jak kwiat bez woni". Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%, choć z drugiej strony kiedy tej kokieterii jest za dużo to też nie dobrze. Ostatnio się o tym przekonałem i mój mętlik w głowie narasta. Całe szczęście, że w NBA trwają playoffy. Przynajmniej kilka razy w ciągu tygodnia na plus/minus 2 godziny mogę wyłączyć swoje coraz bardziej spiskowe, niedorzeczne rozkminy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES 3: Przed kilkoma dniami marka 4F zaprezentowała stroje reprezentacji Polski na igrzyska olimpijskie w Londynie. Wiadomość ta przeszła właściwie bez echa. Generalnie kolekcja jest ładna, schludna i całkiem gustowna. Mi bardzo przypomina stroje z igrzysk w Atlancie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;img style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" src="http://walkingtheline.blox.pl/resource/bfd47971cd67c85fa5c7a66e7c1351ee.jpg" alt="" width="350" height="229" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Jest tylko jedno "ale". Kto wymyślił, żeby do stroju codziennego zaliczyć czerwono-białe pasiaste longsleevy ? Ludzie, to są IGRZYSKA OLIMPIJSKIE, nie SZCZECIŃSKIE DNI MORZA ! Już sobie wyobrażam zdjęcia kulomiota Tomka Majewskiego w takim pasiaku. Przecież on będzie wyglądał w tym czymś jak nie przymierzając Bluto, główny antagonista z kreskówki o Popeye'u !  &amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>flisak1900@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://walkingtheline.blox.pl/2012/05/Swiecisz-sie-jak-MM-czyli-rzecz-o-teksciarstwie.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://walkingtheline.blox.pl/2012/05/Swiecisz-sie-jak-MM-czyli-rzecz-o-teksciarstwie.html</guid>
      <pubDate>Fri, 11 May 2012 23:49:10 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Le Spurs, mon nouveau amour !</title>
      <link>http://walkingtheline.blox.pl/2012/05/Le-Spurs-mon-nouveau-amour.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Dopuściłem się zdrady. Raz w życiu. Przyznaje się do tego niechętnie, ale już najwyższy czas. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stało się to w okolicach przełomu wieków. Po kilku lat fascynacji i przeżycia całej masy pięknych chwil zdradziłem... piłkę nożną. Na kilkanaście miesięcy "kopaną" w moim sercu zastąpiła koszykówka. I co zaskakujące, w żadnym razie nie ta na jankeską modłę. Tamten czas był wyjątkowy dla naszej, rodzimej koszykówki. Telewizja Publiczna (w ramach czy poza misją- Bóg to jeden raczy wiedzieć) transmitowała "na żywo" rozgrywki ekstraklasy, a te stały na wyjątkowo wysokim poziomie. Szczególnie w finałach, gdzie boje pomiędzy Zepterem Śląskiem Wrocław a Anwilem Włocławek dostarczały nieprawdopodobnych emocji. W końcu któż nie pamięta, choćby tego absolutnie wiekopomnego - bez cienia przesady - wydarzenia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby tego było mało, na własne, młode oczy miałem okazje zobaczyć najlepszych polskich koszykarzy tamtego okresu. Zawodników, którzy zaledwie dwa lata wcześniej wywalczyli w Hiszpanii 7 miejsce w mistrzostwa Europy. Do dziś pamiętam swoją wizytę w hali "Jaskółka" w Tarnowie-Mościcach na meczu eliminacji Eurobasketu 1999, Polska-Rumunia. W składzie Polaków nazwiska, które nawet po latach mogą budzić szacunek - Zieliński, Wójcik, Wilangowski, Jankowski, Bacik. Kilka tygodni później zawitałem jeszcze raz w to samo miejsce, aby zobaczyć w akcji wicemistrzów Polski z Włocławka w starciu z natenczas ekstraklasową, Unią Tarnów. Szczegółowe wspomnienia z tamtego meczu trochę już się zatarły, ale do teraz mam w głowie obraz celnie rzucającego trójkę za trójką Igor Griszczuka. Białorusin praktycznie sam wygrał spotkanie swojemu zespołowi, który przez większość meczu miał spore problemy w obronie. I jakoś tak stopniowo, krok po kroku złapałem koszykarskiego bakcyla. Jednak na całe szczęście dla piłki nożnej i mojego rozwoju psychofizycznego, w lecie 2000 roku w Belgii i Holandii rozegrano wspaniałe, futbolowe mistrzostwa Starego Kontynentu i cała fascynacja pomarańczową piłką z białymi rowkami uleciała i nie wracała w kolejnych latach. Aż do zeszłego roku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy - trochę z przypadku, a trochę z nieskrywaną premedytacją - powróciłem na łono koszykarskich "sekciarzy". Zaczęło się od streetballu. Pospolitego, prymitywnego grania na jeden kosz w maksymalnie czteroosobowych składach. Frajda bywała przednia, ale to mi nie wystarczało. Dlatego też powróciłem do oglądania koszykówki. Jako, że od końca lat 90-tych polska koszykówka zaczęła pikować i osiągnęła poziom dna z błotnym naddatkiem, trzeba było przenieść się na En Bi Ej. Rozgrywki amerykańskiej ligi basketu były obecne w moim życiu od zawsze, jednak gdzieś w tle. Nigdy nie miałem ulubionej drużyny czy ulubionego zawodnika. Kogoś z kim byłbym na dobre i złe, jak z Ajaksem w przypadku piłki nożnej. Dlatego początkowo myślałem, że obejrzę kilka spotkań, znudzę się i szybko dam sobie spokój z tym - jak zawsze określał nieodżałowany nauczyciel historii z gimnazjum - "sportem dla murzynów". Do niczego takiego nie doszło. Końcówkę sezonu regularnego i pierwsze rundy playoffów 2011 prześledziłem wyrywkowo, ale już finały NBA obejrzałem w całości. Każde spośród 6 spotkań, z wypiekami na twarzy i napięciem trzymający od pierwszej do czwartej kwarty.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img src="http://walkingtheline.blox.pl/resource/2012_playoffs.jpg" alt="" width="250" height="157" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy sezon w najlepszej koszykarskiej lidze świata, po wielu perturbacjach, rozpoczął się dokładnie w Boże Narodzenie. Ot, taki gwiazdkowy prezent dla spragnionych WIELKICH RZECZY (takie było hasło promujące start ligi) kibiców. Po zeszłosezonowym przetarciu byłem gotowy. W sezonie regularnym udało mi się obejrzeć grubo ponad 20 spotkań, a nie omieszkałem już sprawdzić formy poszczególnych zespołów w play-offach. Swój dzień od jakiegoś pół roku zaczynam nie od sprawdzenia poczty e-mailowej czy facebooka, lecz od wejścia na nba.com i obejrzenia Top 10 z minionej nocy. Przy obiedzie nie zastanawiam się jak będą układać się losy poszczególnych drużyn w Lidze Mistrzów, tylko kto będzie w stanie stanąć na drodze Miami Heat w finale Konferencji Wschodniej. Podczas przygotowywania kolacji moje głowy nie zajmują statystyki strzelonych goli przez Lionela Messiego czy Cristiano Ronaldo, lecz szanse Rajona Rondo na skompletowanie kolejnego triple-double złożonego z punktów, zbiórek i asyst. Zacząłem żyć koszykówką, oddychać koszykówką i otaczać się koszykówką - kto był w moim studencki M3 na pewno zdążył to zauważyć. W porównaniu do fascynacji numer 1, tym razem piłka nożna nie została całkowicie "puszczona w trąbę". Spokojnie cieszy się pierwszym miejscem w wewnętrznym rankingu i ze zrozumieniem, choć pewnie też niewielką zazdrością wysłuchuje neandertalskich "uuuhhhów" i "aaahhhów" po kolejnym wsadzie Griffina, Iguodali czy Vince'a Cartera.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img src="http://walkingtheline.blox.pl/resource/San_Antonio_Spurs_display.jpg" alt="" width="250" height="188" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz kwestia tytułu, bo jak zwykle zagalopowałem się z nadmiernie rozbudowanym, epopejowatym wstępem. Spurs. San Antonio Spurs. Popularne "Ostrogi". Niespodziewanie to ten zespół wyrósł na moje osobistego faworyta do zdobycia mistrzowskiego pierścienia w sezonie 2012. Nigdy specjalnie nie ceniłem czarno-srebrnych, bo wydawali mi się jedną z najnudniejszych ekip na Zachodzie, a nawet w całej lidze. Wystarczył jeden mecz, żebym zmienił zdanie. Po obejrzeniu lania, jakie SAS spuściło we własnej hali Utah Jazz w drugim meczu playoffów (zwycięstwo bagatela 114 do 83 !), jestem całkowicie przekonany o ogromie siły ekipy z Teksasu i postanowiłem, że muszę się tym podzielić ze światem. Niby amerykański zespół, a sposób gry jak najbardziej europejski. Płynny, inteligentny, do bólu skuteczny, a przy tym jeszcze atrakcyjny. W sumie trudno, żeby było inaczej, kiedy rozgrywającym jest Francuz z samiuśkiego Paryża, który nazywa się Tony Parker. Kiedyś lepiej znany jako mąż Evy Longorii. Świetny asystent i kto wie czy nie jeszcze lepszy strzelec. Obok niego weteran parkietów NBA - Tim "moja mina nie wyraża nic" Duncan. Z ławki rezerwowych tej dwójce pomaga argentyński magik i świetny trójkowicz, Manu Ginobili. Do tego na ławce Gregg Popovich ma całą masę zdolnych młodych zawodników, którzy w trudnych chwilach mogą również liczyć na pomoc schodzących powoli ze sceny koszykarzy (weźmy np. takie Stephena Jacksona). Spurs to dla mnie zespół kompletny i wyrównany. Jeśli w kluczowych momentach nie zawiedzie ich koncentracja to łatwo poradzą sobie z Kobym - Czarną Mambą i LA Lakers, bądź spuszczą niezłe bęcki dzieciakom z Oklahomy, bo to z tych drużyn zrekrutowany zostanie drugi z finalistów Konferencji Zachodniej. A potem... Potem, oby finały NBA, gdzie Ostrogi będzie czekać chwila prawdy. Starcie z wielką trójcą Miami Heat.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img src="http://walkingtheline.blox.pl/resource/SanAntonioSpurs.jpg" alt="" width="300" height="169" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Po odpadnięciu w fatalnym stylu Dallas Mavericks z fazy post-season, zaczynam bezzwłocznie trzymać kciuki za Spurs. I polecam to każdej osobie czytającej ten tekst. Bo naprawdę nie ma obecnie w całej NBA bardziej zdyscyplinowanej i jednocześnie grającej tak piękny, oldschoolowy basket drużyny. Dlatego na koniec nie pozostaje nic innego jak zakończyć tradycyjnym - Let's Go Spurs and DEFENCE !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES: Tadam Tadam ! Minionej nocy, Spurs zrobili sweepa Jazzmanom z Salt Lake City ! 4:0 w serii, a teraz przez zawodnikami Popovicha najprawdopodobniej starcie z "Lob City" czyli LA Clippers.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES 2: Deszcz najlepiej wygląda w amerykańskich komiksach to wiemy wszyscy. Ale całkiem niedawno przekonałem się, że swój niepowtarzalny urok ma także nasza polska mżawka oglądana w świetle miejskich latarni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES 3: Mamy Apteki 24h, Monopolowe 24h, Bary (a raczej tzw. Mordownie) 24h, a więc dlaczego nikt jeszcze nie wpadł na pomysł założenia Przedszkoli 24 h czy Żłobków 24 h ? Że niby wygodniej (i przede wszystkim bezpłatnie) dostarczyć dziecko na przechowanie - do rąk własnych - babci ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; P.ES 4: Co niektórzy się pewnie na mnie gniewają, bo tematem nowej notki miał być Lublin. Spokojnie, taka też w końcu powstanie... Może nawet jeszcze w maju, ale przy mojej aktywności na blogu to nigdy nic nie wiadomo ;-)&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>flisak1900@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <guid>http://walkingtheline.blox.pl/2012/05/Le-Spurs-mon-nouveau-amour.html</guid>
      <pubDate>Tue, 8 May 2012 19:52:21 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


